Poranek przywitał nas słońcem. Po przebudzeniu postanawiamy, że jak najszybciej się ogarniamy i zaczynamy naszą przygodę ze zwiedzaniem Brna. Dziś czeka nas intensywny dzień, ale już wcześniej postanawiamy sobie, że nie będziemy się spinać i do tematu podejdziemy po „lizbońsku” 😉  Tym bardziej, że w bagażniku naszego auta czekają na nas rowery, które w znaczniej mierze ułatwią nam poruszanie się po mieście.  Kiedy Ala szykuje się do wyjścia, ja schodzę na dół, co by ogarnąć nasze bicykle. Żeby je przewieźć w bagażniku, musiałem odkręcić koła, więc, aby sprzęt na nowo przywrócić do stanu używalności, wspomniane koła  trzeba znowu  przykręcić. Idąc do auta,  mam trochę obaw, bo nasza kwatera, jak wcześniej pisałem, jest usytuowana na skraju parku. Toyka stała zaparkowana na terenie nieoświetlonym i, powiem szczerze, bałem się, żeby nikt nam się do auta nie włamał. Jak się okazało, moje obawy były mocno na wyrost. Samochód stoi na swoim miejscu, rowery znajdują się w środku, wszystko jest w najlepszym porządku. Otwieram auto, z bagażnika wyciągam nasze „stalowe rumaki” – chwila, moment, i sprzęt jest gotowy, by wozić nim tyłki po Brnie. Wracam do pokoju. Ala już w gotowości, biorę plecak i schodzimy na dół. Postanawiamy, że od razu kierujemy się do centrum miasta. Siadamy na rowery, odpalamy navi i w drogę. Po przejechaniu kilkuset metrów oboje stwierdzamy, że zabranie ze sobą jednośladów było genialnym pomysłem.
Po ścieżkach rowerowych i ulicach mkniemy w kierunku starego miasta. Plan jest taki: docieramy do starówki, przypinamy gdzieś rowery, idziemy na śniadanie, potem kawa, a później – to się już zobaczy. Przewodnik mam w plecaku, więc coś się wymyśli. Po drodze na starówkę orientujemy się, że architektonicznie te Brno, które akurat mijamy jest mieszanką starych, zabytkowych budynków połączonych z typowo komunistycznymi blokami czy domami.
Zbliżając się do starego miasta, w pewnym momencie moją uwagę przykuwa otoczony murem obiekt z charakterystycznym dachem, na którym usytuowany jest wysoki komin. Budynek ten okazuje się być browarem, który jest chlubą miasta. Jak się później okaże, praktycznie w każdym sklepie czy lokalu można napić się przepysznego piwa „Starobrno”. Do browaru przynależy też ogródek piwny, gdzie serwowane jest zimne piwo, a przy okazji można coś zjeść. Nam jakoś nie było po drodze tam zagościć. Trochę mało czasu, ale przy okazji następnego pobytu w stolicy Moraw na bank tam wpadniemy 😉 .
Jadąc w stronę starego miasta, pierwsze, co rzuca się nam w oczy, to przepiękna neogotycka Katedra pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Świątynia stoi na wzgórzu i robi naprawdę niesamowite wrażenie. Oczywiście na jej widok zgodnie twierdzimy, że musimy przyjrzeć jej się z bliska i, jak już ogarniemy śniadanie i kawę, to obowiązkowo umieścimy ją w naszym dzisiejszym planie zwiedzania. Po około 15-minutowej jeździe docieramy na starówkę. Pierwsze, co widzimy, to rozłożone stragany i stoiska z owocami, warzywami i innymi dobrami spożywczymi. Otóż trafiliśmy na plac, na którym funkcjonuje Targ Zielny, zwany też „kapustnym”.
Widok robi wrażenie. Zdecydowanie my to lubimy! Kolorowo, pachnąco, naturalnie. Klimat, jaki na starówkach naszych miast, bywa raczej niespotykany. Postanawiamy, że tam zostawimy rowery, a dalsze zwiedzanie już na nogach. Przechodzimy przez Targ, zauważając, że  na pewne owoce, które możemy tam kupić, w Polsce jest jeszcze za wcześnie.
           
Dociera do nas fakt, że przecież jesteśmy na południu Europy, a tu jest cieplej, więcej słońca i wszystko kwitnie szybciej. Widząc mieszkańców Brna, kręcących się między straganami, zauważamy, że raczej nikt z nich się nie spieszy i to bardzo się nam podoba. Sama starówka nie jest może zbyt duża, ale za to bardzo klimatyczna i na swój sposób urokliwa. Mimo że Czechy generalnie nie ucierpiały w trakcie drugiej wojny światowej to Brno było dwukrotnie bombardowane przez wojska alianckie. Szczęśliwie, najważniejsze zabytki miasta nie ucierpiały, jednak na samej starówce gdzieniegdzie dostrzegamy przeplatankę starych, pięknych kamienic z, nie  boje się tego powiedzieć, ohydnymi, nijak pasującymi do klimatu, budynkami powstałymi po okresie wojennym. Wszystko to tworzy specyficzny, dość ciekawy klimat. Nam akurat przypada do gustu.
CDN…