Zwiedzamy stolicę

Poranek wita nas, jakże by inaczej, bardzo słonecznie. Przekraczam próg drzwi balkonowych. Mimo wczesnej pory skóra mojego ciała dramatycznie odczuwa maltański letni klimat. Trochę mnie to przeraża. Skoro o godzinie 9.00 jest tak ciepło, to co będzie w południe? W salonie dziewczyny ogarniają śniadanie. Humory dopisują. Wreszcie się wyspaliśmy. Po wczorajszym dniu i tej bardzo długiej podróży, noc spędzona w łóżku jest jak zastrzyk adrenaliny. Wcinamy śniadanie, pakujemy plecaki. Zabieramy ze sobą duże ilości wody, krem z filtrem, okulary przeciwsłoneczne, browar prosto z lodówki, kapelusze i w drogę.
Kiedy tylko opuszczamy klimatyzowany hotelowy korytarz wiem już, że czeka nas bardzo upalny dzień. Jestem ciekawy jak sobie z tym poradzimy? Cóż, wyjdzie w praniu. Kryjąc się w cieniu kamienic podążamy zaaplikować sobie dawkę kofeiny. Pierwsze co trzeba zrobić rano, to napić się kawy. Oczywiście idziemy do Laycry. Po pierwsze mają tam dobrą kawę. Po drugie zaraz przy Bus Stop jest przystanek autobusowy, z którego rozpoczniemy naszą podróż do Valletty. No ale najpierw kawa! Idąc zastanawiamy się, czy dziś też zastaniemy naszą ulubioną maltańską kelnerkę? Z daleka widzimy, że w lokalu nie ma zbyt wielu osób. Natomiast Laycra biega między stolikami w nowych leginsach, które jeszcze bardziej podkreślają jej nienaganną figurę. Zgodnie z Mareckim stwierdzamy, że dziś wygląda naprawdę zjawiskowo 😉 . Tylko jedna myśl nie daje nam spokoju. Jak ona wytrzymuje w tych ciuchach takie temperatury? No jak?! 
Siadamy przy stoliku, składamy zamówienie. Pierwszy łyk czarnego naparu jest jak zawsze genialny. Miejsce jest zjawiskowe. Pijąc kawę można podziwiać bujające się na falach łodzie. Woda jest tak błękitna, że niebo przy niej wygląda zdecydowanie blado ???? . Nad głowami mamy zadaszenie, które chroni nas przed słońcem. Klimat iście sielankowy. Zwracamy uwagę też na fakt, że o tej porze gośćmi są tu praktycznie sami miejscowi. Możliwe, że turystów odstrasza trochę nazwa i położenie lokalu. Bus stop nie kojarzy się dobrze. Z reguły ludzie szukają bardziej eleganckich miejscówek. My natomiast wychodzimy z założenia, że im bardziej swojsko, im większa ilość lokalsów tym lepiej. Oni wiedzą, gdzie można dobrze zjeść czy napić się dobrej kawy. Łapię się na tym, że w zasadzie jest tu tak przyjemnie, że mógłbym spędzić tu cały dzień, no ale Valletta wzywa.
Płacimy rachunek, stajemy na przystanku, który znajduje się dosłownie obok lokalu. W zasadzie to stoimy tam tylko przez moment. Jest tak gorąco, że kryjemy się w cieniu rosnącego obok drzewa.
Nie tylko my tak robimy. Im bliżej jest do przyjazdu autobusu, tym cienia pod drzewem do zagospodarowania jest coraz mniej. Poza tym mamy lekkie obawy dotyczące podróży autobusami. Po wczorajszej akcji z tym środkiem transportu zastanawiamy się, ile czasu zajmie nam dotarcie do stolicy? Czy my w ogóle dziś do tej Valletty dotrzemy? 😉 . Cóż za chwilę się o tym przekonamy.
Nasz środek transportu zjawia się na przystanku. Otwierają się drzwi. Wchodzimy do środka, przykładamy karty podróżne do czytników.
Zajmujemy miejsca i otuleni chłodem autobusowej klimatyzacji ruszamy. Marek wyciąga telefon, używając nawigacji kontroluje trasę przejazdu. Zdecydowanie po wczorajszej jeździe mamy traumę. Wieści jakie nam na bieżąco przekazuje są bardzo pokrzepiające. Kierowca trzyma się głównej ulicy. Z jego trasy można wnioskować, że jedzie prosto do stolicy, co nas bardzo cieszy. Po kilkunastu minutach jazdy docieramy na miejsce. Wysiadamy i zastanawiamy się, gdzie teraz iść. Widząc ludzi podążających w jednym kierunku postanawiamy, że idziemy za nimi.
Po dosłownie kilkudziesięciu krokach widzimy wielką fontannę stojącą na środku placu. Przedstawia ona trzy figury postaci pół ryb, pół ludzi, którzy nad głową trzymają coś w rodzaju misy. Z tego miejsca rozpoczynamy nasze zwiedzanie.
Do miasta wchodzi się przez bramę i to dosłownie. Jak się okazuje jest ona początkiem głównej ulicy Valletty, która nosi nazwę ulicy Republiki. Kiedy tylko przekraczamy próg miasta szczęki nam opadają. Jest tu przepięknie. Gdzie nie spojrzymy wszędzie widzimy genialne zabudowania. Jest mnóstwo knajpek, kawiarnianych ogródków, pod parasolami przy stolikach siedzi mnóstwo ludzi popijając zimne drinki. Poza tym, jeśli ktoś ma kartę płatniczą bez limitu to na tej ulicy może się zatracić. Sklepów jest tu mnóstwo. Do tego małe centra handlowe i stoiska handlowe usytuowane wzdłuż ulicy.  Można tu kupić dosłownie wszystko. Od pamiątek dla turystów made in China, po biżuterię i markowe zegarki. Ale najlepsze jest to, że od głównej ulicy odchodzą małe, wąskie uliczki, które mają niepowtarzalny klimat.
Nie dziwię się, że Valletta w całości jako miasto jest objęta ochroną światowego dziedzictwa UNESCO. Wystarczy być tu chwilę i dociera do człowieka to w jakim fenomenalnym miejscu  się znalazł.  Cała nasza czwórka jest pod wielkim wrażeniem. Tego miasta nie można porównać do żadnego innego. Ala z Moniką oczywiście wypatrują stoisk z pamiątkami. Suweniry to odwieczny dylemat każdego wyjazdu. Co przywieźć bliskim? Dziewczyny robią mały pamiątkarski rekonesans. Z zadowoleniem stwierdzają, że bez problemu można tu się obkupić i ten temat będzie już załatwiony. Pora zrobiła się zdecydowanie kawowa. Na naszych wyjazdach z reguły odbijamy od głównych turystycznych szlaków.
Tak też robimy i w tym przypadku. Idąc ulicą Republiki skręcamy w pierwszą uliczkę, która nas skusiła swoim klimatem. Przechodzimy między turystami kilkadziesiąt metrów. Mimo, że to nie jest główna ulica, to zwiedzających jest też sporo. Lokalizujemy małą kawiarnię. Siadamy na zewnątrz przy stoliku. Ala wchodzi do środka i zamawia nam porcję kofeiny. Okazuje się, że za ladą stoi kobieta, która zdecydowanie nie jest rdzenną Maltanką. Jej skośne oczy świadczą, że raczej o tym, że to przedstawicielka Azji. Kawa zamówiona!  Teraz tylko wypada poczekać, więc czekamy, czekamy i czekamy a kawy ni widu, ni słychu. W normalnych okolicznościach pewnie byłaby już spina, ale, że jesteśmy na wakacjach i mamy czas, więc luz.

CDN…

Zostań PaTrOnEm Zmysłami przez Świat. Nawet niewielkie finansowe wsparcie przyczyni się do rozwoju bloga, który czytasz 😉 Wystarczy kliknąć link                 https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl
Jeśli masz ochotę wyrazić swoje uznanie dla mojego pisania możesz tez postawić mi kawę https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat
Do moich patronów i kawowych wspomożycieli w ramach podziękowania  co jakiś czas polecą artefakty z naszych podróży 😉 
Za okazanie nawet symbolicznego finansowego wsparcia serdecznie dziękuję