Międzynarodowy turniej Cunter Strike odbywający się w Katowicach jest jednym z trzech najważniejszych tego typu wydarzeń na świecie. Każdy fan popularnego CS’a powinien się na tym wydarzeniu pojawić. Tym czym dla polskich katolików jest sanktuarium maryjne w Częstochowie, tym dla miłośników tej gry jest ten turniej. Mimo, iż totalnie nie są to moje klimaty spędziłem z Hubertem dwa emocjonujące wieczory w Katowickim Spodku. Jak do tego doszło i jak było? Już o tym piszę.
Pewnego styczniowego popołudnia młody „przewija” temat, że bardzo chciałby jechać do Katowic na turniej CS’a. Pytam się go, co to jest? Przysłuchująca się rozmowie Marta uświadamia mi z szelmowskich uśmiechem, że CS to ta gra, w którą Hubert non stop „nawala na komputerze”. Młody oczywiście żywo zaprzecza, że non stop. Oświadcza, że ze strony Marty są to pomówienia i generalnie „złe ludzkie języki” ???? . Kiedy kończy, zauważam w jego oczach błysk, który mówi mi, że taki wyjazd byłby dla Niego czymś „wielkim”. Nie namyślam się długo i mimo, że pomysł nie wywołuje u mnie zbytniego entuzjazmu mówię „czemu nie”? Możemy pojechać. W tym momencie to nawet za bardzo nie kojarzę w co on tam gra wieczorami i na jaką imprezę się piszę, ale w sumie zawsze to jakaś przygoda. Poza tym, spędzimy w swoim męskim towarzystwie trochę czasu. Stawiam tylko jeden warunek. Młody ogarnia bilety wstępu. Na tym etapie kończy się dyskusja na temat wyjazdu.
Mija trochę czasu i generalnie rzecz biorąc zapominam o tej rozmowie, aż pewnego dnia Hubert mówi, że razem z mamą kupili bilety. Jakie bilety? Szybko skanuję swoją jednostkę centralną w poszukiwaniu odpowiedniej wskazówki. Przypominam sobie o rozmowie dotyczącej wyjazdu do Katowic, którą odbyliśmy jakiś czas temu. Klamka zapadła, muszę szukać noclegu, rezerwować miejsca w pociągu i w drogę.
Skoro bilety wstępu na turniej już są, to zajmuję się zarezerwowaniem noclegu. Do tematu podchodzę strategicznie. Wejściówki mamy kupione na dwa dni. W sobotę będziemy oglądać półfinały, natomiast w niedziele czeka na nas wielki finał. Śmigając po sieci znajduję nam hotel. Nazywa się Silesia Economy. Oglądam zdjęcia, czytam o położeniu i opiniach dotyczących tego obiektu. Wydaje się być to opcja na czas naszego pobytu w zupełności wystarczająca. Zamawiam pokój. Trzy noce kosztują 516zł. Bilety pkp do Katowic i z powrotem to koszt 200zł. Natomiast bilety wstępu na dwa turniejowe dni coś około 800zł. Łącznie budżet imprezy to 1516zł. Radość dziecka – bezcenna.
Turniej zaczyna się 1 lutego. W tym dniu startują eliminacje, które rozgrywane są tylko w sieci. Trwają do 9 lutego. Tego dnia cała impreza przenosi się do katowickiego Spodka, gdzie już na żywo można obserwować zmagania startujących drużyn. Przyznam Wam się szczerze, że kiedy Hubert „operował” skrótem CS to nie wiedziałem o czym mówił. Natomiast kiedy padły słowa Counter Strike doznałem olśnienia. Mimo, że byłem wychowany na Mario Brothers i River Rajd to wiedziałem o co w CS mniej więcej chodzi. Naprzeciwko siebie stają dwie drużyny po 5 graczy. Wybierają mapy, na których będą się pojedynkować i zaczyna się nawalanka. Taki zakres wiedzy do tego momentu mi najzupełniej wystarcza. Resztę wytłumaczy mi młody, jak już zasiądziemy na trybunach Spodka ???? .
Wreszcie nadchodzi ten dzień. Piątek 10 lutego. Pakujemy plecaki, wsiadamy do pociągu i w drogę. Szczerze mówiąc do końca nie wiem na co się piszę, ale co tam. Do Wrocławia, gdzie mamy przesiadkę, podróż mija błyskawicznie. Za to jazda z Wrocka do Katowic to już męka. Oczywiście PKP zadbało o to, żeby skład miał opóźnienie. Nie było ono duże, ale cóż to za podróż bez obsuwy.
Wysiadamy na dworcu w Katowicach. Jesteśmy zmęczeni kolejową przeprawą. Z ulgą stawiamy stopy na śląskiej ziemi. Młody przejmuje stery i prowadzi nas na przystanek autobusowy. Tam mamy wsiąść do pojazdu nr 910, którym podjedziemy praktycznie, no prawie pod sam hotel. Hubert odpala mapę i ruszamy w poszukiwaniu przystanku. Niby ma być on bardzo blisko, dosłownie minuty, od kolejowego peronu, ale jakoś nie możemy go zlokalizować. Wchodzimy na główny hol dworca. Według mapy tu ma być gdzieś miejsce, z którego będziemy mogli ruszyć w dalszą podróż. Rozglądam się ogłupiały, ale nic nie widzę. Sytuacja zaczyna być trochę frustrująca. Niby jesteśmy w odpowiednim miejscu, ale jednak naszej przystani autobusowej nie widać. Kręcimy się trochę po okolicy. W pewnym momencie Hubert mówi, że na dole są stanowiska autobusowe. Nie chce mi się wierzyć, żeby z stamtąd jeździła miejska komunikacja. Zdezorientowany podchodzę do panów z ochrony dworcowej. Jeden z nich uświadamia mnie, że młody ma rację. Przystanki ZKM-u znajdują się dokładnie pod nami. Idąc we wskazanym kierunku, rozglądam się z zaciekawieniem. Dawno temu przy okazji koncertu Pearl Jam spędziłem na tym dworcu jedną noc. Było to doświadczenie, które wywarło piętno na mojej psychice ????. Od tamtego czasu bardzo się tu pozmieniało. Jest zdecydowanie jaśniej, przestrzenniej, europejsko. Do PKP przylega duże centrum handlowe. Nigdzie nie widzę żadnych „krzaczorów”, walających się strzykawek, ludzi zmasakrowanych alkoholem i życiem. Pełna kultura. Jedynym łącznikiem z moimi wspomnieniami dworca PKP Katowice jest kobieta trudniąca się najstarszym zawodem świata. Zauważam, jak spaceruje sobie po placu przed budynkiem i bystrym sroczym wzrokiem łowi swoich klientów na chwilę. Pewne rzeczy się nie zmieniają.
Kiedy autobus nr 910 podjeżdża, wskakujemy do środka. Następnie kupuję bilety, kasuję je i ruszamy w drogę. Po około 30 minutach dojeżdżamy do przystanku, na którym wysiadamy. Znajduje się on centralnie przy galerii handlowej o wdzięcznej nazwie Trzy Stawy. Nie mamy ciśnienia związanego z czasem, dlatego wstępujemy do środka i robimy małe zakupy w olbrzymim sklepie Auchan. Market jest po prostu potężny. Jest w nim tyle różnego rodzaju asortymentu i w takich ilościach, że ciężko to ogarnąć. Stawiamy na zestaw podróżnika budżetowego ???? : parówki, piwo bezalkoholowe, woda, pieczywo. Wychodząc dochodzimy z Hubertem do wniosku, że najprawdopodobniej wiele towarów, które zalegają na sklepowych półkach po prostu się nie sprzeda. Oby nie, ale najprawdopodobniej duża część produktów spożywczych trafi na śmieci. Nie mogę pojąć po co w takim sklepie jest 20 rodzajów masła, czy 50 różnych keczupów. Chora sytuacja, ale cóż, póki co tak to jest poukładane.
Po kilku krokach widzimy z daleka wieżowiec. Na jego dachu zamontowany jest dumnie rozświetlony neon z nazwą hotelu. Przez rozsuwane drzwi wchodzimy do recepcji. Zameldowanie trwa dosłownie chwilę. Przy okazji dowiaduję się, że śniadanie w tym niby ekonomicznym przybytku kosztuje 45 zł dla jednej osoby. Świat oszalał!!! Od recepcjonistki dostajemy kartę-klucz. Przechodzimy przez hotelowy bar. Wskakujemy do windy, wysiadamy na pierwszym piętrze. Przykładam plastikowy klucz do drzwi oznaczonych numerem 132. Chwila napięcia, słyszymy charakterystyczny odgłos otwieranego zamka, widzimy błysk diody w kolorze zielonym. Wrota naszej sypialni stoją dla nas otworem. Przekraczamy próg. Pokój jest mały, ale większego nam nie potrzeba. Najważniejsze, że są dwa łóżka i jest czysto. Zaglądam do łazienki – jestem mile zaskoczony. Nie mam uwag. Łyżka dziegciu w tym miodzie jednak musi się znaleźć. Otóż nad łóżkiem, które zajął Hubert zamontowany jest telewizor. To znaczy telewizor, to za wiele powiedziane. Jest to mały ekran, który został wykopany podczas jakiś badań archeologicznych. Obraz nędzy i rozpaczy. Oczywiście tv w takim miejscu jest najmniej potrzebną rzeczą, ale jak już jest to mógłby chociaż jakoś wyglądać. Mam nadzieję, że może zaskoczy mnie jakością obrazu. Biorę w dłoń pilota, naciskam odpowiedni przycisk. Oczywiście na ekranie pojawia się obraz TVP. Oho, mamy tylko pakiet telewizji naziemnej. Sam obraz, który widzimy na ekranie jest tak katastrofalnej jakości, że oglądanie go przez 30 minut grozi poważnym uszkodzeniem wzroku. Bez namysłu włączam tego grata.
Kiedy siadam na łóżku, czuję jak dopada mnie zmęczenie. Biorę szybki prysznic i walę się do wyrka. Oczywiście przed kąpielą wcinamy kolacje mistrzów: parówki, szynka parmeńska, pieczywo. To wszystko zapijamy bezalkoholowym. Właśnie tak zaczynamy naszą przygodę z katowickim turniejem CS-a 2023.
CDN…
