Pogoda była wspaniała. Słońce w pełni, ciepło jak dla mieszkańców środkowej Europy. Widok zachwycający. W oddali most noszący nazwę „25 Kwietnia” łudząco przypomina obiekt z San Francisco. Po drugiej stronie górujący pomnik Jezusa i ten z kolei jest wierną repliką pomnika Jezusa z Rio De Janeiro. Taki zestaw sprawia, że w jednej chwili spoglądamy na San Francisco, by po chwili sięgnąć wzrokiem w stronę Rio. Takie rzeczy tylko w Lizbonie ;). Po Tagu w jedną i drugą stronę kursowały promy. To był moment kiedy podjęliśmy jednogłośnie decyzję, że podążymy za radą Hugo i przepłyniemy promem na drugi brzeg. Za cel obraliśmy sobie „pielgrzymkę”. Postanowiliśmy odwiedzić Jezusa. Nie ukrywam, że zależało mi na tym, żeby trafić nad ocean, bo nigdy w życiu jeszcze nad wielką wodą nie byłem, ale stwierdziłem, że cholera jesteśmy w Lizbonie i czemu nie. Na ocean przyjdzie jeszcze czas. Zanim jeszcze wsiedliśmy na prom postanowiliśmy zaspokoić nasz kofeinowy głód. Przy dworcu kolejowym jest Hala targowa Ribeira. Właśnie tam zamierzaliśmy napić się kawy. Zjeść do tego lizbońskie babeczki z budyniem nazywane pasteis. Zjedzenie tego specjału jest w Lizbonie obowiązkowe. Nie zjeść pasteis to jak być w Watykanie i nie zobaczyć papieża ;).
Sama hala dzieliła się na dwie części. Pierwsza typowo targowa gdzie można było kupić wszystkie potrzebne artykuły spożywcze. Na szczególną uwagę zasługiwały stoiska z owocami morza, rybami w rożnej postaci i innymi potworami morskimi, które wprawny kucharz mógł zamienić w niesamowite dania. Ta część myślę, że szczególnie zachwyciłaby Pana Makłowicza ;). Obeszliśmy stoiska i w poszukiwaniu kawy dotarliśmy do części, w której na środku stał wielki stół. Przy nim poustawiane krzesła barowe, a dokoła tego były punkty gastronomiczne oferujące jedzenie i picie. O tej porze dnia, a było w sumie po godzinie 09:00, nie było tam ludzi. Z tego co się zorientowaliśmy było to miejsce chętnie odwiedzane przez turystów, ale w porze późno wieczorowej. Podobno odbywają się tam fajne imprezy, bo wspólny stół i luźna atmosfera sprzyja integracji ludzi z różnych stron świata. My znaleźliśmy kawiarnię z babeczkami, które były robione na bieżąco. Widać było jak ciastkarze uwijali się przygotowując ten smakołyk. Zamówiliśmy sobie kawę, wciągnęliśmy po dwie pasteis i ruszyliśmy na prom. Z tego co wiemy hala jest piętrowa. Nam niestety nie udało się zajrzeć wyżej. Może innym razem.
Czy i jak doszliśmy do celu? Jak zakończył się ten wypad zainspirowany przez Hugo ? O tym w kolejnej odsłonie.