Efes znajduje się praktycznie kilka minut od hotelu. W trakcie spaceru Ala uprzedza mnie, że jest tam bardzo wytwornie. Osobiście wyobrażam sobie zwykłą jadłodajnię w tureckim stylu z „kebsem”. Jestem bardzo ciekawy jak to wszystko będzie się prezentowało? Kiedy tylko przekraczamy próg restauracji, wita nas ubrany w nienagannie białą koszulę kelner. Pierwsza moja myśl jest taka, że faktycznie jest klasa. Wnętrze lokalu jest bardzo eleganckie. Wszystko na wysoki połysk, z dbałością o detale. Czuję się trochę nieswojo. Naprawdę miejsce pierwsza klasa. Oczywiście pan prowadzi nas do stolika. Po chwili przynosi kartę dań. Rozglądam się i nie mogę wyjść z podziwu. Ktoś stworzył tu naprawdę bardzo elegancką turecką restaurację. No dobra, wystrój robi wrażenie, ale jak z jedzeniem? Ala zapewnia mnie, że jest pycha. Po chwili przy naszym stoliku zjawia się obsługa. Mężczyzna przynosi nam kartę dań. Składamy zamówienie.
Na moim talerzu leżą dwa zacne kawałki baraniny, ryż i papryka. Ala zamawia sobie przekąskę. Faktycznie, jeśli chodzi o smak to „Turek” daje radę. Danie jest naprawdę pyszne. Zdecydowanie warte swojej ceny i to niemałej, ale co tam. Jesteśmy na wakacjach 😉 . Kończymy biesiadę. Kulinarnie jestem ukontentowany. Płacimy rachunek i szykujemy się do wyjścia. Kiedy tylko podnosimy się z krzesełek zauważam jak do drzwi wejściowych podchodzi jeden z pracowników i je otwiera. Trochę mnie to dziwi. Jeszcze z takim zachowaniem się nie spotkałem. Ala mówi mi, że jak była z dzieciakami było identycznie. Facet po prostu otwiera przed klientami drzwi i czeka, kiedy wyjdziemy. Powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem efeskich obyczajów.