Parkujemy przed SOR-em. Wchodzimy do poczekalni. W powietrzu czuć zapach potu, środków dezynfekujących. Na plastikowych krzesłach pod gabinetem doktora siedzą petenci. Niektórzy wpatrują się w podłogę, inni posyłają nam wściekłe spojrzenia. Kolejka długa jak w komunie za papierem toaletowym. U lekarza zasada jest prosta. Jesteśmy z zatrzymanym, mamy pierwszeństwo. Od razu bez pardonu pakujemy się do gabinetu. Pacjenci patrzą na nas z wkurwieniem w oczach.
– Tak, lump oczywiście bez kolejki, słyszę za plecami.
W zasadzie to rozumiem tych ludzi. Też bym się wkurwił takim obrotem sprawy. Tymczasem mamy fart, bo doktorek jest na miejscu. Czasem bywa tak, że jest gdzieś na wyjeździe, wtedy trzeba swoje odczekać.
Lekarz, mimo że jest młody, to na jego twarzy już widać wypalenie zawodowe. Ewidentnie na dziś ma dość. Jak znam życie, to pewnie jego 20 albo 30 godzina w pracy.
– Dobry wieczór, doktorze, pewnie ciężki dyżur – zagaduję.
Facet nawet nie patrzy w naszą stronę, za to pielęgniarka uśmiecha się i puszcza do nas oko.
Doktor bierze od Adriana książkę lekarską dla osadzonych, spogląda na zatrzymanego.
– Widzę, że dobrze się pan czuje – rzuca. Wiecznym piórem zaczyna wypełniać rubryki.
Jestem tak zmęczony, że na tym etapie jest już mi wszystko jedno. Na szczęście mój partner kontroluje sytuację, mówi lekarzowi, o co chodzi, że badanie by się przydało zrobić jakieś stosowne do sytuacji. Lekarz jakby nie słyszał, co się do niego mówi, bazgrze w tej książce jak najęty. Adrian jeszcze raz powtarza:
– Panie doktorze, zatrzymany przewoził w żołądku kilogram kokainy.
W tym momencie Seba zaczyna tłumaczyć lekarzowi:
– Nooo, tak jak tu policjant mówi, przemyciłem kilo koksu w żołądku.
W tym momencie doktor oprzytomniał. Patrzy na naszą trójkę z niedowierzaniem.
– Taaakkk, jasne, kilo kokainy w żołądku, oczywiście. Widzę, że panów policjantów fantazja ponosi. Co, jakiś filmów o mafii się naoglądaliście?
Nasz zatrzymany nie wytrzymuje takiego poziomu ignorancji, odpala się nie na żarty.
– Noooo, kurwa, kilo koksu w żołądku, a co! Doktor wie, że ja mułem jestem, tak, kurwa, mułem! – macha przy tym skutymi rękoma, jakby dziecko kołysał.
Lekarz patrzy na Adriana, który potwierdzająco skinął głową. Następnie na mnie.
– No tak, to muł, panie doktorze.
Doktorek w końcu załapuje, co jest pięć. Zbladł, zesrany krzyczy:
– Siostro, siostro, szybko z pacjentem na rentgen.
Przebadali Sebę w szpitalu z góry na dół. Przerobili z nim chyba cały pakiet diagnostyczny, jaki tylko można było zrobić. Dla nas najważniejsze jednak jest to, że w książce zatrzymanych widnieje adnotacja: „Zatrzymany może przebywać w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych”.
Zwijamy się ze szpitala, wracamy do fabryki. Jest już grubo po północy. Adrian z zatrzymanym idą na dyżurkę.
– Leć do domu – mówi do mnie. – Ja już resztę ogarnę.
– Dzięki. – mówię z ulgą.
Wchodzę do pokoju, gaszę kompa, światło. Zamykam drzwi, przystawiam referentkę. To już jest koniec. Jeszcze tylko zdaje dyżurnemu broń, życzę chłopakom spokoju, wychodzę z komendy. Jest ciepła, wiosenna noc. Spoglądam w rozgwieżdżone niebo, biorę głęboki oddech. Mimo że jestem wyjebany jak koń po westernie, czuję, że będę miał problem z zaśnięciem. Natłok myśli przewala mi się przez głowę. Czy wszystko dobrze zrobiłem, czy nic nie zjebałem, czy mogłem zrobić to lepiej, czy nic mi nie umknęło?
Po drodze zachodzę na pobliską stacje benzynową. Spacerem wracam do domu, wypijając zimnego browara. Wchodzę na klatkę schodową, staję przed moim mieszkaniem, wreszcie w domu. Zamykam za sobą drzwi, ściągam łachy, biorę gorący prysznic. Podchodzę do lodówki, otwieram. Wita mnie światło, puszka groszku, pół litra wódki. Nalewam 50 gram, natychmiast wypijam. Kładę się do wyra. Po chwili robi mi się przyjemnie ciepło. Wszystkie myśli gdzieś odpływają, zasypiam.
Epilog
Siedzę w domu na kanapie, tępo wpatruję się w telewizor. Miałem dziś ciężki dzień. Jedyne, czego mi trzeba, to totalnego odkorowania. Skaczę po kanałach, szukając punktu zaczepienia. Moją uwagę przykuwa jedna z wiodących stacji telewizyjnych, która w głównym wydaniu wiadomości podała, że na warszawskim lotnisku Okęcie funkcjonariusze Straży Granicznej oraz Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali kobietę, która przyleciała do Polski z jednego z krajów Ameryki Południowej. Kobieta w walizce przewoziła 5 kilogramów kokainy.
Sebastian?
KoNiEc
