Muzeum Mickiewicza, wyspy książęce

     Niepozorny budyneczek w jasnym kolorze, z tablicą pamiątkową na ścianie. Co ciekawe, dom ten wyróżnia się na tle pozostałych – jest zadbany, a elewacja elegancko pomalowana. Miło trafić w takim miejscu na coś, co jest związane z naszym krajem.

   Podchodzę do drzwi, łapię za klamkę… i nic. Drzwi nawet nie drgną. Szarpię kilka razy, ale bez powodzenia. Spoglądam na Alicję. Ona, tak jak ja, jest mocno zdegustowana tą sytuacją. No cóż, szkoda, że dom jest zamknięty. Przeszliśmy kawałek drogi, jesteśmy w Stambule, a zapowiada się na to, że nawet nosa nie wsadzimy do środka. Nie zwiedzić tego miejsca byłoby naprawdę słabo.
   Spoglądamy na siebie i podejmujemy decyzję, że wracamy. W pewnym momencie zauważam przycisk przy drzwiach – bankowo to dzwonek. Naciskam kilka razy. Przez chwilę czekamy, ale odpowiada nam tylko głucha cisza. Nic się nie dzieje. Zawiedzeni odwracamy się na pięcie i… w momencie, gdy już mamy się zawijać, ku naszemu zdziwieniu nagle drzwi wejściowe do kamienicy się otwierają.
  Odwracamy głowy. W progu stoi zaspany mężczyzna. Pytamy, czy można wejść. On z uśmiechem na ustach i skinieniem ręki zaprasza nas do środka. Facet udostępnia nam cały obiekt, który – swoją drogą – jest bardzo kameralny. Kilka pokoi z rzeczami związanymi z Mickiewiczem. Ekspozycja skromna, ale jakoś tak ciepło robi się na duszy. Cała wizyta trwa może 10 minut. Stajemy przed budynkiem i… kurde, mimo że fanami Mickiewicza nie jesteśmy, to czujemy wzruszenie. Cieszymy się, że mogliśmy tu zajrzeć. Warto to zrobić – to fajny ślad polskości w tym mieście.

Pamiętajcie jednak, że jeśli będziecie się tam wybierać, to koniecznie za dnia. Wieczorny pobyt w tej okolicy może nie być najbezpieczniejszą przygodą.
   Na naszą dzielnicę wracamy metrem. Zaglądamy do hotelu, łapiemy chwilę oddechu. Spoglądam na zegarek – pora jeszcze wczesna. Szkoda czasu na siedzenie w pokoju. Lecimy nad Bosfor. Do cieśniny mamy przysłowiowy rzut beretem.
    Po drodze zachodzimy do sklepu, robimy zakupy w normalnych cenach. Butelka wina – 25 zł, piwo Efes – 7 zł. Do tego wielka paka czipsów. Tak zaopatrzeni idziemy znaleźć sobie miejsce do kontemplacji 😉.
  Kiedy wychodzimy z cienia zabudowań i wszechobecnych restauracji, w których już grupy turystów zaczynają biesiadować, trafiamy nad brzeg cieśniny. Wzdłuż ciągnie się promenada z pasem zieleni. Na trawie porozkładane są koce, na których leżą ludzie korzystający z promieni zachodzącego słońca.

  Idąc za ich przykładem, znajdujemy sobie miejscówkę, podziwiamy okoliczności przyrody i kapitalne widoki. Wisienką na torcie były dwa delfiny, które co jakiś czas – ku uciesze spacerowiczów – pojawiały się przy oddalonym o kilkadziesiąt metrów falochronie. Pierwszy raz w życiu widzę te ssaki na wolności. Niesamowite uczucie. Polecam każdemu.

  Kiedy wracamy do hotelu, jesteśmy wyjechani jak konie po westernie. Oboje stwierdzamy, że nie mamy już sił na tak intensywne zwiedzanie. Dziś zrobiliśmy mnóstwo kilometrów – zdecydowanie czujemy to w nogach. Co jutro? Jutro Wyspy Książęce.
  Nawoływań muezina do modlitwy z pobliskiego meczetu już praktycznie nie słyszę. To znak, że zaczynam wklejać się w to miasto. Kiedy otwieram oczy, czuję, jak wszystko mnie boli. Efekt naszego wczorajszego dreptania po Stambule. Dziś dzień zapowiada się wybitnie lajtowo. Alicja zabiera nas na Wyspy Książęce – dziesięć wysp na Morzu Marmara. My będziemy eksplorować Büyükadę.
  Plan nie jest ambitny – nie zrobimy dziś kilometrów pieszo. Dlaczego? Bo podobno głównym środkiem transportu na tej wyspie jest rower. Szykuje się więc rowerowy dzień, i to mnie bardzo cieszy.
  Po śniadaniu pakujemy plecaki i ruszamy w drogę. Bez problemu docieramy do stacji metra. W zasadzie zaczynamy się czuć w Stambule jak u siebie. Wskakujemy do składu, który właśnie podjechał. Wewnątrz nie ma zbyt wielu ludzi. Zauważyłem, że – w porównaniu z europejskimi miastami – stambulskie metro nie cieszy się wielką popularnością. Może to tylko nasza perspektywa, ale w porównaniu z londyńskim czy barcelońskim, tutejsze pociągi świecą pustkami.
  Po kilkunastu minutach jazdy wysiadamy z pociągu i wychodzimy na powierzchnię. Przechodzimy przez ulicę i dosłownie po kilkunastu metrach jesteśmy na przystani promowej, skąd popłyniemy na Büyükadę.
  Przed wejściem na przystań okazuje się, że nie mamy już środków na kartach. Jakiś miły lokals, widząc nasze „zmagania” z automatem do doładowywania İstanbulkart, z uśmiechem na ustach podchodzi i pomaga nam ogarnąć temat. W zasadzie to zastanawiamy się, dlaczego nie mogliśmy sobie poradzić. Przecież już kilka razy to robiliśmy. Winę zwalamy na wczesną porę i brak kawy 😉.
  Przykładam kartę do czytnika i przechodzę przez kołowrotek. Ala robi dokładnie to samo. Tak się znakomicie składa, że prom, którym będziemy płynąć, już na nas czeka.
  Kiedy tylko wchodzimy na pokład, statek odbija od brzegu. Co za wyczucie czasu! Podróż na wyspę układa się idealnie. Znajdujemy sobie miejscówkę na pokładzie i podziwiamy widoki. Statek płynie dość szybko. Rozglądam się – jest sporo pasażerów, praktycznie sami turyści. Mimo wielu języków, jakie słyszę, polskiego nie udaje mi się wychwycić. Czyżby dziś nasi rodacy tu nie dotarli?

  Statek zmierza do celu, a ja gapię się w morze. Mam cichą nadzieję, że może uda mi się znów zobaczyć delfiny. Wczorajsze spotkanie z tymi majestatycznymi ssakami zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Niestety, dziś ich nie dostrzegam. Za to przez praktycznie całą drogę towarzyszą nam mewy, które krążą nad promem.
  Przez chwilę zastanawiam się, o co chodzi z tymi ptakami. Po chwili orientuję się – mają zapewniony darmowy posiłek. Widzę, jak ludzie dokarmiają je, rzucając im kawałki chleba i bułek. No, tak to można się ustawić – kilka kursów i wyżerka na cały dzień 😉
CDN…

Zostań PaTrOnEm bloga Zmysłami przez Świat. Jeśli lubisz moją twórczość, wesprzyj mnie w rozwoju tego projektu. Nawet najmniejsze finansowe wsparcie będzie dla mnie dowodem uznania dla tego co robię https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl  Ja piszę, Ty stawiasz kawę, pijemy razem 😉  https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat 

Do moich Patronów i kawowych wspomożycieli co jakiś czas będą leciały artefakty z naszych podróży

Za okazane wsparcie z góry serdecznie dziękuję !