Pora śniadaniowa w pełni, a my głodni i co gorsza – bez kawy. Jak żyć? 😉 . Przechodząc ulicami starego miasta, szukamy miejsca, gdzie będziemy mogli coś zjeść. Knajpek, jadłodajni w koło jest naprawdę mnóstwo. Wybór bardzo szeroki. Od małych, klimatycznych lokali, poprzez wykwintne restauracje, na sieciówkach z szybkim jedzeniem kończąc. Zachodzimy do jakiegoś bistro ze zdrową żywnością mieszczącego się przy Placu Wolności. Swoją drogą, chyba każde większe miasto ma plac Wolności 😉 .
Lokal nie za duży, w kolorach zieleni, co mnie delikatnie przeraża, bo mam akurat ochotę na coś z mięsem, a zieleń zwiastuje klimaty vege (które zresztą też bardzo lubię). Po wejściu do środka okazuje się, że moje obawy były na wyrost. Do wyboru dania z mięsem, jak i bez. Jest to typowe bistro z szybkim, acz muszę przyznać, smacznym jedzeniem. Ala zamawia jakieś kanapki, natomiast ja proszę o ryż z kurczakiem i czarnuszką. Danie na talerzu prezentuje się zacnie. Co do smaku, też nie mam nic do zarzucenia. Może nie jest to typowo śniadaniowy zestaw, ale na tę chwilę, jestem kontent. Kanapki Ali też wyglądają dobrze, a według jej relacji, smakują pycha. Płacimy za to śniadanie mistrzów 208 koron, co nie jest sumą wygórowaną.
Bistro tak nam przypada do gustu, że zastanawiamy się, nad tym, czy też wypić tam kawę. Dochodzimy jednak do wniosku, że nie ma co się ograniczać. Warto wybrać się gdzieś indziej, by móc odkryć nowe miejsce 😉 . Tak też robimy. Najedzeni, wychodzimy na starówkę w poszukiwaniu kawiarni, albo jakiegoś klimatycznego, ciekawego miejsca, gdzie będzie można w miłych okolicznościach małą czarną wypić. Po kilku minutach spaceru i rozglądaniu się wkoło, zauważamy restaurację Jean Paul’s. Przed lokalem przy stolikach siedzą Czesi popijając kawę. Naszą uwagę przykuwa nietypowy stolik, którego blat zastępował dach małego, znajdującego się pod nim, samochodu. Wydaje mi się, że to „fiat”, ale pewny nie jestem. Ten samochodzik na tyle nas intryguje, że postanawiamy, iż to właśnie tam, na „jego dachu” będziemy celebrować nasz codzienny rytuał 😉 .
Zasiadamy na krzesełkach. Po chwili podchodzi do nas kelnerka, u której składamy zamówienie. Ala do kawy bierze oczywiście obowiązkowe ciasto. Ja po śniadaniu jakoś na słodkości nie mam ochoty, ale kofeiny doczekać się już nie mogę. Siedząc na zewnątrz, obserwujemy przechodzących ludzi. Widzimy, jak miasto budzi się do życia. Znowu zauważamy, że wśród mieszkańców panuje taki sympatyczny luz. Ludzie, przeważnie uśmiechnięci, nie za bardzo się spieszą, mają czas na kawę, przyjazny gest czy rozmowę. Kelnerka, która przynosi nam małą czarną, też zamienia z nami kilka słów, a potem wdaje się w dyskusję z innymi gośćmi. Wszystko z uśmiechem na twarzy i życzliwością. Siedząc przy „dachu samochodu”, popijając kawę, zauważamy, że jest bardzo mało turystów. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy przecież w trakcie pandemii, choć podczas naszego całego pobytu w Brnie praktycznie nie dało się tego odczuć. Nie licząc tego, że turystów było jak na lekarstwo, to generalnie Czesi nie używali żadnych maseczek, przyłbic czy rękawic ochronnych. O tym, że jesteśmy w takim specyficznym czasie, przypominały tylko stojące w sklepach i lokalach dystrybutory płynów dezynfekujących dłonie, z których zresztą nikt nie korzystał.
Oprócz kawy, w restauracji, w której siedzimy, można zjeść potrawy kuchni włoskiej. Przez okno za naszymi plecami widzimy, jak przygotowywany jest makaron w sosie z parmezanu. Do tego dochodzi niesamowity zapach. W środku bardzo ciekawy wystrój, a klimatu całości dodają butelki wina, które są poukładane na półkach wzdłuż ścian lokalu.
Przy kawie postanawiamy, że nasze zwiedzanie rozpoczniemy od przewodnikowego „musisz to zobaczyć”, czyli Dom Panów z Lipy, zwanego też Pałacem Schwanza. Tym bardziej, że od miejsca, w którym właśnie siedzimy, do tej pięknej renesansowej kamienicy dzieli nas przysłowiowy rzut beretem. Ala wyczytuje w przewodniku, że na dachu tego budynku jest restauracja w której można napić się wina, piwa, a z tarasu rozpościera się kapitalny widok na starówkę. Szczególnie opcja tego widoku na miasto sprawia, że Dom Panów z Lipy idzie na pierwszy ogień naszego zwiedzania. Na kofeinowym kopie dźwigamy tyłki i spacerkiem idziemy w kierunku naszej pierwszej atrakcji.
CDN…



