Mając perspektywę kilkugodzinnej jazdy po polskich drogach chcemy wyjechać w miarę wcześnie. Umawiamy się z Markami, że będziemy u nich pod blokiem o 9. Znając poranne rytuały naszego składu godzina mało realna, ale ambitnie wstajemy o 7. Jak na nas to bardzo wcześnie. Dopakowujemy nasze bagaże, zjadamy śniadanko. Biorę telefon dzwonię do Moniki. Chce uprzedzić ją o tym, że będziemy mieć małą obsuwę. Z drugiej strony słyszę taki sam komunikat. Uśmiecham się i mówię Ali, że nie ma co się spinać bo Marki też jeszcze w rozsypce.
Dopinamy wszystko na ostatni guzik. Ładujemy toboły do Toyki i śmigamy do Jeleniej. Z Markami spotykamy się pod ich blokiem. Nie chcemy już więcej tracić czasu na oficjalne powitania. Ekspresowo od Marka przejmuję gitarę, pakuje ją do Toyki i ruszamy w stronę Bieszczad. Podróż w zasadzie przebiega nam bez problemu. Nawet mogę powiedzieć, że jestem mile zaskoczony. „Lecimy” autostradami i mogłoby się wydawać, że droga zajmie nam tyle ile pokazuje nawigacja, ale czar pryska w momencie dojazdu do bramek autostradowych. To co widzimy jest dramatem. Jeden wielki zator samochodowy. Sądząc po jego rozmiarach czeka nas co najmniej godzinne oczekiwanie na możliwość kontynuacji jazdy. Nie mogę się nadziwić, że za takie coś musimy płacić pieniądze. Mało tego kwoty za przejazdy naszymi autostradami są porównywalne do tych na zachodzie a nawet w niektórych przypadkach wyższe. Jest 21 wiek a w naszym kraju nie można zorganizować ruchu na autostradach w taki sposób, żeby przed bramkami nie stać w niekończących się kolejkach. Totalna komunikacyjna masakra. Kiedy Ala podaje bilet Pani w okienku budki stojącej przy autostradowym szlabanie spoglądam w stronę kobiety. Widzę jej prace i najzwyczajniej w świecie jej współczuję . Straszna robota!! Człowiek siedzi w jednej pozycji, i to na maksa nieergonomicznej, nie ma czasu mówiąc kolokwialnie podrapać się w nos. Do tego dochodzą pretensje wkurzonych kierowców. Powiem Wam, że ciężki kawałek chleba.
Toyka połyka kolejne dziesiątki kilometrów, jedne bramki autostradowe, kolejne, by wreszcie zjechać z dróg szybkiego ruchu na te lokalne. Pierwszy raz orientuje się, że jesteśmy już w trochę innym świecie kiedy zajeżdżamy na stację benzynową zatankować. Na stacji pusto. Przed jej budynkiem stoi koleś i pali fajkę. Tankuje auto, wchodzę do środka, jest pusto. W tym momencie orientuje się, że ten gość z papierosem to sprzedawca. Zresztą wchodzi chwilę po pomnie do środka i flegmatycznym krokiem przechodzi na drugą stronę lady. Uśmiecha się. Ze spokojem, którego dawno nie widziałem no, może poza Portugalią pyta się mnie czy chcę fakturę. Wszystko dzieje się jak w jakimś filmie i to na mega zwolnionych obrotach. Biorę kwit w rękę wychodzę ze stacji. Wsiadam do auta i mówię Ali, że jesteśmy na Popdkarpaciu. Tak właśnie sobie wyobrażam ten region Polski. Spokój i luz na gaciach. Bez spięcia i krzywych akcji. Sprzedawca na stacji jest pierwszą jaskółką, która zwiastuje nam fajne bieszczadzkie wakacje. Od Cisnej, gdzie mamy zarezerwowana kwaterę dzieli nas jakieś dwie godziny drogi. Co ciekawe to totalnie nie współgra z kilometrami i ich ilością jaką wskazuje nam nawigacja. Niby do celu mamy jeszcze 90km a ma nam to zająć 2 godziny? To oznacza, że zaczynają się lokalne dukty. Tempo dyktuje Marek. Na takich wąskich i krętych drogach Fordzik Moniki sprawdza się z tego co widzę rewelacyjnie. Natomiast my moglibyśmy jechać szybciej ale jesteśmy tak załadowani bagażami, że nasze auto prawie ciągnie podwozie po jezdni. Za szybami już ciemno, dochodzi godzina 22.00. Z Jeleniej wyjechaliśmy o 10.00 czyli w trasie jesteśmy już 12 godzin. Śmiejemy się z Alą, że te Bieszczady są na końcu świata. W 12 godzin to byśmy dojechali z Polski przejeżdżając przez kilka państw do Chorwacji a my nadal w trasie do Cisnej. Wszyscy jesteśmy już zmęczeni tą podróżą i marzymy tylko o tym, żeby wziąć prysznic zjeść kolacje i położyć się spać. Po 22.00 wreszcie docieramy na miejsce. Po wjechaniu do Cisnej mijamy kilka sklepów, przejeżdżamy przez drogę, która znajduje się w przebudowie i dzięki navi odnajdujemy nasze miejsce noclegowe. Wreszcie jesteśmy na miejscu.
CDN…
