Samoloty nad głową

Wcinam szybkie śniadanie. Nie ukrywam, że jestem podekscytowany. Mam  przeczucie graniczące z pewnością, że dzisiejszy dzień będzie wyjątkowy. Robiąc sobie „szybką” kanapkę, co chwila spoglądam na wyświetlacz telefonu. W aplikacji Flightradar śledzę wiadomości dotyczące lotniska w Skiathos. Najbardziej interesują mnie informacje dotyczące przylotów. Naliczyłem, że dzisiejszego dnia na wyspie wyląduje ponad 20 maszyn z różnych zakątków Europy.
Wychodzę z domu. Droga prowadząca na lotnisko wiedzie przez port. Dobrze już znanymi ścieżkami przemykam jak wyspowy kot. Jest godzina 09:30, miasteczko nadal pogrążone jest we śnie.
Tylko w nielicznych restauracjach zauważam niewielki ruch. Maszeruję nabrzeżem, mijam kołyszące się na wodzie jachty. Uśmiecham się do siebie. Jestem przekonany, że  gdybym na moment przystanął, to pewnie usłyszałbym chrapanie dobiegające z mijanych domów.
Od celu dzieli mnie jakieś 20 minut spaceru. Wzdłuż ulicy wiodącej na lotnisko usytuowane są tawerny i restauracje, których ogródki ulokowane są bezpośrednio nad brzegiem morza. Spoglądam na niebo. Dziś miała być kiepska pogoda, jednak błękit nieba i kilka niewinnie wyglądających chmur stanowczo temu zaprzeczają. Zapowiada się kolejny piękny dzień.
O tym, że dotarłem na miejsce, mówi mi znak drogowy, nad którym zamontowane są światła sygnalizacji świetlnej. Okazuje się, że kiedy samoloty podchodzą do lądowania, zapala się czerwone światło.
Jadące auta są zatrzymywane. Rozglądam się z zaciekawieniem. Dostrzegam kilka osób z profesjonalnymi aparatami fotograficznymi. Jedni trzymają je w dłoniach, inni przenoszą sprzęt na statywie, szukając miejsca na złapanie dobrego kadru.
 Płyta lotniska leży dosłownie przy drodze asfaltowej, po której odbywa się codzienny ruch. Drogę od pasa lotniskowego oddziela niska bariera, nad którą znajduje się nieco wyższy druciany płotek.
Porównując zabezpieczenia polskich lotnisk, to wygląda wręcz śmiesznie. Tuż za płotkiem stoi znak informujący o tym, że startujące samoloty mogą wyrządzić krzywdę zbyt blisko stojącym gapiom. W uszach dźwięczą mi słowa Spirosa, że tu przychodzą tylko szaleńcy. Po lewej stronie, trochę w głębi, zauważam restaurację. Mam nadzieję, że dostanę tam kawę. Wychodząc z domu bladym świtem, nie miałem czasu na małą czarną i koniecznie muszę uzupełnić poziom kofeiny.
Spoglądam na aplikację. Za kilka minut do lądowania będzie podchodził samolot Ryanair. Spoglądam w niebo i póki co na horyzoncie nie widzę żadnej maszyny. Za to na miejsce przybywa coraz więcej spragnionych mocnych wrażeń. Mimo że ta miejscówka jest kultowa, to nie ma tu tłoku. Może wpływ na to ma wczesna pora? Sam nie wiem. Natomiast mi to pasuje, bo mogę sobie bez problemu zająć dogodne miejsce do obserwacji.
W pewnym momencie na niebie dostrzegam samolot. Ludzie stojący na drodze zaczynają wyciągać telefony i aparaty fotograficzne. W powietrzu czuć podekscytowanie. Maszyna szerokim łukiem podchodzi do lądowania. Wlatuje nad zatokę i sukcesywnie zniża lot. Jest coraz bliżej i bliżej. W pewnym momencie mam wrażenie, że za chwilę wleci mi na głowę.
Ryk silników staje się coraz bardziej donośny. Czuję, jak adrenalina wypełnia wszystkie zakamarki mojego ciała. Nie da się opisać tego przeżycia. Trzeba po prostu tego doświadczyć. Staram się nagrać film, jednak nie do końca mi to wychodzi. Dlaczego? W pewnym momencie samolot znajduje się dosłownie nade mną. Huk i widok tak nisko lecącej ogromnej maszyny sprawiają, że mało nie narobię w gacie. Niesamowite uczucie. Tuż za ulicą pilot sadza maszynę. Słyszę charakterystyczny odgłos hamowania. W powietrzu unosi się zapach spalonej gumy. Na twarzy czuję ciepłe powietrze z silników samolotu. Wszystkie włosy na moim ciele dosłownie stoją na baczność.
 Jestem pod ogromnym wrażeniem. „Zajarany” spoglądam na apkę. Za 15 minut nad zatoką zamelduje się kolejna maszyna. Cholera, łapię się na tym, że nie mogę się doczekać. Kilka razy biorę głęboki oddech. Uspokajam się i przygotowuję na kolejne bliskie spotkanie. Pierwsze koty za płoty, jak to się mówi. Teraz już wiem, jak to wygląda i czego mogę się spodziewać. Na gorąco stwierdzam, że zdecydowanie przydałyby mi się tutaj słuchawki, które pozwoliłyby zadbać o mój słuch. ????
Punktualnie, z zegarkiem w ręku, na horyzoncie pojawia się kolejna maszyna. Procedura podejścia do lądowania wygląda identycznie. Samolot zatacza koło, wlatuje nad zatokę i sukcesywnie obniża lot. Będąc tuż nad głowami gapiów, pilot sadza maszynę na pasie.
Ponownie czuję ogromny przypływ adrenaliny, robię kilka fotek z nadzieją, że będę mógł wybrać jakiś fajny kadr. W tym czasie, kiedy trwa lądowanie, ruch samochodowy na ulicy jest wstrzymany. Kierowcy karnie zatrzymują swoje auta i czekają, aż samolot zakończy procedurę.
Kiedy jest dłuższa przerwa w przylotach samoloty startują z lotniska. Spod terminala powoli, dystyngowanie kołują w naszą stronę. Tuż przed nosami wszystkich gapiów pilot zakręca.
Ludzie, machając rękami, pozdrawiają załogę, która odwdzięcza się tym samym. Maszyna ustawia się w kierunku startu, na moment przystaje. Silniki wyją jak oszalałe. Na całym ciele czuję powiew gorącego powietrza. Po chwili skrzydlaty olbrzym rusza, w kilka sekund rozpędza się, żeby po chwili wznieść się w powietrze. Teraz rozumiem, dlaczego na płocie wisi znak ostrzegawczy przed silnymi podmuchami.
W trakcie przerwy między startami i lądowaniami idę do pobliskiej restauracji. W międzyczasie dostaję wiadomość od Ali, że postanowili do mnie dołączyć.  Jak już się spotkamy to podejmiemy decyzję, co będziemy robić dalej z tak pięknie rozpoczętym dniem. W kawiarni zamawiam americano. Biorę łyk i stwierdzam bezapelacyjnie, że podają tu najlepszą kawę na całej wyspie. Jak mi niewiele do szczęścia dziś potrzeba – kilka lądujących samolotów i kawa.
 Z filiżanką w dłoni obserwuję, jak kolejne maszyny raz za razem lądują na greckim lotnisku. Sprawdzam, skąd przylatują. Okazuje się, że większość z nich to samoloty z Wysp Brytyjskich. Dominują Londyn i Manchester. Zaraz za Anglikami plasują się maszyny ze Skandynawii. Jest też trochę lotów z Włoch i Czech. Zauważam też, że na terenie restauracji rozłożyła się  profesjonalna ekipa ludzi pasjonujących się samolotami. Goście przy stolikach porozkładali laptopy, a obok, w specjalnych walizkach, leży sprzęt fotograficzny. Przez chwilę ich obserwuję i stwierdzam, że to są prawdziwi zapaleńcy. Fajnie, że ludzie mają pasje i potrafią je pielęgnować. Wśród nich dostrzegam starszego gościa w charakterystycznej koszulce z lotniska w Sint Maarten. To najsłynniejsze miejsce na świecie, gdzie samoloty lądują, podobnie jak na Skiathos, dosłownie nad głowami ludzi. Tylko tam nie ma ulicy, za to jest plaża. ????

CDN…

Zostań PaTrOnEm bloga Zmysłami przez Świat. Jeśli lubisz moją twórczość, wesprzyj mnie w rozwoju tego projektu. Nawet najmniejsze finansowe wsparcie będzie dla mnie dowodem uznania dla tego co robię https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl  
Ja piszę, Ty stawiasz kawę, pijemy razem ????  https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat 
Do moich Patronów i kawowych wspomożycieli co jakiś czas będą leciały artefakty z naszych podróży ???? 
Za okazane wsparcie z góry serdecznie dziękuję !