Do zobaczenia Lizbono…
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i nasz pobyt w stolicy Portugalii też dobiegł końca. Dziś ostatni dzień, dlatego mamy zamiar spędzić go na
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i nasz pobyt w stolicy Portugalii też dobiegł końca. Dziś ostatni dzień, dlatego mamy zamiar spędzić go na
Kładziemy się spać. W nocy słychać jak pada deszcz. Alicja zrywa się skoro świt i pędzi do kościoła Dominikanów na msze odprawianą po portugalsku. My
Na Belem zamierzamy skosztować najprawdopodobniej najlepszych pasteis w Lizbonie. Można je dostać w Pastelaria de Belem. Ciastkarnia ta mieści się przy ul. Rua de Belem
Budzimy się skoro świt. Pierwsze na co patrzę to zegarek. Jest 06:00, totalna noc 😉 . Wyglądam przez okno z nadzieją na piękną pogodę
Sama plaża, na którą trafiamy ma wszystko czego potrzeba. Bary, toaletę, ratowników i sklep spożywczy na dworcu kolejowym oddalonym jakieś 400m. Rozkładamy nasze plażowe prześcieradło,
Rano pobudka, śniadanko. Pogoda za oknem nie napawa optymizmem. Mamy na dziś wyznaczony jeden główny cel. Chcemy zameldować się na najdalej wysuniętym kawałku Europy kontynentalnej.
Nasz „ obóz” rozbijamy na ławkach przed oceanarium, wyciągamy z plecaków nasze pudełka z jedzeniem i robimy piknik. W trakcie naszej biesiady jesteśmy świadkami czegoś
Budzimy się wcześnie rano i pędzimy z Alą zrobić zakupy na śniadanie. Do sklepu z miejsca naszego zamieszkania trzeba przejść spacerkiem koło 10 minut. Fajnie
Kolejny nasz cel w dniu dzisiejszym to Kościół Dominikanów, czyli igreja de São Domingos. Trafiamy do niego bez żadnego problemu. Tą świątynię widzę już drugi
Pijemy kawę i zbieramy się zobaczyć ruiny klasztoru Karmelitów. Możliwości są dwie na dotarcie do celu. Pierwsza słynna winda Santa Justa przy której stoją tłumy