Co ciekawe za tą przyjemność można płacić tylko gotówką. Generalnie tą trasą szedłem bardzo wiele razy. Droga po asfalcie nie jest tym co lubię, dlatego też bez namysłu korzystamy z podwózki jaką daje nam spalinowa kolejka chochołowska. Mamy szczęście, bo akurat nasz transport właśnie jest podstawiony. To pierwszy kurs tego dnia. Płacimy po 8 zł i o godzinie 8.00 ruszamy.
Cieszę się, że tak nam się udało, bo korzystając z podwózki oszczędzamy sporo energii i czasu. Po około 15 minutowej jeździe docieramy na parking, gdzie nasz spalinowy pociąg się zatrzymuje. Stąd kilkanaście minut piechotą i meldujemy się na początku Doliny Starorobociańskiej. Początkowo idziemy szlakiem oznaczonym kolorem żółtym. Z przykrością stwierdzam, że od ostatniej naszej wizyty w tym miejscu wycięto tu mnóstwo drzew. Droga wygląda nieco upiornie.
Odkryta przestrzeń nie daje żadnych szans ukrycia się przed słońcem. Na szczęście pogoda nam sprzyja. Jest ciepło, ale słońce skrywają chmury. Przystaję na moment i spoglądam na pogodową aplikację. Widok na ekranie telefonu nie napawa mnie optymizmem. Wszystko wskazuje na to, że późnym popołudniem z dużym prawdopodobieństwem spadnie deszcz. Mam jednak nadzieję, że do tego czasu zdążymy się uporać z Bystrą.
Kiedy docieram na miejsce oprócz mnie są tylko dwie osoby. Robię kilka fotek, kręcę film. Siadam na tyłku i kontemplując ciszę i spokój czekam na Olę. Martwię się tylko tym, że chmury na niebie z minuty na minutę przybierają złowrogi ciemny kolor. Kieruję wzrok na cel naszej wyprawy. Bystra jest już tak blisko, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Po około 15 minutach Ola dociera na przełęcz. Jej mina „mówi” mi, że coś jest nie tak. Pytam jak się czuje? Mając w pamięci nasz ostatni raz na tej przełęczy to dla mnie ważna kwestia. Olka stwierdza, że jak idzie w swoim tempie to jest ok. Siada, wyciąga z plecaka jedzenie i w zasadzie nie jest zainteresowana konwersacją. Czekam na nią chwilę, ale dziś jakoś nie ma nici porozumienia między nami. Siwa Przełęcz ponownie daje się jej we znaki, a może to jest coś innego? Nie mam pojęcia. Mówię jej, że spotkamy się na Bystrej i ruszam w drogę na szczyt.
Po kilkunastu minutach zostawiam za sobą Siwe Turnie i bardzo przyjemną ścieżką idę wzdłuż Liliowych Turni. Widoki na Raćkową Dolinę rozpościerające się pod moimi nogami są imponujące. Wreszcie docieram w miejsce, z którego od szczytu dzieli mnie 40 minutowe podejście. Po drodze spotykam ekipę rodaków, którzy górę atakują od strony słowackiej. Robię sobie krótką przerwę i telefonicznie łapie Olkę. Dowiaduje się, że zmieniała zdanie. Odpuściła nasz cel, natomiast zameldowała się na Starorobociańskim Wierchu. Cóż browarka na szczycie wypiję sam.
Jestem na wysokości 2248 m npm. Dzięki swojemu położeniu widoki z wierzchołka powinny być kapitalne i w zasadzie są. Gdyby jeszcze niebo było błękitne, to już całkiem byłoby fantastycznie. Oprócz mnie na górze zameldowała się też grupa Polaków, z którą się mijałem. Razem wznosimy toast za udane wejście. Chwile rozmawiamy, podziwiamy widoki.
Z wierzchołka wygania nas coraz mocniej wiejący zimny wiatr i zbierające się nad wierzchołkiem czarne chmury. Chłopaki żółtym szlakiem schodzą na słowacką stronę, natomiast ja idę na dół zahaczając jeszcze o niżej położony wierzchołek góry o wdzięcznej nazwie Błyszcz.
Miałem już kilka tego typu spotkań, ale za każdym razem jest to bardzo ekscytujące. Fajnie jest móc z bliska przyjrzeć się temu pięknemu stworzeniu. Wymieniamy się spojrzeniami i każde z nas rusza w swoją drogę.