Wieża Książęca w Siedlęcinie

Na wieżę Książęcą w Siedlęcinie trafiamy dzięki Monice i Markowi z tym, że to Monika jest główną inicjatorką tego wydarzenia. Jest to nasz ostatni wieczór urlopu. Osobiście na hasło nocne zwiedzanie wieży gotyckiej jestem dosyć sceptyczny. Nie mam pojęcia co mnie czeka. Wyobraźnia podpowiada mi, że pojedziemy do jakiegoś dolnośląskiego zamku, bo jest ich mnóstwo i tam zwiedzimy jakąś wieżę. Kurde, dlaczego nie cały zamek tylko akurat wieżę?  No szczerze mówiąc średnia perspektywa. Od Moniki dowiaduję się, że ta wieża jest wyjątkowa na skalę europejską, bo wewnątrz na ścianach namalowane są freski przedstawiające legendę o Sir Lancelocie z Jeziora. Tak, tym słynnym rycerzu co wkręcił się na dwór Króla Artura. To budzi we mnie ciekawość, bo skąd w jakieś wieży pod Jelenią Górą średniowieczne malowidła przedstawiające sztandarową legendę Anglosasów? Mimo tlącego się delikatnego żaru ciekawości  na tamten moment bardziej cenię sobie fakt spędzenia czasu z naszymi przyjaciółmi, bo to u nich mamy się spotkać i razem  udać się na tą nocną eskapadę w średniowieczne
klimaty. U Marka i Moniki meldujemy się koło godziny 19.00. Zwiedzanie ma się odbyć o godzinie 21.00. Zbiórka na miejscu wyznaczona jest na godzinę  20:45. Około 20:30 pakujemy się w czwórkę do „gangsterskiego” fordzika Moniki. Czemu gangsterskiego? Bo fordzik ma przyciemniane tylne szyby, co nadaje mu takiego właśnie „charakteru” 😉 . Humory dopisują Przed wyjazdem kompletnie nie wiem gdzie jest Siedlęcin. Marek uświadamia mnie, że  to rzut beretem od Jeleniej Góry. Faktycznie po około 10 minutach jazdy trafiamy na podwórze, gdzie po obu jego stronach stoją zaniedbane zabudowania gospodarskie. Widok niezbyt zachęcający. Parkujemy auto i widzimy, że na umówionym miejscu spotkania czeka grupa około 15 osób. Jesteśmy ostatni 😉 . Szukam wzrokiem tej wieży i w zasadzie patrzę i nie dowierzam. Przed moimi oczyma stoi coś na podobieństwo starego średniowiecznego wielkiego kurnika, do którego wchodzi się przez budynek, który odbiega architekturą od wieży. Widać, że powstał dużo później niż cel naszej eskapady. Punkt spotkania jest pod przepiękna lipą. Zastanawiamy się ile ona ma lat? Wygląda na naprawdę  leciwą. Jedna z jej odgałęzień jest wsparta specjalną podporą. Rozglądam się z zaciekaniem po najbliższym terenie i spostrzegam, że część wieży jest otoczona wodą. Zapewne jest to pozostałość fosy. To odkrycie sprawia, że zaczynam inaczej spoglądać na tą „słynną” budowlę, bo przecież to zamki otaczane są fosami, ale żeby wieża ? Intrygujące…
Wchodzimy do środka budynku, który stanowi taki przedsionek wejścia do wieży. Monika kupuje nam bilety. Z tego co pamiętam, to na to nasze zwiedzanie bilet kosztuje 15 zł dla osoby dorosłej, 10 zł ulgowy czy jakoś tak. Ta kwestia, przyznam się szczerze, jakoś mi umknęła. Co rzuca mi się w oczy, to miejsce gdzie można napić się kawy czy herbaty.
Mianowicie stojący na stoliku termos z gorącą wodą, przy nim szklanki, kawa, herbata i karta z napisem „samoobsługa”. Szczerze mówiąc spodziewałem się jakieś kawiarni, albo chociaż ekspresu. A tu proszę taki oryginalny patent 😉 . Osobiście jako miłośnik małej czarnej do kawy w takim wydaniu podszedłbym bardzo ostrożnie 😉 . Natomiast  cena 3 zł za taką przyjemność jest naprawdę symboliczna 🙂 . Po zakupie biletów wychodzimy na zewnątrz i tam oczekujemy na naszego przewodnika. Po kilku minutach wychodzi do nas młoda kobieta. Ubrana jest w suknię w stylu średniowiecznym. W ręku ma zapaloną lampę naftową. Wygląda klimatycznie, jak wyjęta z tamtej epoki. Jedyne co trzyma ją w XXI wieku to buty 😉 , które do reszty ubioru za cholerę nie pasują 😉 . To właśnie jest nasza przewodniczka. Po jej kilku pierwszych słowach wiem, że czeka nas niesamowita podróż do przeszłości.
Szybki wstęp, kilka zdań wprowadzających i cała nasza grupa wchodzi do środka. Po przejściu przez pierwszy budynek wychodzimy bezpośrednio na dziedziniec,  na którym jest wejście prowadzące do wnętrza bramy. Obok tego wejścia rośnie kolejna przepiękna lipa. Kiedy znajduję się na tym małym dziedzińcu mam wrażenie, że cofnąłem się w czasie. Klimatu dopełniają zapalone świece postawione przy wejściu. Następnie po przejściu kilku schodków przekraczamy drzwi wejściowe do historii. Zwiedzanie wieży zaczynamy od parteru. Pierwsza komnata- wszystko w blasku świec co sprawia, że czuję się niesamowicie. Nasza Pani przewodnik opowiada nam o miejscu w którym się znajdujemy, o jego historii, genezie powstania, o historii ziem na których się znajdujemy. Porusza kwestię kolejnych właścicieli budowli i w końcu tego, że przez cały czas, zarówno wewnątrz wieży jak i w jej obrębie, prowadzone są badania archeologiczne. Mówi nam o współpracy naukowców z polskich jak i europejskich uczelni, ale nade wszystko opisuje nam obiekt w którym się znajdujemy. Kobieta robi to z taką pasją, takim zaangażowaniem, a przy tym tak ciekawie, że w zasadzie można jej słuchać i słuchać.  Wykazuje się ogromną wiedzą historyczną i naukową, zachowując przy tym bardzo wdzięczną skromność. Od niej dowiadujemy się, że podziwiamy najstarsze w Polsce drewniane stropy, że  założycielem tego obiektu był Książę Henryk Jaworski. Mówi nam o tym, że budynek pełnił rolę posterunku celnego, oraz  jak można powiedzieć tzw. „daczy”, z której to książę jeździł na polowania. Gwoździem programu jest wejście do komnaty, na ścianie której znajduje się malowidło, które jest interpretowane i w zasadzie przyjmowane za uwiecznienie historii o sir Lancelocie z Jeziora –  jednym z rycerzy okrągłego stołu. Zwiedzanie odbywa się przy blasku świec, co nadaje mu niesamowity klimat. Jednak dopiero po włączeniu świateł można dokładniej przyjrzeć się detalom pomieszczeń, w których się znajdujemy oraz fresków dotyczących historii Lancelota.
Po włączeniu światła można w pełni podziwiać to co wieki temu zostało uwiecznione na ścianie. Co warte jest podkreślenia  to fakt, że te „ średniowieczne graffiti” 😉  jest jedynym  malowidłem o charakterze świeckim zachowanym z tamtego okresu w naszym kraju. Malunek ten jest cennym źródłem informacji dotyczących życia świeckiego w epoce średniowiecza.  Do tego dochodzi komentarz naszej przewodniczki, która odpowiada praktycznie na każde pytanie. To wszystko sprawia, że tracimy poczucie upływającego czasu. Celowo nie przytaczam tu opowieści, legend i „smaczków” dotyczących obiektu, bo nie chce Wam odbierać przyjemności swoistego obcowania z tą historią.
Na co chce zwrócić szczególną uwagę to fakt, że  w tym obiekcie historia jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Można dotknąć elementów, które mają ponad 700 lat. Przykładem tego jest zamek ryglowy do drzwi wejściowych prowadzących do wnętrza wieży, który bez problemu można zamknąć. Dotknąć czegoś co przetrwało 700 lat jest niesamowitym przeżyciem, nawet niekoniecznie dla fana historii. Podczas zwiedzania absolutnie w żadnym momencie nie miałem wrażenia, że jestem w jakimś specjalnym czy wyjątkowym  miejscu, mimo że faktycznie ono takie jest. W trakcie pobytu w wieży kompletnie nie czuć zadęcia czy też przesadnej celebry, którą można poczuć w trakcie zwiedzania większości muzeów czy innych tego typu obiektów.
poddasze wieży książęcej Zwiedzanie  kończymy na poddaszu, gdzie nasza Pani Przewodnik uświadamia całej naszej grupie m.in. to jakie znaczenie dla całego obiektu ma znajdująca się tam  gliniana podłoga. W życiu nie wpadłbym na to, że jest to strategiczny element przeciwpożarowy tego typu budowli. Oczywiście nie obywa się bez opowiedzenia legendy dotyczącej oczywiście wieży, rozegranej w niej historii miłosnej i lipie, która rośnie na zewnątrz. Na koniec ze strony grupy oczywiście padają pytania, na  które cierpliwie i z uśmiechem nasza Pani Przewodnik odpowiada. Jest przy tym trochę śmiechu. Na deser cała grupa już bez przewodnika, przy zapalonych światłach schodzi schodami na dół „zaliczając” każde piętro i na spokojnie podziwiając detale.
Kończąc naszą przygodę ze średniowiecznymi klimatami schodzimy do piwnic. Szkoda trochę, że to właśnie tam nie zaczęła się nasza przygoda, ale myślę, że wówczas to nocne zwiedzanie  trwałoby do naprawdę późnych godzin nocnych, albo nawet porannych 😉 . 
Z wieży wychodzimy o 23:30. Osobiście jestem pod wrażeniem tego w czym miałem przyjemność uczestniczyć. Monika zafundowała nam prawdziwy niesamowity powrót do przeszłości. Wielki udział w tym miała nasza Pani Przewodnik. Nie każdy ma taką wiedzę i przede wszystkim dar przekazywania jej innym ludziom. Szkoda tylko, że nasze państwo obecnie nie dba w dostateczny sposób o takie obiekty. Budowla mimo, że zachowała się w dobrym stanie to wymaga wielu prac remontowych, a to oczywiście wiąże się z ogromnymi nakładami finansowymi. Co warte jest podkreślenia, że nie tylko samą historią wieża „żyje”. Organizowane są tam rożne imprezy okolicznościowe oraz koncerty muzyczne. Powiem szczerze, że fajny jazz czy gitarowe granie w komnatach książęcych, w których akustyka podobno jest niesamowita, może być prawdziwą ucztą muzyczną. Chętnie przy okazji skorzystam 😉 .
         Nie wyobrażam sobie być w Jeleniej Górze czy okolicach i nie odwiedzić tego miejsca. My byliśmy dorosłym składem, ale śmiało można ze sobą zabrać dzieciaki. Myślę, że nie będą rozczarowane. Pieczę nad tym obiektem pełnią ludzie z pasją, dla których historia epoki średniowiecza jest czymś wyjątkowym. Trzymam za nich i za wieżę kciuki,. Mam nadziej, że wszystko co jest z związane z tym obiektem https://wiezasiedlecin.pl będzie układało się po ich myśli 😉 .