W stronę mostu Galata

Schodzimy w dół. W pewnym momencie Ala mówi mi, że musi coś zjeść, bo kiepsko się czuje. Kiedy tu zmierzaliśmy, po drodze wstąpiliśmy na szklankę soku ze świeżo wyciskanych granatów. Sok był pyszny, jednak żołądek Alicji daje znać o sobie.
Wychodzimy z przestrzeni handlowej, wchodzimy na ulicę, gdzie oprócz sklepów jest też mnóstwo knajpek. Wklepuję w Mapy Google restaurację. Na ekranie pojawia się nazwa Orint. Lokal ma fajne recenzje, więc postanawiamy, że tam zjemy, złapiemy chwilę oddechu. Przy okazji skorzystamy z Wi-Fi.
Znalezienie restauracji okazuje się łatwe. Jest to lokal hotelu Mercure. W gustownym wnętrzu panuje miły chłód. Kelner podchodzi, pyta, czym może nam służyć. Nauczeni doświadczeniem naszej pierwszej wizyty w restauracji, przygody z ceną wina, prosimy o kartę dań. Po chwili pan z obsługi zjawia się przy nas z tabletem. Na jego ekranie wyświetla wszystko, co możemy zamówić.
Jeśli chodzi o ceny – za całe zamówienie, tj. obłędną sałatkę, kurczaka (również pysznego), dwie kawy i wodę, płacimy w przeliczeniu około 80 zł. Jak na obiad w restauracji renomowanego hotelu, to naprawdę dobra cena. Najważniejsze, że po posiłku i chwili odpoczynku samopoczucie Alicji wraca na właściwy poziom.
Żegnamy się pięknie, dziękujemy za pyszności, ruszamy w kierunku przeprawy mostowej na dzielnicę Galata.
Od mostu dzieli nas 20 minut spaceru. Dziarsko maszerujemy w jego kierunku. Idziemy wzdłuż ulicy, na której ruch samochodowy jest przepotężny. W sumie słowo „ruch” w sytuacji, którą widzimy, jest mocnym nadużyciem. Im bardziej zbliżamy się do mostu, tym korek uliczny staje się coraz większy. W pewnym momencie sznur aut po prostu staje, nie porusza się w żadnym kierunku. Na nic trąbienie, na nic nerwy kierowców. Wszystko zastyga w bezruchu jak zatopione w smole. Przemieszczanie się samochodami w takich warunkach to żart. Idąc pieszo, połykamy metry, podczas gdy auta stoją w miejscu. Co więcej, im bliżej przeprawy jesteśmy, tym bardziej nabieramy przekonania, że ten korek będzie trwał bardzo długo.
Przeprawa przez most Galata jest już w zasięgu naszego wzroku. Z niepokojem przyglądam się tłumom w tym miejscu. Zastanawiamy się, z czego to wynika. Nic sensownego nie przychodzi nam do głowy. Niby weekend dopiero jutro, a ludzi jest mnóstwo. Usiłujemy przebić się do mostu, by przejść na drugą stronę – bez skutku. To, co się tu dzieje, jest nie do opisania. Ludzie zajmują dosłownie każdy centymetr chodnika, ulicy, trawnika. Nie mogę w to uwierzyć.
Staramy się przebić przez tłum. Po kilku krokach stajemy w korku. Ludzka masa jest tak przytłaczająca, że robi mi się niedobrze. Zewsząd słychać krzyki i płacz dzieci. Przystajemy na moment, zastanawiamy się, co robić. Zdajemy sobie sprawę, że nie przebijemy się do mostu. Fizycznie jest to niemożliwe – no chyba że stalibyśmy tutaj nie wiadomo jak długo, czekając, aż tłum się przerzedzi.
Podejmujemy decyzję, że cofniemy się i spróbujemy dotrzeć na przystań promową, aby w ten sposób dostać się na drugi brzeg. Ta myśl niestety jest tak  błyskotliwa jak blask łańcucha z tombaku. Tłum z minuty na minutę gęstniał coraz bardziej.
Stojąc pośród tej ludzkiej masy czuję się jak zabetonowany. Spoglądam na Alicję, widzę w jej oczach przerażenie. Oboje zdajemy sobie sprawę, że o jakiejkolwiek przeprawie na drugi brzeg nie ma mowy. Przez chwilę rozmawiamy, dochodzimy do wniosku, że to, co tu się dzieje, to istne szaleństwo. Z punktu widzenia bezpieczeństwa znaleźliśmy się w katastrofalnej sytuacji. Zresztą nie tylko my, ale wszyscy, którzy z niewiadomych dla nas przyczyn znaleźli się w tym miejscu. Wystarczy jedna chwila, jeden huk, jedno niefortunne wydarzenie, a spanikowani ludzie stratowaliby się nawzajem. W głowie pojawia mi się tylko jedna myśl – nie mamy tu czego szukać musimy się  stąd ewakuować. Podejmujemy desperacką próbę wydostania się z tego ludzkiego klinczu. Po około 15 minutach udaje się nam wyskoczyć z głównego nurtu. Oczywiście przeprawa promem okazuje się takim samym poronionym pomysłem jak przejście mostem.
Stoimy przed meczetem na murku i obserwujemy całą sytuację. Wygląda to naprawdę dramatycznie. Dziwimy się, że jeszcze nie doszło tutaj do żadnego nieszczęścia.
W zasadzie – nie wiem dlaczego – podejmujemy kolejną próbę. Bardzo zależy nam, żeby dostać się na drugi brzeg. Wpadamy na „genialny” pomysł, że być może uda się przejechać tramwajem. Z naszych obserwacji wynika, że tramwaj może mieć większe szanse. Idziemy kilkadziesiąt metrów, stajemy na przystanku. Tutaj również mnóstwo ludzi, ale jest nadzieja, że uda się wejść do środka.
Kiedy tramwaj podjeżdża, dosłownie wpychamy się do wnętrza. Pojazd jest tak nabity, że drzwi z trudem się domykają. Skład rusza, przejeżdża może cztery metry i staje. Po kilkunastu minutach sytuacja się powtarza – z tym że postój jest już dłuższy. W miarę zbliżania się do mostu tramwaj pokonuje coraz mniejsze odległości. Droga licząca około 400 metrów trwa nieskończenie długo. Są fragmenty, gdzie płynnie udaje się przejechać nawet 20 metrów (!), ale generalnie więcej stoimy, niż się poruszamy.
W środku panuje ścisk.  Czujemy się jak sardynki w puszce. Atmosfera robi się zdecydowanie nerwowa. Po kilkudziesięciu minutach tramwaj zatrzymuje się na przystanku okupowanym przez niezliczoną liczbę ludzi. Drzwi się otwierają, w tym momencie nasza podróż się kończy. Nawet nie ma mowy o tym, żebyśmy dotarli do mostu.  Nasza podróż zakończyła się w samym centrum jeszcze większego tłumu. To jest jakaś katastrofa.
Spoglądamy z Alą na siebie, niedowierzamy. Nigdy wcześniej nic takiego nam się nie przydarzyło. To jest dramat. Jednogłośnie stwierdzamy, że wychodzimy z tłumu, dajemy sobie spokój z wieżą Galata. Zrobimy to innym razem, kiedy okoliczności będą bardziej sprzyjające.
Cała ta sytuacja sprawia, że czujemy się wyczerpani fizycznie i mentalnie. Tak naprawdę mamy dość tego miasta. Pora robi się późna, a cała ta przygoda z dzikim tłumem kosztowała nas mnóstwo czasu i emocji. Jednocześnie było to bardzo ciekawe, choć niebezpieczne doświadczenie.
Unikając skupisk ludzkich, wracamy na naszą dzielnicę. Na moment zachodzimy do hotelu, łapiemy chwilę oddechu. Pora jest idealna, żeby wyskoczyć na kolację. Nie ukrywam, że cały dzień na nogach i przygoda pod mostem Galata zaostrzył nasze apetyty.
CDN...

Zostań PaTrOnEm bloga Zmysłami przez Świat. Jeśli lubisz moją twórczość, wesprzyj mnie w rozwoju tego projektu. Nawet najmniejsze finansowe wsparcie będzie dla mnie dowodem uznania dla tego co robię https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl  Ja piszę, Ty stawiasz kawę, pijemy razem 😉  https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat 

Do moich Patronów i kawowych wspomożycieli co jakiś czas będą leciały artefakty z naszych podróży

Za okazane wsparcie z góry serdecznie dziękuję !