Zdechła rolada, półfinały – część I

Budzimy się wcześnie rano, to znaczy koło 10.00 ???? Lubię takie pobudki. Nie trzeba się zrywać z wyrka, jest czas na poranne soszjale. Celebrujemy „leniwiec time” ???? . Ustalamy plan na dzisiejszy dzień. Zbierzemy się z wyrek, ogarniemy i coś zjemy. Na stole zauważam leżące menu hotelowej restauracji. W oczy rzuca mi się rolada po śląsku. No być w Katowicach i nie spróbować tego specjału byłoby grzechem. Postanawiamy, że na dole zjemy obiad, wypijemy kawę i na spokojnie pójdziemy do Spodka obejrzeć zawody. Po poranno – popołudniowej toalecie zjeżdżamy windą na parter. Wchodzimy do restauracji, w której nie ma żywej duszy. W kącie dostrzegam tylko dwóch młodych chłopaków czekających chyba na zamówienie. Jesteśmy trochę zbici z tropu. Myślę sobie, że coś tu pusto. Powinno być o tej porze trochę więcej ludzi niż nasza dwójka. Przystajemy na moment, zastanawiając się czy w tej chwili restauracja jest czynna i dadzą nam coś zjeść. Nagle nie wiadomo skąd pojawia się przy nas młoda sympatyczna dziewczyna, która jest kelnerką. Skoro tak to siadamy przy stoliku i składamy zamówienie. Dwa razy rolada i dwie kawy.
Już po chwili biorę łyka czarnego jak smoła naparu.  Tego mi było trzeba. Dobra kawa to podstawa. Po około 20 minutach oczekiwania pani kelnerka przynosi nam nasze dania.
Na talerzu prezentują się zacnie. Wielka rolada wołowa, kluseczki oblane sosem i kapusta. Szykuje się nam uczta po śląsku. Biorę pierwszy gryz mięsa, przełykam i nie mówię nic. Czekam na opinię Huberta. Młody przeżuwa i się nie odzywa. Po jego minie wnioskuję, że mamy takie same odczucia. Gorszego chłamu nie jadłem już dawno. Co to jest?! Nie mam wymagającego podniebienia, ale to co nam zaserwowano to dramat na talerzu. Mięso suche, śmierdzące chemią. Zastanawiam się, dlaczego swoich gości karmią takim syfem. Młody też nie wytrzymuje i stwierdza z grymasem bólu na twarzy, że nie da się tego jeść. Kluski marnej jakości, sos z paczki, o mięsie nie chcę nawet już mówić. Na samo wspomnienie robi mi się słabo. Najlepsza z tego wszystkiego była kawa. Mimo chemicznego posmaku w ustach zjadam prawie do końca swoją porcję. Robię to tylko dlatego, że nie lubię, kiedy jedzenie się marnuje. No właśnie – jedzenie, a nie to co nam podano! Pierwszy raz nie mam żadnej pretensji o to, że młody praktycznie nic nie zjadł. Cóż, może na mieście uda się nam zjeść coś dla ludzi. Płacimy rachunek i wychodzimy z restauracji z postanowieniem, że nigdy, przenigdy nic tam już nie zamówimy.
Wychodzimy z hotelu, wybierając kierunek Spodek. Trasa nie jest skomplikowana. Praktycznie idziemy cały czas prosto. Po drodze mijamy stację benzynową ze sklepem. Spoglądam w jej kierunku z myślą, że w razie czego możemy śmiało tam zajść na nocne zakupy. Oczywiście po drodze jest też kilka Żabek, więc wieczornych opcji zakupowych jest wystarczająco.
Kiedy jesteśmy już blisko celu wpadamy w nurt młodych ludzi. Wszyscy podążają w tym samym kierunku. Po kilku minutach z daleka widzimy kultowy obiekt i płynącą  w jego kierunku ludzką falę. Nie mam pojęcia, co mnie tam spotka. 
Samo wejście na teren obiektu przebiega dosyć sprawnie. Jedna kontrola, druga, okazanie biletów, opaska na rękę i jesteśmy w środku. Oddajemy kurtki do szatni. Dostajemy od Pani szatniarki numerek, który zapewne pamięta jeszcze czasy koncertu Pearl Jam ???? . Po schodach wchodzimy na wyższą kondygnację. Tam po raz pierwszy czuję klimat tego wydarzenia. Mnóstwo młodych ludzi, którzy w oczekiwaniu na początek zmagań przechadzają się po korytarzu. Poza tym widzę wiele różnego rodzaju stoisk handlowych i promocyjnych, przy których tłoczą się uczestnicy tego wydarzenia. Do początku pierwszego półfinału mamy jeszcze około 30 minut. Mimo to idziemy zająć miejsce. Przy tej okazji jestem trochę zaskoczony, bo na bilecie, który zresztą jest tylko w wersji elektronicznej, nie ma przydzielonego konkretnego numeru siedzenia, a jest tylko sektor. Mamy niebieski. Zanim jeszcze znajdziemy wejście na sektor robimy sobie spacer po terenie obiektu. Jak wspomniałem jest mnóstwo stoisk handlowych. Zwracam uwagę na punkt jednego ze sponsorów turnieju. Przedstawiciele z firmy DHL rozłożyli na stoliku papierowe prostokątne karty. Z jednej strony oczywiście widnieje logo firmy, natomiast z drugiej młodzi tłoczący się ludzie, markerami wypisują różne, mało dla mnie zrozumiałe hasła. Zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi? Po co? Nie chcę zawracać już Hubertowi głowy, bo i tak co chwila bombarduje go pytaniami.  Widzę, że co poniektóre mocno go irytują, „bo przecież to jest takie oczywiste” ???? .   Kiedy otwieramy drzwi prowadzące na hale i przekraczam jej próg, na chwilę przystaję. Ogarniam wszystko wzrokiem. Bez problemu znajdujemy sobie miejsce.  Siadam i  dopiero teraz widzę rozmach tej imprezy.
Dwa potężne telebimy, między nimi stanowiska dla graczy. W centralnej części na specjalnym miejscu stoi okazały puchar. Marzenie wszystkich graczy w CS-a. Oprawa iście mistrzowska z mnóstwem efektów świetlnych. Wszędzie ludzie z kamerami, mikrofonami. Orientuję się, że właśnie prowadzona jest transmisja telewizyjna. Młody mówi mi, że te zawody ludzie na całym świecie oglądają na kanale Twitch. Pytam się młodego co to za tv? Dowiaduje się, że jest to coś na modłę youtuba, ale poświęcona w całości e-sportowi.  
Póki co jest jeszcze trochę wolnych krzesełek, ale z każdą minutą przybliżającą nas do rozpoczęcia pierwszego półfinału, miejsc ubywa. Na scenie prym wiodą prowadzący. Z zapałem rozgrzewają publikę i przygotowują na rozpoczęcie widowiska.  Młody oczywiście mówi mi, że jak nie będę czegoś wiedział odnośnie samej gry i tego co będzie się działo na telebimie, to mam go pytać. Wybiła godzina 15:30. Na scenę wchodzą dwa zespołu. Publika rozgrzana do czerwoności. Żarty się kończą! Każda z ekip ma swoich fanów, ale generalnie nie zauważam jakieś wrogości czy niechęci. Zdążyłem się zorientować, że jest tu całkowicie inna atmosfera niż na wielu widowiskach sportowych. Mam tu głównie na myśli naszą piłkę kopaną. Tu jest całkiem inaczej. Widzę, że Hubert jest w siódmym niebie. Fajnie jest mu towarzyszyć w takich momentach. W pierwszym półfinale walczyć będą ze sobą ekipy o nazwie NAVI. W jej składzie są zawodnicy z Ukrainy i Rosji, Natomiast druga ekipa nazywa się HEROIC. Ta załoga składa się z Duńczyków. Na szybko dostaje objaśnienie, co i jak będzie wyglądać. Gra toczy się do trzech zwycięstw. Można porównać to do tenisa. Są trzy sety, w każdym trzeba wygrać 16 „gemów” czyli zbrojnych potyczek.  W trakcie gry ekipy zmieniają się zadaniami. Raz jedni są terrorystami, którzy mają za zadanie zlikwidować antyterrorystów i ewentualnie podłożyć i zdetonować bombę, raz drudzy. Wcześniej obie ekipy wybierają sobie mapy, na których będą toczyć ze sobą boje. Każda z drużyn ma swojego trenera, który w trakcie rozgrywki zajmuje miejsce za ich plecami. Powiem Wam, że wszystko wygląda bardzo profesjonalnie. Wreszcie wybiła godzina zero. Obie drużyny nawalają się niemiłosiernie. Obserwuje wszystko na telebimie.
Dla widzów jest specjalne ułatwienie, którzy widzą ruchy wszystkich graczy. Zawodnicy natomiast nie mają takiej możliwości. Prowadząc ze sobą pojedynek nie wiedzą, gdzie w danej chwili znajduje się przeciwnik. Dostrzegam, że każda z ekip ma swoją taktykę i strategię. Oprócz strzelania do przeciwnika trzeba w tej grze sporo myśleć, kombinować i to bardzo szybko. Dynamika tych pojedynków jest na oszałamiającym poziomie. Latają granaty, koktajle mołotowa, świece dymne, zawodnicy co chwile zmieniają broń, którą się posługują.
 Po reakcjach widowni wnioskuję, że drużyna Navi ma potężne poparcie katowickiej publiczności. Każda ich akcja zakończona sukcesem celebrowana jest głośnym okrzykiem zachwytu. Oczywiście dobre akcje zawodników Heroic również są doceniane. Widać, że na widowni zasiadają w znakomitej większości koneserzy tej gry, którzy doceniają kunszt i umiejętności obu ekip. Nie to co ja –  kompletny ignorant ????
CDN…
Jeśli moje pisanie przypadło Ci do gustu, To będzie mi niezmiernie miło jeśli zechcesz postawić mi kawę. W ten sposób wesprzesz mnie w mojej blogowej twórczości. Wystarczy kliknąć poniższy link http://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat
Pięknie dziękuję