Na koniec wycieczki pozostaje nam ostatnia atrakcja czyli spływ łodziami. Jestem tym zaintrygowany, bo nigdy wcześniej nie słyszałem żeby w kopalni soli można było pływać łodzią. Idąc w kierunku tej atrakcji przechodzimy przez salę sypialną z wieloma łóżkami piętrowymi. Warunki noclegu są sprzyjające integracji 😉 . Po kilku minutach spaceru nasza grupa dociera do czegoś co nazwane jest przystanią nr 2. Po przybyciu zakładamy kaski na głowę i czekamy na naszego „Titanica”. Jak pływa się w kopalni soli? Dobre pytanie. Pod pomost podpływa łódź długa i wąska z dwoma „kapitanami”. Pakujemy się do środka i wzdłuż ścian solnych po solance 130 metrów powolutku do przodu. Jeden z „kapitanów” te 130 metrów umila ciekawymi opowieściami. Wiecie „morskie opowieści”. Po około 5-6 minutach docieramy do  kolejnej przystani, gdzie  czeka już kolejna grupa na „rejs” w drugą stronę. Takie „żeglowanie” w tą i z powrotem. Jak się dowiadujemy taki „spływ” jest całkowicie bezpieczny, bo zasolenie wody jest tak wysokie, że człowiek nie miałby szans się  zanurzyć. Po chwili obserwacji pracy dwóch młodych ludzi, którzy nas tą łodzią spławiali stwierdzam, że jest to strasznie nużące zajęcie. Jestem pełen podziwu, że pracują tak po co najmniej 8 godzin dziennie. Można oszaleć. Zapytacie się skąd w kopalni soli woda?  No jest jej sporo. Woda w kopalniach jest głównym zagrożeniem oprócz metanu. Natomiast ta „rzeka” po której pływaliśmy była zrobiona specjalnie pod tą atrakcję, i co jakiś czas wtłacza się w korytarz H2O, co by łódeczki z turystami mogły pływać. Ot taka atrakcja. Dzieci były zachwycone. A jeszcze jak panowie pozwolili zamoczyć palce i spróbować wody, to już była pełna ekstaza. Rejs po „rzekach” kopalni soli w Bochni zakończył się ekspresowo. Droga do windy zajęła nam około 15 minut. Musieliśmy iść tą sama trasą, którą przyszliśmy i to było trochę rozczarowujące. Poza tym nie mogliśmy już niestety liczyć na przejażdżkę „kopalnianym” pociągiem.
      Po drodze zamieniam kilka zdań z naszą Panią Przewodnik, która opowiada  mi o planach jakie ma kopalnia, by poszerzyć ofertę dla turystów. Rozmawiamy o  promocji Bochni jako miasta i samej kopalni. Słowem kilka informacji z poza szablonu przewodnika wycieczek 😉 .
  Na powierzchnię wyjeżdżamy tą sama windą, którą zjeżdżaliśmy. Chwila jazdy do góry i witamy się ze światem zewnętrznym. Na dworze już nieco chłodniej, plac parkingowy prawie pusty. Wycieczka udana. Dzieciaki zadowolone i pełne wrażeń.
Mi osobiście też się bardzo podobało. W porównaniu do Wieliczki zero tłumów. Praktycznie prosto z auta mogliśmy kupić bilety i zjechać do innego świata. Ot tak, bez praktycznie żadnej kolejki. W Wieliczce jest to nie do pomyślenia. Oczywiście nie da się porównać obu tych miejsc bo mimo, że są to kopalnie soli i pewne elementy są podobne, to jednak te dwie kopalnie różnią się, jeśli chodzi o turystykę. Nie wiem, czy chciałbym, żeby Bochnia stała się Wieliczką. Mam tu na myśli obłożenie turystami. Dla kopalni w Bochni oczywiście im więcej turystów tym lepiej, natomiast dla mnie osobiście niekoniecznie.
Kopalnia soli w Bochni – ciekawe miejsce, warte zobaczenia, przyjazne dzieciakom, fajna alternatywa na upały czy deszczowe dni. Wszak pod ziemią chłodniej i tak mocno na głowę nie pada ????. 
Po wyjściu z kopalni byliśmy wszyscy głodni. Nasi gospodarze zaproponowali, że zabiorą nas w specjalne miejsce na pizzę, ale nie taką zwykłą. Miała to być pizza niezwykła w miejscu, o którym mieli wiedzieć  wtajemniczeni Krakowianie. Tam te słynne włoskie danie można było zjeść tylko w wybrane dni, w określonych godzinach lub do wyczerpania ciasta. Co jak mogliśmy się osobiście przekonać, następowało błyskawicznie.
Gdzie znajdowała się ta włoska ziemia obiecana? Jak smakowała  pizza skomponowana z włoskich składników?
O tym w kolejnej odsłonie naszych małopolskich wakacji.

 

CDN…