Wycieczka na Chojnik była przez nas wielokrotnie przekładana. Marta mi obiecała,  że kiedyś się tam wybierzemy ale co byliśmy na Dolnym Śląsku to jakoś nie było sposobności. Tym razem było inaczej. Rano po śniadaniu pakujemy się w czwórkę tj. Ala, Marta, Hubert i ja do auta i jedziemy do Sobieszowa.
W tej części Jeleniej Góry zaczyna się szlak wiodący na zamek, a w zasadzie ruiny zamku. Cała budowla wznosi się właśnie na górze Chojnik stąd nazwa. Góra ma wysokości 627 m npm.  Po wjeździe do Sobieszowa zwalniamy tempo i rozglądamy się za parkingiem żeby móc zostawić auto. Po drodze mijamy kilka płatnych opcji, ale jedziemy kawałek dalej, żeby móc zatrzymać się na darmowym parkingu. Plac parkingowy bardzo duży i bez problemu znajdujemy sobie miejsce. Pogoda przepiękna, słońce i błękitne niebo. Zabieramy ze sobą plecaki, dobry humor i kierujemy się w prawo asfaltową droga, która wiedzie przez zabudowania. Po drodze mijamy domy jednorodzinne  i turystów. Jedni tak jak my zaczynają swoją wyprawę, inni już wracają z góry. Na trasie dominują rodziny z dziećmi i co ciekawe z bardzo małymi. Zastanawiam się jakie jest podejście pod tą górę skoro ludzie z małymi dziećmi w wózkach decydują się na „wspinaczkę”. Po około 10 minutowym spacerze drogą, która jest dobrze oznakowana dochodzimy do budki stojącej u wrót wejścia do Karkonoskiego Parku Narodowego. Tu muszę w gwoli ścisłości dodać, że Chojnik właśnie w na terenie tego parku się mieści i żeby wejść trzeba zapłacić. Standardowa procedura. Kolejka do kasy na szczęście nie jest długa. Uwijamy się dość szybko i z zakupionymi biletami zaczynamy piąć się w górę.
.... wejścia do Karkonoskiego Parku Narodowego..Dodam jeszcze, że przed wejściem do parku stoją toalety typu toi toi więc jeśli zajdzie taka potrzeba to można skorzystać. Poza tym zauważam tablicę informacyjną dla rowerzystów. Okazuje się, że te tereny są nie lada gratką dla miłośników MTB. W okolicy jest wiele tras rowerowych po których miłośnicy dwóch kółek mogą jeździć do woli. My wybieramy jednak wariant zdecydowanie pieszy, no nie licząc dojazdu autem. Po przekroczeniu bram parku pniemy się pośród drzew szlakiem ku górze. Trasa nie sprawia zbytnich trudności stąd tak wiele osób z wózkami i małymi dziećmi. Po kilku minutach spaceru dochodzimy do tablicy informacyjnej, na której widnieją dwa warianty trasy prowadzącej do zamku – trasy oznaczone kolorem czarnym i czerwonym. Stwierdzamy, że wejdziemy czerwonym natomiast zejdziemy czarnym. Sam spacer na górę zajmuje nam około 30 minut. Po drodze podziwiamy piękne widoki, cieszymy się kontaktem z naturą i towarzystwem sporej ilości turystów, gdzie jak pisałem wcześniej dominowały rodziny z małymi dziećmi. Kiedy już zaczynają z ust Marty i Huberta padać magiczne słowa „ daleko jeszcze ?” stajemy na szczycie pod wejściem na zamek. W zasadzie są to ruiny, częściowo odrestaurowane i udostępnione do zwiedzania. Przechodzimy przez bramę i stajemy na dziedzińcu. Na jego środku znajduje się pręgierz, który cieszy się dużym powodzeniem wśród fanów fotografii, bo stanowi wdzięczny element do zrobienia sobie fotki. Oczywiście żeby wejść na teren zamku trzeba zapłacić 6zł. Bilet, który się kupuje przy wejściu na szlak upoważnia tylko do wstępu na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. Natomiast żeby wejść na teren zamku trzeba wnieść dodatkową opłatę.
Na dziedzińcu zamku funkcjonuje karczma, która czynna jest cały rok. Zachodzę  tam z ciekawości, ale hmm jakoś mnie ten przybytek nie przekonuje. Nie wygląda to zbyt zachęcająco. Spodziewałem się prawdziwej karczmy w stylu średniowiecznym, a tu zwykła jadłodajnia. Jadła rycerskiego ni napitków nie skosztowałem ;), więc w tym zakresie nie mogę się wypowiedzieć. Chwile się rozglądamy i postanawiamy, że wchodzimy na zamkową wierzę, żeby móc podziwiać widok na okolicę. Po krętych schodach wspinamy się do góry. W pewnym momencie na ścianie naszym oczom ukazuje się olbrzymi ołtarz – tablica upamiętniająca kogo? Jana Pawła II oczywiście. Nie wiem, który konserwator zabytków dał pozwolenie na takie coś, ale naprawdę jak dla mnie było to słabe. Myślę, że wystarczającym byłaby mała tablica przy wejściu upamiętniająca wizytę ojca świętego. Natomiast cała zakryta ściana znajdująca się na dziedzińcu to przesada. Cóż taki klimat.

.. wnętrze karczmy Chojnik..

Widok z góry jest kapitalny. Pogoda wspaniała. Zbyt wielu ludzi na górze nie ma  co jest ważne z uwagi na gabaryty miejsca, z którego można podziwiać panoramę pobliskich lasów, pól i miejscowości.
... widok na okolice z zamkowej wierzy . Oczywiście na górze obowiązkowe fotki pamiątkowe i schodzimy na dół. Szybki posiłek na ławeczkach w cieniu drzewa. Do tego puszczana z głośników legenda związana z tym miejscem. Jest miło ale czas nas goni jak to na urlopie. Wiecznie go za mało 😉 . Postanawiamy schodzić w dół. Wybrany tym razem szlak do zejścia, oznaczony kolorem czarnym. I tu mocno zdziwienie, bo kiedy szlak wiodący na górę koloru czerwonego był szlakiem typowo spacerowym, gdzie można było iść sobie spokojnie pod górę z dziećmi czy nawet pchać wózek, o tyle ten czarny jest no nieco wymagający. W sensie takim, że ukształtowanie terenu, skały, niestabilne podłoże już wózka pchać pod górę nie pozwala. Dlatego kiedy będziecie się tam wybierać z dzieciakami szczególnie małymi to tylko czerwona droga. Zresztą schodząc jesteśmy świadkami kiedy mężczyzna idący przed nami zalicza porządny poślizg na kamieniach i jego cztery litery łapią kontakt z podłożem.  Na szczęście nic się groźnego nie stało, ale to tak ku przestrodze, a raczej w trosce o Wasze bezpieczeństwo;) .

... bilety wstępu na zamek..

Droga powrotna mija nam bardzo szybko. Szczególnie Marta i Hubert lecą w dół bo pora jest mocno obiadowa, a na nas w domu czeka pyszny posiłek. Docieramy na parking, wszyscy głodni ale zadowoleni. Ja szczególnie bo ten zamek w końcu został zdobyty, a co najważniejsze przez naszą czwórkę. Po drodze powrotnej do domu odzywa się w nas zew zdobywców zamków i warowni Dolnego Śląska. Jadąc postanawiamy, że spróbujemy zdobyć koleją twierdzę. Za cel stawiamy sobie Zamek Czocha.
Jak przebiegało zdobycie kolejnej dolnośląskiej twierdzy ? O tym w następnej odsłonie…
CDN…