Robimy sobie spacer po placu, kupujemy najdroższe na świecie „lodówkowe” magnesy i cieszymy się tą chwilą. Los nam sprzyja. Wokół jest niewielu zwiedzających. Łapię się na tym, że czuje jakiś niewytłumaczalny wewnętrzny spokój. Jedyna kwestia, która mąci ten stan to spora ilość policji i wojska.
Jakoś te dwa elementy w sensie, miejsce i służby mundurowe zdecydowanie ze sobą nie współgrają. Co można na to poradzić? W zasadzie nic. Względy bezpieczeństwa są najważniejsze. Niestety nasz świat jest pełen świrów.
Kręcimy się jeszcze chwilę po okolicznych uliczkach „łapiąc klimat”. W pewnym momencie przekraczamy granice Watykanu i ponownie meldujemy się w słonecznej Italii 😉 . Przemierzając ulice Piotrowej Stolicy stwierdzam, że jeśli dane mi będzie tu wrócić to na Watykan poświecę cały dzień zwiedzania, Amen 😉 .
Kiedy ludzka fala przybiera i osiąga apogeum, naszym oczom ukazuje się słynna, opiewana w literaturze i sztuce fontanna. Przystaje na moment i przyglądam się temu wszystkiemu, co mnie otacza. Miejsce faktycznie jest przepiękne i jedyne w swoim rodzaju. Działa na mnie magnetycznie. Szczególne wrażenie robi kolor wody. Jest tak błękitny jak niebo. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem. Nie dziwie się teraz, że ta fontanna jest tak chętnie odwiedzane przez turystów i znajduje się na liście atrakcji miasta, które trzeba zobaczyć.
Jedyny mankament to tłoczący się jak sardynki w puszce ludzie. Jest tak wiele osób, że ciężko znaleźć sobie odrobine wolnego placu, nie mówiąc już o spokojnym i cichym kontemplowaniu tej miejscówki. Zastanawiam się czy jest jakiś czas w trakcie dnia czy nocy, kiedy nie ma tu takich tłumów?
Dużo słyszałem o tym, że nie ma smaczniejszych lodów niż te włoskie i koniecznie muszą być pistacjowe. Ze zmrożonym deserem w ręku, spacerkiem kierujemy się w jeszcze jedno kultowe miejsce, czyli do Panteonu. Wracając jeszcze do lodów, to są naprawdę mega!!!
Pod tym względem Rzym jest fantastycznym miejscem. Takich śladów odległej przeszłości jest tu mnóstwo. Gapiąc się na Panteon z ust Olki pada propozycja. Wchodzimy do środka? Spoglądamy na siebie i oboje stwierdzamy, że po prostu się nam nie chce. Może to ignorancja? Nie wiem, zostawiamy to. Zawsze będzie powód żeby do Rzymu wrócić 😉 .