Żegnaj Barcelono …

Po powrocie do domu  ogarniamy się na momencie – szybki prysznic, oczywiście zimny 😉 , zmiana garderoby i jesteśmy gotowi na pożegnalną kolację. Dzieciaki odpalają TV, zalegają na wyrkach i żegnają nas pełne niezrozumienia, że też chce się nam jeszcze gdziekolwiek wychodzić.
MUXIA na ostatni wieczór jest idealnym wyborem. Przepyszne jedzenie, super podane, a do tego wszystkiego miła atmosfera. Idąc tam Marek jako gospodarz wieczoru mówi nam, że dziś będzie uczta mięsna i zamówi dla nas wołowinę podawaną na rozgrzanym kamieniu. Siadamy przy stoliku. Kelner z uśmiechem na twarzy proponuje nam przystawkę Jamon Iberico Bellom -jest to przepyszna szynka długo dojrzewająca krojona wprost z nogi w cienkie plastry, podawana na czymś w rodzaju kruchego pieczywa.
Niebo w gębie. Taki starter tylko wzmaga nasze apetyty. Mimo wszystko jest to tylko preludium tego co czeka na nas jako danie główne. Mianowicie kilogram przepysznej oryginalnie serwowanej wołowiny. Zapach wysmażanego przez nas  na kamieniu  mięsa rozchodzi się po całej restauracji. Smak genialny.
Wieczorna kolacja w MUXI jest zwieńczeniem naszego pobytu w Barcelonie. Chciałoby się powiedzieć chwilo trwaj, ale pora już dość późna i czas wracać. W domu młodzież już  grzecznie w swoich wyrkach. Dziewczyny idą spać, natomiast Marek i ja tradycyjnie zajmujemy balkonik.
Poranek wita nas słońcem. Dziś wstajemy nieco wcześniej, bo to dzień powrotu do domu. Szybkie śniadanie, potem pakowanie i ekspresowe zakupy w pobliskim markecie. Trzeba zaopatrzyć się w kolejne pamiątki, bo sami wiecie, każda okazja jest dobra. Droga na lotnisko przebiega bez przeszkód. Chwile oczekiwania na terminalu do momentu odlotu wykorzystujemy na zakupowe szaleństwo w bezcłowych 😉 .  Ostatnie pamiątki dla dorosłych, dla dzieci i siedzimy w samolocie. Lądujemy późną nocą w Berlinie.  Kolejką docieramy  na parking, a potem już samochód i nad ranem wskakujemy do wyrek w Kopańcu.  Jesteśmy w naszym dolnośląskim domu.

Podsumowując kilka przemyśleń na zakończenie.
Barcelona latem w szczycie sezonu nie jest dla mnie osobiście do końca trafionym pomysłem. Mają na to wpływ dwa podstawowe  czynniki.  Pierwszy to pogoda. Jest tam wtedy bardzo gorąco. Uwielbiam kiedy mi jest ciepło, ale tamte temperatury powalają. Rajd po mieście przy takim skwarze jaki leje się z nieba kosztuje sporo wysiłku. Szczególnie mogą to odczuwać dzieciaki.  Drugi niezbyt fortunny czynnik to tłumy turystów. Dodając do tego mieszkańców mamy niezły tłok i ścisk. Nie mówiąc o kolejkach do odwiedzenia poszczególnych atrakcji.
Jak jedziecie z dzieciakami na wakacje to dobrze żeby miały towarzystwo rówieśników. Jest wielka szansa, że młodzi zajmą się sobą, a my dorośli będziemy mieli więcej czasu dla siebie 😉 .
Będąc w Barcelonie uważajcie na kieszonkowców. Aktywni są szczególnie w miejscach atrakcyjnych turystycznie i w środkach komunikacji miejskiej.
I najważniejsze to jeśli już decydujecie się jechać z kimś na wakacje niech to będą ludzie, których lubicie i dobrze się dogadujecie. Dobre i nadające na podobnych falach towarzystwo to podstawa!
Do zwiedzania Barcelony podeszliśmy dość standardowo. Zbytnio nie wgryzaliśmy się w miasto, bo nasz pobyt determinowały dzieciaki i to one w głównej mierze miały być zadowolone z wakacji. Stolica Katalonii jest pięknym miastem i na pewno wartym odwiedzenia, ale my polecamy zrobić to jesienią lub wiosną,  kiedy warunki klimatyczne będą bardziej sprzyjające.
Przed naszą barcelońską ekipą kolejny wakacyjny wyjazd. Tym razem chcemy „Markom” pokazać naszą  kochaną Lizbonę. Jeśli tylko pandemia nie pokrzyżuje nam planów na pewno zameldujemy się w stolicy Portugalii. A o tym jak w większym składzie zwiedza się to miasto dowiecie się czytając Waszego bloga 😉 .