Stajemy pod stacją kolejki linowej, która ma nas zawieźć na sam szczyt barcelońskiego wzgórza Montjuïc. Co to za wzgórze? Jest to jedna z bardziej znanych atrakcji stolicy Katalonii. Wzniesienie mierzy 173 m npm i jest jednym wielkim terenem zielonym z ogrodami, parkami i innymi atrakcjami. Miejsce to nazywane jest również Wzgórzem Żydowskim lub Wzgórzem Jowisza. Dlaczego Żydowskim? No właśnie, na tym wzgórzu funkcjonował kiedyś wieki cmentarz naszych starszych braci w wierze. Poza tym usytuowane są tam obiekty olimpijskie, a na szczycie stoi warowna twierdza . Zamek ten staje się naszym celem.
Stojąc w słońcu zastanawiamy się w jaki sposób go zdobyć. Mamy do wyboru trzy możliwości. Pierwsza jest taka, że idziemy do góry „na nogach”. Pomysł ten nie znajduje jednak amatorów. Druga to skorzystanie z autobusu, co też nie spotkało się z aprobatą. Ostatecznie decydujemy się na trzecią opcję, czyli wjazd kolejką linową Teleféric de Montjuïc.
Przed kasami stoi sporo turystów chcących zakupić bilet, wsiąść do wagoniku i pomknąć w górę. Jestem delikatnie sceptyczny, bo nastawiam się na to, że trochę czasu zajmie nam zakup biletów. I tu o dziwo zostaję bardzo pozytywnie zaskoczony. Po około 10 minutach stania w kolejce, w której nawiasem mówiąc słychać było języki całego świata, wsiadamy do wagonika. Koszt naszego przejazdu 6,60€ za osobę. Jadąc do góry podziwiamy przepiękne widoki rozpościerające się na miasto. Panorama za szybą jest naprawdę imponująca. Dzieciaki z otwartymi buziami gapią się przez szyby. Nie obchodzi się oczywiście bez sesji zdjęciowych.
Sam wjazd trwa około 10 minut. Nie jest to długo, ale powiem Wam, że warto skorzystać z tej opcji. Raz, że po drodze są kapitalne widoki. Dwa, że spacer pod górę mimo, że nie jest jakoś szczególnie wymagający to w słońcu może kosztować sporo sił. Wysiadamy u stóp zamku. Zastanawiamy się czy chcemy go zwiedzać. Ostatecznie przeważa zdanie naszych dzieci, które są średnio zainteresowane obejrzeniem od wewnątrz tego obiektu. Faktem jest, że my dorośli w tej kwestii też nie mamy jakiegoś wielkiego parcia. Poza tym zależy nam, aby wyrobić się czasowo, bo przed nami jeszcze jedna atrakcja, a mianowicie Katedra św. Eulalii. Będąc na szczycie podziwiamy wspaniały widok na barceloński port.
Mimo, że na dole w kolejce do wagoników stał tłum turystów, to na górze nie dało się tego odczuć. Nie ma tłoku i można w spokoju podziwiać fantastyczne widoki. Pod zamkiem spędzamy koło 20 minut i decydujemy się zejść. Droga na dół wiedzie przez parki, ogrody w których podziwiamy egzotyczną dla nas roślinność. Oczywiście schodząc robimy sobie przystanek na co? No właśnie moc atrakcji wzmaga w nas apetyt. Pierwsze o tym sygnalizują dzieciaki. Rozglądamy się za jakimś odpowiednim miejscem żeby przycupnąć i trafiamy na ławeczki przy znajdującej się „przydrożnej” knajpce.
To co ją charakteryzuje to czarny blues sączący się z głośników. Mimo, że specjalnie fanem bluesa nie jestem to rozbrzmiewająca „nuta” bardzo przypada mi do gustu. Nasza przerwa na posiłek trwa dobre pół godziny. W międzyczasie dzieciaki rozbiegają się po najbliższej okolicy i… znajdują dwie długie równolegle położone do siebie ślizgawki. Szybko i nieoczekiwanie stają się one hitem tej wyprawy. Wraz z dzieciakami zaczynamy śmigać ze ślizgawek w dół.
Cóż, można się tu nieźle napędzić, co powoduje u tych co zjeżdżają niezły dreszczyk emocji, a u reszty niesamowite rozbawienie. W taki właśnie sposób my dorośli zaliczamy powrót do dzieciństwa. W zasadzie zapominamy o swoim wieku – liczy się tylko zabawa no i to, że w tym momencie dla naszych dzieci stajemy się rówieśnikami 😉 .
Po emocjach związanych z szalonymi ślizgami postanawiamy kontynuować nasze zejście ze wzgórza. Schodząc w dół co jakiś czas trafiamy na stojące przy drodze pompy wodne. Nie wiem jak je opisać. Mówiąc pompa wodna mam przed oczami takie urządzenia, które znam z lat młodości, z którego można było napić się wody. Tam również są takie pompy tylko bardziej nowoczesne. Nie trzeba „machać”- wystarczy nacisnąć przycisk, by poleciała woda i można ugasić pragnienie.
Przy upałach panujących w tej strefie klimatycznej takie rozwiązanie może stać się dla nie jednego wybawieniem. My oczywiście mamy swoją wodę w plecakach, ale gdyby coś to umrzeć tam z pragnienia raczej się nie da 😉 .
Samo wzgórze jest bardzo rozległe i oferuje tyle atrakcji, że można się tam wybrać na cały dzień. Pospacerować wśród zielni z pięknymi widokami, złapać oddech, wyciszyć się. Polecam, jak z dzieciakami to koniecznie na ślizgawki, jak bez to koniecznie z koszykiem piknikowym i winem 😉 .