Watykan, fontanna, świątynia bogów

Zawsze chciałem tu być i oto jestem. Kiedy wchodzimy na plac Świętego Piotra japa mi się cieszy. Wewnętrznie czuje jakbym wypełnił jakąś ważną misje. Miejsce robi ogromne wrażenie. Przestrzeń, przepiękne budowle a do tego wszystkiego błękit nieba. Jednym słowem „pe tar da”. Przez chwilę stoimy i przyglądamy się temu wszystkiemu. Zdecydowanie warto było tu dotrzeć. W zasadzie w tym momencie jestem spełniony.
Robimy sobie spacer po placu, kupujemy najdroższe na świecie „lodówkowe” magnesy i cieszymy się tą chwilą. Los nam sprzyja. Wokół  jest niewielu zwiedzających. Łapię się na tym, że czuje jakiś niewytłumaczalny wewnętrzny spokój. Jedyna kwestia, która mąci ten stan to spora ilość policji i wojska.
Jakoś te dwa elementy w sensie, miejsce i służby mundurowe zdecydowanie ze sobą nie współgrają. Co można na to poradzić? W zasadzie nic. Względy bezpieczeństwa są najważniejsze. Niestety nasz świat jest pełen świrów.
Zdaje sobie sprawę, że z turystycznego punktu widzenia powinniśmy zobaczyć muzeum watykańskie, ogrody, i inne cuda tego miejsca. Jednak ani ja, ani Ola nie mamy w tej kwestii żadnego ciśnienia. Wystarcza nam to, co mamy.
Kręcimy się jeszcze chwilę po okolicznych uliczkach „łapiąc klimat”. W pewnym momencie przekraczamy granice Watykanu i ponownie meldujemy się w słonecznej Italii 😉 . Przemierzając ulice Piotrowej Stolicy stwierdzam, że jeśli dane mi będzie tu wrócić to na Watykan poświecę cały dzień zwiedzania, Amen 😉 .
Pora jeszcze wczesna, pogoda nam sprzyja. Zastanawiamy się, co dalej zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem. Szybkie zajrzenie do mapy gogoola i podejmujemy decyzję, że „lecimy” zobaczyć rzymski klasyk, czyli Fontannę di Trevi. Ola ma postanowienie: Zjeść kawałek pizzy gapiąc się na te kultowe miejsce. Od celu dzieli nas czterdzieści minut spokojnego spaceru. Boczne uliczki Rzymu wciągają nas jak gąbka wodę. Najlepsze jest to, że znajdujemy się z dala od turystycznej fali. Mamy szanse zobaczyć trochę inny Rzym. Mniej komercyjny i mniej hałaśliwy.  Powiem szczerze, że taka wersja miasta bardzo mi odpowiada. Niestety im bliżej jesteśmy atrakcji turystycznych, tym ludzi i hałasu wkoło  jest więcej, i więcej. O tym, że jesteśmy blisko fontanny świadczą  szybko gęstniejące tłumy. Wychodzimy zza rogu jednej z kamienic, turystów jest już tak dużo, że robi się naprawdę bardzo tłoczno. Moja pierwsza myśl jest taka, że to idealne miejsce dla kieszonkowców, których podobno jest tu mnóstwo. Dlatego warto uważać na swoje portfele. 
Kiedy ludzka fala przybiera i osiąga apogeum, naszym oczom ukazuje się słynna, opiewana w literaturze i sztuce fontanna. Przystaje na moment i przyglądam się temu wszystkiemu, co mnie otacza. Miejsce faktycznie jest przepiękne i jedyne w swoim rodzaju. Działa na mnie magnetycznie. Szczególne wrażenie robi kolor wody. Jest tak błękitny jak niebo. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem. Nie dziwie się teraz, że ta fontanna jest tak chętnie odwiedzane przez turystów i znajduje się na  liście atrakcji miasta, które trzeba zobaczyć.
Jedyny mankament to tłoczący się jak sardynki w puszce ludzie. Jest tak wiele osób, że ciężko znaleźć sobie odrobine wolnego placu, nie mówiąc już o spokojnym i cichym kontemplowaniu tej miejscówki. Zastanawiam się czy jest jakiś czas w trakcie dnia czy nocy, kiedy nie ma tu takich tłumów?
Kiedy mija nam pierwsza faza zachwytu nadchodzi czas na spełnienie postanowień Olki. Znajdujemy mały sklepik, gdzie sprzedają pizze. Płacimy za dwa kawałki kosmiczną cenę i staramy znaleźć sobie jakiekolwiek miejsce. Z kawałkiem pizzy chcemy przycupnąć pod fontanną. Kiedy już prawie udaje się nam posadzić tyłki pojawia się przy nas nas policjant. Gości zdecydowanie i stanowczo oznajmia, że nie jest to dobre miejsce na konsumpcję. Jestem tym na początku zdziwiony i trochę wkurzony, ale po chwili namysłu stwierdzam, że kurde, facet ma rację. W zasadzie ta fontanna jest ich narodowym dziedzictwem.  Włosi na to miejsce „chuchają i dmuchają”, a tu zmysłowa ekipa pcha się z pizzą  😉 .  Grzecznie znajdujemy sobie kawałek krawężnika przy posterunku wojska, i pod czujnym okiem pani trzymającej karabin automatyczny kończymy posiłek. Po raz pierwszy dzisiejszego dnia czuje zmęczenie. Mamy  już trochę kilometrów w nogach, a chcąc z tego dnia wycisnąć jak najwięcej, ( oczywiście bez zarzynania się) to czeka dziś nas jeszcze trochę chodzenia. Żeby dostarczyć naszym podmęczonym organizmom paliwa, postanawiamy, że `idziemy na lody. Lodziarni nie trzeba było długo szukać. Znajdujemy ją tuż przy Fontanie.
Dużo słyszałem o tym, że nie ma smaczniejszych lodów niż te włoskie i koniecznie muszą być pistacjowe. Ze zmrożonym deserem w ręku, spacerkiem kierujemy się w jeszcze jedno kultowe miejsce, czyli do Panteonu. Wracając jeszcze do lodów, to są naprawdę mega!!!
Po dosłownie kilku minutach jesteśmy na miejscu. Rozsiadamy się wygodnie u podnóża pomnika stojącego naprzeciwko świątyni bogów i najzwyczajniej w świecie łapiemy oddech. Tu też są tłumy, ale trochę mniejsze niż pod fontanną. Oczywiście na miejscu stacjonują funkcjonariusze policji i wojsko, które pilnuje porządku. Budowla prezentuje się okazale. Niesamowicie jest zobaczyć coś, co stoi od czasów starożytnego Rzymu. Niesamowite uczucie, że ten obiekt, zbudowany przez człowieka jest w stanie przetrwać tyle tysięcy lat.
Pod tym względem Rzym jest fantastycznym miejscem. Takich śladów odległej przeszłości jest tu mnóstwo. Gapiąc się na Panteon z ust Olki pada propozycja. Wchodzimy do środka? Spoglądamy na siebie i oboje stwierdzamy, że po prostu się nam nie chce. Może to ignorancja? Nie wiem, zostawiamy to. Zawsze będzie powód żeby do Rzymu wrócić 😉 .
Przed przyjazdem do Wiecznego Miasta wiele słyszałem, że tutejsze zachody słońca podziwiane z okolicznych wzgórz są, no wiecie, magiczne, romantyczne, jedyne w swoim rodzaju. No to skoro już tu jesteśmy, to w ten sposób chcemy zakończyć dzień. Szukam w necie najbliższego punktu widokowego. Znajduje Terrazza del Pinzio. Kompletnie nie wiemy, czego  w tym miejscu możemy się spodziewać. Oboje zgodnie stwierdzamy, że dziś wieczorem na Terrazza del Pinzio napijemy się wina i będziemy podziwiać Rzym skąpany w świetle zachodzącego słońca.
CDN…