W poszukiwaniu zaginionej restauracji – Lizbono do zobaczenia
Dziś ostatni dzień naszego urlopu i zapowiada się intensywnie. Jesteśmy dogadani z właścicielką mieszkania, że bez problemu możemy zostawić u niej swoje bagaże i wieczorem,
Dziś ostatni dzień naszego urlopu i zapowiada się intensywnie. Jesteśmy dogadani z właścicielką mieszkania, że bez problemu możemy zostawić u niej swoje bagaże i wieczorem,
Wysiadamy przy dworcu kolejowym. Z poprzedniego pobytu mamy „obcykaną” fajną plażę zaraz przy stacji miejscowych kolei. Od Praia da Ribeira dzieli nas dosłownie rzut beretem.
Niestety czas w Lizbonie ma to do siebie, że mknie niczym bolid Lewisa Hamiltona podczas Grand Prix Formuły 1. Nam też ucieka zdecydowanie za szybko.
Akurat w tym momencie obok nas przechodzą „Marki”. Wołamy ich, żeby się do nas przysiedli, ale Monika jest chyba trochę wystraszona klimatem lokalu i żywiołowej
Chwilę jeszcze, ale to dosłownie chwilę stoimy na placu i zastanawiamy się co teraz i jaki plan. Razem z Alą jesteśmy chętni jeszcze gdzieś „skoczyć”.
Docieramy do placu otoczonego kamienicami. W koło niego poustawiane są ławki, na których siedzą „lokalsi”. Dzisiejsza pogoda daje się nam trochę we znaki. Zrobiło się
Siadamy na ławce przed kościołem. Słońce przyjemnie grzeje nasze twarze. Najlepsze jest to, że dzieci nie dzwonią. Jesteśmy wdzięczni Monice, Markowi i generalnie czujemy się
Bez wskazówek zapisanych na kartce powiem szczerze, byśmy tam nie trafili, a tak po kilkuminutowym spacerze przekraczamy progi sklepiku. Wewnątrz na wszystkich półkach stoją przeróżne
Skoro świt idziemy z Alą do sklepu. Wchodzimy do marketu. Robimy zakupy na śniadanie i w zasadzie już na obiadokolację. Postanawiamy, że dziś zamiast rozbijać
Pamiętając o rekomendacji kelnerki z kawiarni postanawiamy, że jedziemy na plażę do miejscowości Parede. Do Cais do Sodre idziemy piechotą. Tam wsiadamy do podmiejskiego pociągu