Zamawiamy po lampce czerwonego wina. Wznosimy toast za nasze pierwsze greckie wakacje. Magia lokalu, w którym jesteśmy jest niesamowita. Ktoś kto prowadzi tę restaurację zna się na temacie. Sama lokalizacja jest fantastyczna. Grzechem by było nie wykorzystać takiego potencjału. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że ktoś tu bardzo się stara. Dba o najmniejsze detale, które stanowią o klimacie tego miejsca. To dziś jest druga „polecajka” Spirosa, którą sprawdzamy i jesteśmy pod wrażeniem. Osobiście zwracam uwagę na muzykę, która nam towarzyszy. Z głośników delikatnie sączą się nuty, wypełniając całą przestrzeń. Co najważniejsze, dźwięki nie są nachalne – nie zagłuszają otoczenia. Często w polskich restauracjach spotykam się z tym, że muzyka potrafi zdominować wnętrze i można zapomnieć o jakiejkolwiek interakcji werbalnej ze swoim rozmówcą, albo jej praktycznie nie słychać. Czasem wręcz zniechęca do dłuższego pobytu. Tu jest odwrotnie. Dźwięk i otoczenie idealnie się wypełniają. Do tego kapitalny widok na port i czerwone wino. 
W pewnym momencie zauważamy jak młodzi ludzie stojący obok sceny również tańczą układ, który widzimy na scenie. Taneczne popisy lokalsów odbywają się w takim miejscu, że ciężko jest nam to dojrzeć. Kiedy tancerze kończą swoje popisy i schodzą z estrady, zespół muzyczny pozostaje na swoim miejscu i rozpoczyna grać kolejny utwór. Jestem przekonany, że skoro tańce się skończyły to teraz kapela zagra swój koncert. Tak też się dzieje z tym, że dosłownie po kilkunastu sekundach na scenę wchodzą ludzie, którzy tańczyli poza nią. Młodzi, starzy, kobiety mężczyźni, dzieci – cały przekrój wiekowy. Ludzie łapią się za ręce, tworzą koło i zaczynają swój taniec.
Nie są to żadni zawodowi tancerze ale zwykli mieszkańcy wyspy. Co ich wszystkich łączy? Każdy zna kroki do muzyki jaką gra zespół. Wygląda to genialnie. Do tańczących co chwilę dołączają nowe osoby. Po kilku minutach estrada wypełnia się mieszkańcami wyspy. Mi szczęka opada. Widzę po raz pierwszy w życiu tak spontaniczną akcję. Wiele słyszałem – że Grecy kochają się bawić, kochają taniec i śpiew. Trzeba było tu przyjechać, żeby zobaczyć to na własne oczy ???? . Scena pęka w szwach. Oglądam się za siebie i widzę, że tuż obok nas również utworzyło się koło i ludzie tańczą. Mija kilka minut w ciągu, których na scenie i wokół niej robi się całkiem niezła folkowa potańcówka. Jestem pełen podziwu jak ci ludzie potrafią kultywować tradycję. Ta impreza chociaż nie jest spektakularna, bo scena niewielka, oświetlenie raczej skromne, to jednak robi na nas ogromne wrażenie.