Czas mija mi błyskawicznie. Akurat, kiedy łapię wenę muszę się zwijać, bo za chwilę na stację wtoczy się skład do Kutna. Wychodzę na peron. Pociąg już stoi. Z jednym plecakiem na grzbiecie, z drugim trzymanym w dłoni podchodzę do składu. Naciskam przycisk przy drzwiach. Dosłownie po sekundzie wrota wagonu z charakterystycznym dźwiękiem rozsuwają się niczym wejście do statku kosmicznego z Gwiezdnych Wojen. Zajmuję swoje miejsce i w drogę. Lubię jeździć z przesiadkami. Mam wtedy wrażenie, że podróż trwa jakoś krócej. W Kutnie do mojej dyspozycji jest trochę mniej czasu na przesiadkę. Z tego dworca pojadę już prosto do polskiej stolicy naftowej ????
Jestem mile zaskoczony, bo podróż przebiega naprawdę sprawnie i w komfortowych warunkach. Kiedy postanawiam zabrać się za pisanie na korytarzu, słychać podniesiony głos kierownika pociągu.
Kiedy docieramy do Poronina jest już po godzinie 21.00. Mimo, że jestem tu drugi raz, czuję się jak u siebie w domu. Takiej serdeczności, którą prezentują nasi gospodarze to na Podhalu ze świeczką szukać. Przed snem zastanawiamy się z Olą jaki szlak jutro zdepczemy? Na telefonicznym wyświetlaczu obserwuję pogodynkę. Deszczu nie będzie, więc wypada dobrze to wykorzystać. Dochodzimy do wniosku, że pierwszy dzień w górach potraktujemy bardzo ulgowo, typowo rozruchowo. Pada na Dolinę 5 Stawów i Krzyżne.