Święty Pagórek zdobyty

Siedząc przed pensjonatem i popijając kawę, postanawiamy, że dziś wdrapiemy się na Święty Pagórek, przejdziemy swoją drogę krzyżową, a po zejściu śmigniemy na jakąś obiadokolację do jednej z polecanych restauracji. Plan ze względu na porę dnia wydaje się być idealny. Wypijamy kawę i wychodzimy z mapą w ręku, kierując się do naszego dzisiejszego celu. Tak nawiasem mówiąc, jestem bardzo ciekawy Mikulova jako miasta. Słyszałem, że jest piękny, klimatyczny i, że można się w nim „zakochać”. Poza tym podobno historię czuć tam za każdym rogiem, no i wina też pysznego można się napić 😉 

Czym jest ten święty pagórek? Jest to wzniesienie liczące sobie 363 metrów n.p.m., na którym główną atrakcją, jeśli można tak to nazwać, jest droga krzyżowa, gdzie poszczególną stację symbolizuje murowana kapliczka. Taki stan rzeczy sprawia, że miejsce to jest celem pielgrzymek wiernych wyznania katolickiego. Poza tym, ze względu na występowanie tam specyficznej roślinności, wzgórze objęte jest rezerwatem przyrody. Z pensjonatu do podnóża wzniesienia trafiamy bez najmniejszych problemów. Generalnie cały Mikulov jest małym miasteczkiem, nawet bym powiedział, że bardzo małym. Większość turystycznych atrakcji i ciekawych miejsc leży bardzo blisko siebie. Stojąc u podnóża wzniesienia szykujemy się do wspinaczki: 20 minut pod górkę początkowo po ścieżce, później po kamieniach. Po drodze mijamy kapliczki symbolizujące stacje drogi krzyżowej, które wykonane są w stylu barokowym. Co mnie trochę dziwi to fakt, że w środku tych kapliczek, na podłodze stoi mnóstwo wypalonych zniczy. Leżą jakieś kartki i inne tego typu „historie”. Wygląda na to, że odpowiedzialny za te obiekty rzadko tu zagląda. Razem z nami wspinają się inni turyści, jednak o jakimkolwiek tłoku nie może być mowy. Tak sobie idąc krok za krokiem, powoli łapiemy wysokość.
Co jakiś czas odwracamy głowy, by podziwiać panoramę miasta. Widoki naprawdę imponujące. Prąc na szczyt, w pewnym momencie zwracam uwagę na dziwnego owada, który niczym czarny bombowiec, co chwilę przelatuje nad naszymi głowami. Rozglądam się do dookoła i zauważam, że na łące, która porasta zbocza góry, jest tych owadów dużo więcej. Przyglądam się im z zainteresowaniem i wpadam w zachwyt, bo pierwszy raz w życiu widzę czarną pszczołę. Jest to owad, który tak naprawdę nazywa się Zadrzechnia fioletowa.
Słyszałem kiedyś o tym gatunku w jakieś audycji radiowej. Pamiętam, że ktoś opowiadał o tym owadzie w taki sposób, że bardzo mnie to zainteresowało. Pomyślałem wówczas, że fajnie by było spotkać taką pszczołę na wolności. W trakcie audycji dowiedziałem się, że jest to owad pod ochroną i w chwili obecnej na terenie Polski występuje niezmiernie rzadko. Jeszcze jakiś czas temu nie było można go spotkać wcale. A tu stoję na Mikulovskim wzgórzu i obserwuję czarną pszczołę w jej naturalnym środowisku.
Obraz dla mnie fascynujący. Ala nie rozumie mojego podekscytowania i spogląda na moją reakcję z uśmiechem na twarzy 😉 . Po miłym spacerze w górę stajemy na szczycie. Przed nami rozciąga się kapitalny widok na całą okolicę. Natomiast za nami stoi murowana dzwonnica i kaplica świętego Sebastiana. Robimy kilka fotek, siadamy na trawie, otwieramy puszkę pysznego, schłodzonego Pilznera, biorę łyka i rozkoszuję się tym momentem. Myślę, że gdyby nie czas pandemii, to na górze w tym momencie byłoby wiele osób i prawdopodobnie panował by tu spory tłok. A tak, siedzimy sobie w ciszy i spokoju, kontemplując naturę. Po chwili wytchnienia postanawiamy, że bliżej przyjrzymy się kaplicy.
Niestety do jej wnętrza nie możemy wejść. Oglądamy sobie to, co jest  w środku, przez kraty w drzwiach, obchodzimy ją dookoła. Świątynia powstała w latach 1570-1636 jako podziękowanie Bogu za przezwyciężenie epidemii dżumy. Jednak, jak to w owych czasach bywało, zabezpieczeń pożarowych nie było zbyt wyrafinowanych i kościół uległ całkowitemu spaleniu.
Obecna świątynia zbudowana jest na planie równoramiennego krzyża greckiego i powstała w latach 1672-1679.  Przy świątyni znajduje się również wolno-stojący budynek, który pełni rolę dzwonnicy. Skoro już tu jesteśmy, to postanawiamy iść dalej, bo do zobaczenia  została nam jeszcze jedna kaplica, która stoi kilkadziesiąt metrów za kościołem. Nosi ona nazwę Grobu Bożego i jest kopią oryginalnego grobu znajdującego się w Jerozolimie. Warto tam podejść i to sobie obejrzeć. My to robimy. Powoli, spacerkiem, bez pośpiechu. Kiedy już zaspokajamy swoją ciekawość, zastanawiamy się, co robimy dalej. Mamy jeszcze czas, więc postanawiamy, że pójdziemy sobie trochę dalej. Tym bardziej, że zachęca nas do tego ścieżka pod naszymi stopami, biegnąca pośród traw. Idziemy nią chwilę docierając do małej polany.
Miejsce bardzo klimatyczne, idealne na wypicie lampki morawskiego wina na łonie natury, ze wspaniałym widokiem na Mikulovskie winnice. My niestety wina ze sobą nie zabraliśmy, ale samo to, co mamy przed naszymi oczyma, plus spokój i cisza rekompensuje nam wszystko. Dopiero teraz czujemy, że jesteśmy trochę zmęczeni i oczywiście głodni  😉 .
Wracamy tą sama drogą do Kaplicy Świętego Sebastiana i tam pojawiają się dwie możliwości zejścia na dół. Pierwsza to oczywiście ta sama droga, którą się tu wdrapaliśmy, natomiast alternatywą jest zejście oznakowanym szlakiem do miasta. My oczywiście wybieramy wariant drugi i kierujemy się na żółty szlak. Co ciekawe, pod kierunkowskazami  turystycznymi zamontowana jest drewniana skrzynka, która nie ma żadnego zabezpieczenia. Można ją swobodnie otworzyć. Jestem ciekawy, co jest w środku. Z niczym podobnym się nigdy nie spotkałem.
Oczywiście, że ją otwieramy, praktycznie bez namysłu. W środku znajduje się mapa, długopis, pieczątka, licznik oraz zeszyt, do którego zresztą się wpisujemy. Na drzwiczkach przypięta kartka z informacją, cóż to takiego jest. Okazuje się, że jesteśmy w punkcie, przez który biegnie jeden z ważniejszych szlaków pielgrzymkowych chrześcijan. Stoimy na szlaku Drogi Świętego Jakuba. Symbolem tej drogi jest żółta muszla. Gdybyśmy udali się tym szlakiem przed siebie, doszlibyśmy do północnej Hiszpanii, gdzie w mieście Santiago de Compostela stoi Katedra, w której to najprawdopodobniej znajduje się grób świętego Jakuba Większego. Jakub  był jednym z apostołów Chrystusa i jako pierwszy zginął śmiercią męczeńską. Do tej pory nie byłem świadomy, że taki szlak istnieje. Moja wyobraźnia zadziałała i tak sobie pomyślałem, że może kiedyś fajnie by było wybrać się na taki spacer do Hiszpanii, idąc śladem żółtej muszli 😉 . Leniwym krokiem schodzimy do miasta . Zejście jest łagodne na tyle, że po drodze mijamy rodzinę z dwójką małych dzieci. Starsze prze do góry z taką determinacją, jakby u celu czekały na niego duże lody, natomiast mniejsze siedziało w wózku, który dzielnie do góry targał tata 😉 .  Jeśli będziecie w Mikulovie ze swoimi małymi pociechami i zechcecie wejść na Święty Pagórek, to tylko tym szlakiem. Mimo, że nie jest to widokowa ścieżka, to będzie Wam dużo prościej, przyjemniej i też bezpieczniej, a na górze czeka na Was kapitalny widok.

 

CDN…