Bystra zdobyta ;)

Bystra to nazwa szczytu Tatr Zachodnich. Leży po słowackiej stronie. Dawno temu udało mi się na nim zameldować. Natomiast jeśli chodzi o nasz duet, to znaczy Ola i ja, to mamy z tą górą rachunki do wyrównania. Dwa lata temu byliśmy bardzo blisko jej zdobycia, jednak kwestie kondycyjnie i czasowe sprawiły, że odpuściliśmy temat. Możecie o tym przeczytać w opublikowanym już poście -> https://www.xn--zmysamiprzezwiat-myc27b.pl/w-drodze-po-bystra/
Po dniu odpoczynku od górskich wędrówek dziś jestem nastawiony na mocną górską akcję ???? .  Wstaję rano pełen energii. Wcinam szybkie śniadanie – w zasadzie jestem gotowy. Po godzinie siódmej wskakujemy do „olkowego pudełeczka” (autko Oli) i mkniemy na Siwą Polanę, gdzie znajduje się początek szlaku do Doliny Chochołowskiej. Mamy już doświadczenie i sprawnie mijamy naganiaczy, którzy machając jakimiś szmatami próbują nas skłonić do zaparkowania na ich placu. Jedziemy praktycznie pod samo wejście na szlak. Tu parkujemy. Mimo, że taka opcja jest droższa o 5 zł, to wierzcie mi, że kilkaset metrów bliżej do samochodu, kiedy schodzi się z gór robi dużą różnicę???? . Zostawiamy auto na parkingu, kupujemy bilety uprawniające nas do wejścia na szlak.
Co ciekawe za tą przyjemność można płacić tylko gotówką. Generalnie tą trasą szedłem bardzo wiele razy. Droga po asfalcie nie jest tym co lubię, dlatego też bez namysłu korzystamy z podwózki jaką daje nam spalinowa kolejka chochołowska. Mamy szczęście, bo akurat nasz transport właśnie jest podstawiony. To pierwszy kurs tego dnia. Płacimy po 8 zł i o godzinie 8.00 ruszamy.
Cieszę się, że tak nam się udało, bo korzystając z podwózki oszczędzamy sporo energii i czasu. Po około 15 minutowej jeździe docieramy na parking, gdzie nasz spalinowy pociąg się zatrzymuje. Stąd kilkanaście minut piechotą i meldujemy się na początku Doliny Starorobociańskiej. Początkowo idziemy szlakiem oznaczonym kolorem żółtym. Z przykrością stwierdzam, że od ostatniej naszej wizyty w tym miejscu wycięto tu mnóstwo drzew. Droga wygląda nieco upiornie.
Odkryta przestrzeń nie daje żadnych szans  ukrycia się przed słońcem. Na szczęście pogoda nam sprzyja. Jest ciepło, ale słońce skrywają chmury. Przystaję na moment i spoglądam na pogodową aplikację. Widok na ekranie telefonu nie napawa mnie optymizmem. Wszystko wskazuje na to, że  późnym popołudniem z dużym prawdopodobieństwem spadnie deszcz.  Mam jednak nadzieję, że do tego czasu zdążymy się uporać z Bystrą.
Jestem miło zaskoczony swoim przygotowaniem kondycyjnym. Dzień przerwy pozwolił mi zregenerować siły. Nie forsuje tępa. Idę wolno, krok po kroku. Szybko łapię wysokość. Ola zostaje w tyle. W pewnym momencie wchodzę na szlak oznaczony kolorem czarnym i nim podążam już aż na Siwą Przełęcz. Mimo, że samo podejście nie jest zbyt wymagające, to co jakiś czas robię sobie przerwy. Wcinam kalorie popijając je wodą. Jedzenie i picie w górach to bardzo ważna kwestia. Organizm trzeba zaopatrzyć w paliwo, żeby nogi mogły nieść. W pewnym momencie z oczu tracę Olę. Mam tylko nadzieję, że nie będzie miała kryzysu fizycznego takiego jak ostatnim razem. Na szczęście pora jest dość wczesna. W razie czego mamy sporo czasu na odpoczynek przed „atakiem szczytowym” ???? . Siedzę na trawie i podziwiam panoramę.  Do przełęczy zostało mi dwadzieścia minut podejścia. Zbieram w sobie pokłady energii i zasuwam do góry.
Kiedy docieram na miejsce oprócz mnie są tylko dwie osoby. Robię kilka fotek, kręcę film. Siadam na tyłku i kontemplując ciszę i spokój czekam na Olę. Martwię się tylko tym, że chmury na niebie z minuty na minutę przybierają złowrogi ciemny kolor. Kieruję wzrok na cel naszej wyprawy. Bystra jest już tak blisko, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Po około 15 minutach Ola dociera na przełęcz. Jej mina „mówi” mi, że coś jest nie tak. Pytam jak się czuje? Mając w pamięci nasz ostatni raz na tej przełęczy to dla mnie ważna kwestia. Olka stwierdza, że jak idzie w swoim tempie to jest ok. Siada, wyciąga z plecaka jedzenie i w zasadzie nie jest zainteresowana konwersacją. Czekam na nią chwilę, ale dziś jakoś nie ma nici porozumienia między nami. Siwa Przełęcz ponownie daje się jej we znaki, a może to jest coś innego? Nie mam pojęcia. Mówię jej, że spotkamy się na Bystrej i ruszam w drogę na szczyt.
Przechodzę kilkadziesiąt metrów, sięgam po telefon żeby „cyknąć” kilka fotek. W tym momencie orientuję się, że go nie mam. Zawracam na przełęcz. Telefon leży tam gdzie siedziałem. Musiałem go najzwyczajniej w świecie zostawić. Pakuję zgubę do kieszeni. Spoglądam na Olę, która nadal kontempluje widoki. Patrząc z niepokojem w niebo wracam na szlak. ” Ciemne chmury  zwiastują opad deszczu,  to tylko kwestia czasu.
Po kilkunastu minutach zostawiam za sobą Siwe Turnie i bardzo przyjemną ścieżką idę wzdłuż Liliowych Turni. Widoki na Raćkową Dolinę rozpościerające się pod moimi nogami są imponujące.  Wreszcie docieram w miejsce, z którego od szczytu dzieli mnie 40 minutowe podejście. Po drodze spotykam ekipę rodaków, którzy górę atakują od strony słowackiej. Robię sobie krótką przerwę i telefonicznie łapie Olkę. Dowiaduje się, że zmieniała zdanie. Odpuściła nasz cel, natomiast zameldowała się na Starorobociańskim Wierchu. Cóż browarka na szczycie wypiję sam.
Spinam się i krok po kroku prę do celu. Droga nie jest jakoś wymagająca. Nie ma tu żadnych trudności technicznych. Typowe żmudne podejście. W końcu udaje mi się stanąć na najwyższym szycie Tatr zachodnich.
Jestem na wysokości 2248 m npm. Dzięki swojemu położeniu widoki z wierzchołka powinny być kapitalne i w zasadzie są. Gdyby jeszcze niebo było błękitne, to już całkiem byłoby fantastycznie. Oprócz mnie na górze zameldowała się też grupa Polaków, z którą się mijałem. Razem wznosimy toast za udane wejście. Chwile rozmawiamy, podziwiamy widoki.
Z wierzchołka wygania nas coraz mocniej wiejący zimny wiatr i zbierające się nad wierzchołkiem czarne chmury. Chłopaki żółtym szlakiem schodzą na słowacką stronę, natomiast ja idę na dół zahaczając jeszcze o niżej położony wierzchołek góry o wdzięcznej nazwie Błyszcz.
Na dół wracam tą sama drogą. Kiedy jestem na wysokości Liliowych Turni z nieba zaczyna padać delikatny deszczyk. Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych jestem mega szczęśliwy. Udało mi się domknąć temat Bystrej.  W tym momencie w  zasadzie to mam  już gdzieś czy zmoknę czy nie. Idąc wzdłuż Turni w pewnym momencie dostrzegam na mojej drodze piękną pasąca się kozicę. Zwierzę na początku jakby mnie nie zauważa. Spokojnie skubie trawę na środku szlaku turystycznego.
Miałem już kilka tego typu spotkań, ale za każdym razem jest to bardzo ekscytujące. Fajnie jest móc z bliska przyjrzeć się temu pięknemu stworzeniu. Wymieniamy się  spojrzeniami i każde z nas rusza w swoją drogę.
Do mementu dojścia do Liliowego Karbu na szlaku jestem w zasadzie sam. Ciężko mi uwierzyć, że jestem w Tatrach w szczycie sezonu turystycznego. Dopiero w tym miejscu natrafiam na innych turystów, którzy akurat tą droga schodzą ze Starorobociańskiego. Tu też ku uciesze górskich łazików pasie się kilka kozic. Oczywiście wszyscy robią foty i kręcą filmy na „sosziale”. Zwierzaki natomiast jak gdyby nigdy nic wcinają trawę porastającą zbocza. Mijam Siwą Przełęcz i schodzę w dół. Perspektywa zejścia tą samą drogą trochę podcina mi skrzydła. Mało tego, zdaję sobie sprawę, że czeka mnie jeszcze kilka kilometrów spaceru po asfalcie zanim dotrę do parkingu. Po drodze spotykam Olę, która  też już schodzi do doliny.
Po ponad dwugodzinnym spacerze opuszczam gościnne progi Doliny Starorobociańskiej. Teraz jeszcze asfaltowy kawałek Doliny Chochołowskiej i na oparach mocy docieram do auta. Przy samochodzie czekam na Olę, która po około 20 minutach melduję się na miejscu.
Jestem bardzo zmęczony, ale górsko spełniony. Mimo, że kilkanaście lat temu byłem na Bystrej to odwrót spod tej góry dwa lata wstecz sprawił, że za punkt honoru postawiłem sobie wejście na jej wierzchołek. Tym razem góra i pogoda była łaskawa. To był naprawdę dobry dzień.
Kiedy pakujemy się do auta już myślę, gdzie uderzymy pojutrze. Mnie ciągnie na Banikov. Przy okazji chcę obejść Rohackie Stawy, bo tam o dziwo mnie jeszcze nie było. Cóż myślę, że decyzje podejmiemy jutro wieczorem. Natomiast w tym momencie wiem, że zasłużyliśmy oboje na dzień odpoczynku ???? .      
CdN…
Jeśli moje pisanie przypadło Ci do gustu zostań moim  PaTrOnEm. W ten sposób wesprzesz rozwój zmysłowego bloga. Wystarczy kliknąć w link  https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl      
Możesz też postawić mi kawę. W ten sposób również wyrazisz uznanie dla mojej działalności w sieci https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat
Za najmniejsze finansowe wsparcie składam serdeczne podziękowania !!!