Zwiedzanie zaczyna się dość nietypowo bo cała nasza grupa zostaje zapakowana do pociągu. Powiem Wam, że niezła historia. Pod ziemią stał pociąg z kilkoma wagonikami. Dawniej tym pociągiem wywożono sól i górników natomiast teraz stał się atrakcją dla turystów i od niego zaczyna się zwiedzanie. Siedzenia w wagonikach są nietypowe bo wzdłuż wagonu zamontowana jest deska na którą siada się okrakiem, przodem do kierunku jazdy. Przed zajęciem miejsca kolejny krótki kurs bhp poruszania się takim pojazdem. Zajmujemy miejsca, zostajemy zabezpieczeni przez obsługę i w drogę. Taka forma podróżowania po kopalni i sposób w jaki się w tym pociągu zajmuje miejsca sprzyja integracji. Jedyny mankament tej podróży to to, że jest to atrakcja dość głośna. Dzieciaki były w siódmym niebie. Sama kopalnia jest w porównaniu do Wieliczki bardzo kameralna. Pod ziemią nie ma zbyt wielu grup turystycznych co przekłada się na brak tłoku. Nie wiem może my trafiliśmy na taki czas, ale naprawdę pod ziemią było luźno 😉 .
Po opuszczeniu pociągu już na nogach zaczęło się zwiedzanie kopalni, jej korytarzy, pomieszczeń i całej infrastruktury oczywiście tej dostępnej dla turystów. Byłem dumny z naszych dzieciaków, bo mimo długiego spaceru nie było marudzenia i pytań z cyklu „ Czy długo jeszcze? Kiedy koniec ? Myślę, że była to też zasługa Pani przewodnik, która w bardzo ciekawy sposób opowiadała o historii soli i samej kopalni. Poza tym było wiele przystanków w trakcie których były wyświetlane na ścianach czy specjalnych obrazach pokazy multimedialne. To naprawdę w kilku sytuacjach robiło duże wrażenie. Ja sam w pewnym momencie zauważyłem w oddali górnika, który rozbijał solne ściany i zacząłem się zastanawiać kto tam pracuje i za jakie pieniądze? Miałem wrażenie, że był to żywy człowiek. Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się i bliższym podejściu można było zauważyć, że był to hologram. Szczerze powiem, że te pokazy multimedialne były fajnym urozmaiceniem przy zwiedzaniu.
Po około dwóch godzinach kontrolowanego błąkania się po kopalnianych korytarzach docieramy do największej atrakcji dla dzieci w wieku powyżej 9 lat. Była to 130 metrowa ślizgawka prowadząca do wielkiej hali. Kiedy nasze pociechy to ujrzały zmęczenie, które się pojawiło zniknęło jak ręką odjął. W oczach pojawił się blask, a na ich twarzach uśmiech. Jakież było rozczarowanie kiedy Pani przewodnik musiała wstrzymać ich zapędy i chęć natychmiastowego skorzystania z darmowego transportu na dół komunikując, że najpierw musimy zejść na dół. Tam będzie czas wolny i wówczas będą mogły skorzystać z tej niewątpliwej atrakcji. Cała grupa ruszyła drewnianymi stopniami w dół w perspektywą wolnego czasu i odpoczynku, co chyba wszystkim dorosłym przypadło do gustu. Sam spacer o ile był przyjemny to na pewno kosztował trochę sił aaa i mocno zaostrzał apetyt. Schody w dół prowadziły wzdłuż ślizgawki na końcu, której był materac gdzie kończył się ślizg. Przystanęliśmy tam na chwilę. Pani przewodnik zakomunikowała nam o czasie wolnym. Miejsce w którym się znaleźliśmy było wielką salą zabaw dla dzieci z boiskiem do kosza, można było poharatać w gałę. Był tam też taki mini plac zabaw. Powiem szczerze, że byłem pod wrażeniem. Za tą salą była kolejna, w której znajdowała się taka hmm restauracja, gdzie można było zjeść coś na szybko, ewentualnie obiad w stylu polskim tj. zupa do wyboru oraz danie drugie czyli ziemniaki, schabowy i do tego surówka. Mimo rozmiarów sala robiła wrażenie bardzo przytulnego i kameralnego miejsca. Za salą „ jadalną” były toalety i łazienki dla gości. No właśnie dla gości. Bo jak się okazało kolejnym pomieszczeniem była ogromna zbiorowa sypialnia, gdzie stały rzędy piętrowych łóżek. Od Pani przewodnik dowiedzieliśmy się, że w kopalni Bochnia organizowane są różne imprezy takie jak wesela, bale studniówkowe, przyjęcia, gdzie po imprezie można się przespać, a przy okazji można skorzystać z przewodnika i pozwiedzać wnętrza kopani. Największe obłożenie jeśli chodzi o noclegi to miesiące od maja do sierpnia. Wówczas prym wiodą zorganizowane grupy młodzieży szkolnej. Kiedy my zwiedzaliśmy kopalnie wszystkie łóżka były wolne.
Korzystając z wolnego czasu poszliśmy na kawę i żurek natomiast dzieciaki nie myślały o niczym, tylko o ślizgawce. Co ważne, żeby móc z niej skorzystać trzeba mieć „długie spodnie” wiek powyżej 9 lat i ktoś dorosły musi z dzieciakami zameldować się u pracowników którzy odpowiadają za tą atrakcję. Nasza „stonka” (czyt. dzieciaki) spełniała prawie wszystkie normy oprócz spodni. Hubert był w krótkich spodenkach dlatego zdjąłem swoje spodnie. Założyłem spodenki, które miałem w plecaku, a on w moich bojówkach pognał zjeżdżać. Hubert w moich spodniach wyglądał nieco komicznie, ale cała ta sytuacja uświadomiła mi jak szybko płynie czas – cholera 😉 .
Siadłem żeby wreszcie napić się kawy kiedy przybiegła Matylda ( córka naszych Znajomych ). Cała zadyszana powiedziała, że ktoś dorosły musi z nimi iść. Podjąłem to wyzwanie i razem z nią poszedłem do obsługi tej atrakcji. Na miejscu pani ubrana w strój górnika przywitała mnie tradycyjnym „Szczęść Boże”. Zapytała czy biorę odpowiedzialność za dzieci. Kiedy powiedziałem, że jasne wówczas każde z dzieci oprócz Matyldy, która nie miała ukończonych 9 lat przeszło krótki instruktarz. Zjazd na tej ślizgawce był nietypowy, bo dostawało się poduszkę na której się siadało na desce prowadzącej w dół i jazda. Więc w zasadzie to ślizg był na poduszce. Poza tym Pani obsługująca wytłumaczyła w jaki sposób trzymać poduszkę i jak hamować. Instruktarz trwał dosłownie chwilę i już w dół jako pierwszy sunął Kajetan, po nim Marta, a na końcu Hubert. Powiem szczerze, że byłem na początku trochę przerażony długością ślizgu jednak okazało się, że dzieciaki jadą tylko z połowy. Kiedy cała trójka zameldowała się na dole padło pytanie czy jadą jeszcze raz? Zgłosiłem veto, bo chciałem po prostu wreszcie napić się kawy a coś mi mówiło, że jak się dziatwa rozkręci to będę tam stał i stał. O dziwo dzieciaki nie naciskały na ponowne zjazdy. Wydaje mi się, że perspektywa ponownego wchodzenia schodami na górę, żeby zjechać skutecznie ich zniechęciła. Podejrzewam, że gdyby był tam wyciąg to nasze zwiedzanie, by się tam zakończyło a tak, oni pognali na boisko. Ja natomiast mogłem dołączyć do dorosłej części naszej ekipy.
Kawa już na mnie czekała. Pyszne espresso, które miało moc. Poza kawą zjadłem żurek i tu byłem pozytywnie zaskoczony, bo był naprawdę niezły w skali 0-10 śmiało mogę ocenić na 6 ;). Dzieciaki jak to one wpadły na ostatnią chwilę. Oczywiście głodne i trzeba było ten głód zaspokoić w ekspresowym tempie. „Stonka” na szybkości pochłonęła zamówiony dla nich żur i to była nasza przepustka do dalszego zwiedzania kopalni.
Jakie jeszcze atrakcje czekały nas podczas dalszego zwiedzania o tym w kolejnej odsłonie.
CDN…
