Pięć pałaców i browar – część I

Jakiś czas temu Marek wspominał mi, że umówił się ze swoim kumplem z Jeleniej Góry na przejechanie 100 km rowerem po okolicznych miejscowościach. Byłem pełen podziwu, bo 100 km na rowerze to już jest coś.  Pomysł super. Zastanowiłem się wtedy czy dałbym radę przejechać przysłowiową  setkę?  Do tematu powróciliśmy przy piwku w Lizbonie. Jako, że po powrocie jeszcze kilka dni mamy rezydować na Dolnym rzuciłem pomysł, że może byśmy się wybrali na taką wyprawę, ale  trochę krótszą – 50km byłoby w moim zasięgu. Lubię jeździć na rowerze, do tego piękne widoki i relaks jaki takiej wyprawie towarzyszy. Poza tym jazda na rowerze jest zbawcza dla mojego kolana, które muszę cały czas rehabilitować. Chwila rozmowy i dogadujemy temat. Marek ogarnie trasę, załatwi mi rower i kask. Jesteśmy umówieni.
Cała nasza wyprawa zaczyna się w Kopańcu. Marecki  przyjeżdża po mnie autem o  10.00. W zasadzie to  jestem już ogarnięty. Dopijam kawę i lecimy. Jedziemy do niego na chatę. Tam dostaję rower teścia ( któremu przy okazji pięknie dziękuje ) , kask Julii ( jej też niech będą dzięki )  i rozpoczynamy. Nastroje wyśmienite. Pogoda idealna na rowerowe wojaże.
Jadąc do Jeleniej w aucie Marek pokrótce mówi mi jak zaplanował trasę. Generalnie etap ma być w miarę płaski, przyjemny, trochę emerycki 😉 . Chce mi pokazać dolnośląskie pałace, no i zaplanowana jest jedna górska premia w Browarze Miedzianka. Jak Marek obiecał tak generalnie się zadziało. Jedziemy ścieżką rowerową tempem iście  spacerowym,  bo przecież nigdzie się nam nie spieszy. Pierwszy pałac jaki mamy zobaczyć jest położony w miejscowości Wojanów. Jadąc do naszego celu ścieżka rowerowa wiedzie nas przez urokliwe (jak dla mnie) małe miejscowości. Duża część trasy biegnie wzdłuż wijącej się rzeki Bóbr.
Po drodze mijamy kilku rowerzystów pozdrawiając się uniesieniem dłoni. Swoją drogą fajny jest to zwyczaj. Po drodze do Wojanowa w oddali zauważam budowlę, która przykuwa moją uwagę. Pokazuję Markowi ręką w kierunku zamku, który obudowany jest rusztowaniami, a charakteryzuje się ubytkiem głównej wieży. Tak przynajmniej z daleka to wygląda. Marek mówi mi, że jest to Pałac Bobrów. Stan techniczny obiektu jak na załączonym obrazku – opłakany. Natomiast stojące na rusztowania dają cień nadziei, że być może budynek wróci do dawnej świetności. Niestety Marek opowiada mi historię z której wynika, że nie jest to takie proste. Generalnie wiele tego typu obiektów na Dolnym Śląsku jest w opłakanym stanie i nic nie wróży im lepszych czasów. Żal patrzeć na to jak niszczeją te wspaniałe budowle pełne historii. Są obiekty, które mają szczęście. Znajdują się ludzie inwestujący swoje pieniądze i przywracający im dawny blask. Niestety Pałac Bobrów stoi w opłakanym stanie bez większych nadziei na zmianę sytuacji. Chcę tam pojechać i obejrzeć go z bliska. Jednak Marek mówi, że najpierw pojedziemy do Wojanowa, a w drodze powrotnej podjedziemy pod Bobrów i go sobie obejrzymy. Niestety tylko z daleka. W chwili obecnej obiekt jest zamknięty i nie ma możliwości żeby legalnie wejść do środka. Myślę nawet o „nielegalu”, ale nie mamy czasu  na skakanie po murach i płotach, bo plan na dzisiejszy rowerowy rajd jest napięty. Od Pałacu Bobrów do Pałacu w Wojanowie dzieli nas pięć minut jazdy na rowerze. Po mniej więcej takim czasie docieramy na miejsce. Jakże inny jest widok od tego jaki przed chwilą miałem możliwość zobaczyć.
Pałac w Wojanowie przeszedł wiele burzliwych chwil w swojej historii, jednak finalnie ma dużo szczęścia. Szczegółami jego dziejów nie będę was zarzucał. Jeśli kogoś one zainteresują  to warto zerknąć – https://www.palac-wojanow.pl/historia Obecnie cały budynek jest pięknie odrestaurowany. Na jego terenie mieści się ekskluzywny hotel, SPA z bogatą ofertą usług, dwie restauracje, obiekty sportowe i rekreacyjne. Zieleń wokół nie budzi zastrzeżeń  i jest zadbana. Wszystko urządzono ze smakiem i w dobrym guście. Widać, że zainwestowano tam bardzo dużo pieniędzy. Do środka nie wchodzimy więc na temat tego jakie są wnętrza nie mogę nic Wam napisać. Sądząc jednak po tym jak to wszystko wygląda na zewnątrz, to wewnątrz też musi być klasa. Oczywiście obchodzimy pałac dookoła. Robimy kilka fotek żeby uwiecznić nasz pierwszy zdobyty cel i ruszamy dalej. Kolejny pałac to mijany wcześniej Bobrów. Naciskamy na pedały i po chwili znajdujemy się u jego stóp. Teren wokół pałacu otoczony jest murem, natomiast na dziedziniec prowadzi brama.
Okazuje się jednak, że jest ona zamknięta na trzy spusty. Nie ma możliwości wjazdu. Obiekt położony jest na skarpie nad rzeką Bóbr. Leży u zbiegu granic Rudaw Janowickich, Kotliny Jeleniogórskiej i Gór Kaczawskich. Pałac ma bogatą historię i bardzo ciekawe dzieje. Obecnie znajduje się w prywatnych rękach. Niestety nie przekłada się to na jego stan techniczny. Osobiście jestem pod wrażeniem wysokiego kamiennego muru okalającego obiekt, który zachował się w dobrym stanie. Objeżdżając pałac Marek pokazuje mi miejsce tuż pod jego murami mówiąc, że jest to idealna miejscówka do spotkań rycerskich. Dochodzimy do wniosku, że mimo, iż obiekt jest mocno potrzebujący inwestycji i rewitalizacji, to ma olbrzymi potencjał. Na tyle mnie ten pałac intryguje, że jeszcze tego samego dnia sprawdzam sobie w necie historię zamku. Do czego was też gorąco zachęcam. 
Jedziemy dalej wzdłuż malowniczej rzeki Bóbr. Niestety pogoda zaczyna się zmieniać. Miało być ładnie, słonecznie – oczywiście według aplikacji pogodowych, ale „apki” jak to „apki” a pogoda zmienną jest. Pedałując w kierunku naszej pierwszej górskiej premii co chwile spoglądamy w niebo. Jego kolor nic dobrego nie wróży. Deszcz spadnie na prawno, pytanie tylko kiedy? Gdzie my wówczas będziemy? Jest duża szansa, że może solidnie zmoczyć nam tyłki 😉 . Do Browaru Miedzianka pozostaje nam już niewiele, bo kilka kilometrów. Łudzimy się z Markiem, że przed deszczem nam się uda tam dotrzeć. Niestety zaczyna padać. Na szczęście niezbyt mocno, raczej symbolicznie. Skrywamy się pod mostem, który akurat jest na naszej drodze. Chwilę stoimy z nadzieją, że deszcz się nie rozhula i pozwoli nam jechać dalej. W tym czasie ja zakładam kurtkę, biorę solidny łyk napoju z butelki i obaj czekamy aż przestanie padać. Mamy fart – po kilku minutach wiatr na tyle rozwiewa chmury, że przestaje kapać. Postanawiamy to wykorzystać i w tym czasie „przeskoczyć” do Miedzianki żeby skryć się pod jej gościnnym dachem i tam złapać chwilę wytchnienia. W nogach mamy już koło 30km, a czeka nas pierwszy taki w miarę solidny podjazd. Wyjeżdżamy w Janowicach Wielkich. Stamtąd mamy około półtora kilometrowy podjazd. Kiedyś byłem już w Miedziance i pamiętam, że kiedy jechałem tam autem mijałem rowerzystów, którzy pedałowali do góry. Pomyślałem sobie wówczas że są szurnięci, żeby pod taką górę pedałować. Ironia losu 😉 . Jadąc pod górę mogę się poczuć jak na górskim etapie wyścigu kolarskiego. Za to na szczycie czeka na nas przepyszna złocista nagroda i wspaniały widok. Okazuje się, że z podjazdem nie jest tak tragicznie. Ot przerzutki odpowiednio ustawione i bez „żyłowania się”, powolutku pod górę.
                  Nawet się nie oglądam, a już mym oczom ukazuje się budynek Browaru. Jeszcze tylko kilka mocnych naciśnięć na pedały i meldujemy się na parkingu przed restauracją. Na miejscu jest sporo samochodów i dużo rowerów. Parkujemy nasze bicykle w miejscu do tego przeznaczonym. Powiem szczerze, że mimo, iż podjazd jakoś mocno nas nie umęczył, to oddech na szczycie jest lekko rwany 😉 . Sam budynek browaru jest zbudowany w stylu nowoczesnym. Mimo to sympatycznie komponuje się z otoczeniem. Przed wejściem do budynku jest spory taras z pięknym widokiem, z którego możemy podziwiać panoramę gór Sokolich, Izerskich i Karkonoszy. Takie trzy w jednym 😉 . Niestety dzisiejsza aura sprawia, że siedzenie na zewnątrz odpada. Wchodzimy do środka.

Wnętrze jest przestronne, jasne z dużymi widokowymi oknami. Wszystkie stoliki są zajęte. Widzimy, że jest wielu rowerzystów, którzy tak jak my robią sobie w Miedziance przerwę na odnowę 😉 . Mamy problem, żeby gdzieś przycupnąć. Znajdujemy sobie dwa krzesełka przy stoliku i siadamy. Oczywiście wchodzimy do środka w maseczkach nie mówiąc już o obowiązkowym dezynfekowaniu dłoni. Jak wspomniałem, byłem już kiedyś w tym miejscu i stwierdzam, że od mojej ostatniej wizyty sporo się tu zmieniło – oczywiście na plus.
W restauracji podaje się różnego rodzaju piwa, które warzone są praktycznie na naszych oczach. Za przeszkloną ścianą widać kadzie i bez problemu można obserwować proces produkcji. Oprócz piwa w ofercie znajduje się również coś na ząb. Atmosfera raczej luźna. Klientela to cały przekrój turystów. Od piechurów przez rowerzystów po rodziny z dziećmi, które wpadają tu na obiad. Po chwili podchodzi do nas kelnerka i podaje nam kartę. Przy okazji pytam, czy istnieje możliwość zwiedzenia i lepszego przyjrzenia się produkcji piwa? Niestety. Kobieta odpowiada, że ze względu na pandemię w chwili obecnej nie oprowadzają gości po browarze, ale jeśli sytuacja wróci do normy wtedy jak najbardziej. Dodam, że na miejscu nie tylko można zjeść i napić się pysznego piwa, ale również można tu przenocować. Do dyspozycji turystów są cztery wieloosobowe pokoje. W Miedziance spędzamy około godziny czasu. Mieliśmy wcześniej się „zebrać” ale za oknem zaczyna padać z taką intensywnością, że nie ma możliwości wyściubić nosa. Poza tym atmosfera w restauracji jest na tyle przyjemna, że można tu siedzieć i siedzieć. Mimo, że perspektywa dłuższego pobytu jest kusząca, to czekają na nas jeszcze trzy pałace do odwiedzenia.

Jakie pałace udało się nam jeszcze zobaczyć? Czy udało nam się „łyknąć” 50-kę ? Gdzie nasza rowerowa eskapada się zakończyła? O tym wszystkim w kolejnym poście. Bądźcie czujni 😉 . 
CDN…