Mikulov – do zobaczenia

Rowerami zjeżdżamy na mikulovski rynek. Chcemy jeszcze zobaczyć grobowiec Dietrichsteinów. Jest to okazała budowla stojąca na rynku. Niegdyś był to kościół, z którego  w XVIII wieku zrobiono grobowiec rodziny. W chwili obecnej znajduje się tam ponad 40 trumien. My do środka nie wchodzimy, jakoś nie mamy weny i sił już brakuje trochę na zwiedzanie. Postanawiamy, że kiedy ponownie nawiedzimy Mikulov to wtedy bankowo ten obiekt będzie na naszej top liście. Tymczasem dzisiejszy dzień daje się nam we znaki.
Mimo że trochę pieszo, trochę na rowerach, to jednak czujemy zmęczenie. Poza tym mamy wielką ochotę na kawę. Rozglądamy się, szukając miejsca, gdzie można spokojnie usiąść i bez zbędnej spiny uzupełnić kofeinę w organizmie. W oczy wpada nam pewna kawiarnia, która nazywa się Galerie Konvent. O tym, że jest to lokal gastronomiczny, świadczą stoliki, które stoją na zewnątrz. Trochę dziwi nas fakt, że nikogo nie ma. Mam na myśli klientów. Na schodach przy lokalu siedzą tylko dwie kobiety i głośno ze sobą rozmawiają. Wchodzimy przez stylową bramę zrobioną z kutego żelaza. Siadamy przy stoliku, rozglądamy się i zdajemy sobie sprawę, że totalnie przez przypadek trafiamy do bardzo klimatycznego i, jak się potem okazało, kultowego miejsca w Mikulovie. Trochę na uboczu od głównego rynku kawiarnia schowana jest na tyłach byłego klasztoru Kapucynów, którego mury otaczają kawiarniany ogródek. Do jednej ze ścian przylegają schody prowadzące na coś w rodzaju krużganka. Przy kolejnej ścianie będącej na przeciwko wejścia również są schody, którymi z kolei można wejść na wyższą kondygnację, a następnie przejść na krużganek. Wszystko sprawia wrażenie, jakbyśmy znajdowali się gdzieś w na południu Włoch czy w Hiszpanii. Z takimi miejscami właśnie nam się kojarzy wszystko, co tu widzimy. Jak się okazuje, jedna z kobiet, jest właścicielką lokalu. Kawiarnia miała zostać już zamknięta, bo w naszej obecności mały chłopiec, chyba syn drugiej kobiety, składa krzesełka i wnosi je do środka. Trochę nas ta sytuacja zaskakuje i czujemy się przez chwilę nieswojo. Mamy poczucie, że się komuś już na fajrant pakujemy do lokalu. Kobieta jednak nas uspokaja że nie ma problemu i z przyjemnością zrobi nam kawę, którą  spokojnie możemy wypić. Zajmuję miejsce przy stoliku, pod który wpakował się piękny bury kot.
Ala zamawia nam kawę i po lampce wina. Czuję się jakoś tak bardzo spokojnie i luźno. Mimo że lokal był praktycznie zamykany, to nie ma żadnej spiny czy problemu. Pani przynosi nam zamówienie  do stolika i zajmuje się dalszą konwersacją ze swoją znajomą. Ot, taki południowy luz. Ala jest pod wrażeniem tego, co zobaczyła wewnątrz kawiarni. Na jej twarzy rysuje się zachwyt. Zaciekawiony wchodzę do środka i faktycznie wnętrza są niebanalne. Przestrzenne, w ciekawej kolorystyce, ze schodami wzdłuż ścian prowadzącymi na piętra lokalu. Trochę ciężko jest mi Wam to zobrazować i żałuję, że nie „cyknąłem” kilku fotek. Jak się okazuje, w Konvencie, oprócz kawiarni, która w zasadzie jest tylko dodatkiem, organizuje się wernisaże, koncerty, przedstawienia teatralne. Słowem, pijemy kawę w centrum kulturalnego życia Mikulova. Spędzamy tam dobre 40 minut i zdecydowanie nam się nie spieszy. Możemy tam siedzieć i siedzieć. Klimat sprzyja, miejsce ciche, spokojne. Mamy uczucie, że trafiliśmy do takiej oazy, będącej odskocznią od gwarnego centrum miasta, które znajduje się  tuż obok. Zupełnie tego  nie czuć, że kilkanaście metrów od nas miasto tętni życiem. Zbieramy się w końcu do domu. Płacimy rachunek i żegnamy się z burym kotem. Wracamy spacerem na kwaterę.
Pora jest  dość późna, a my też już jesteśmy trochę padnięci. Zdajemy sobie sprawę, że już jutro nasz czas na Morawach dobiegnie końca. Idąc rynkiem, widzimy, że mimo wieczorowej pory i okresu wakacyjnego, nie ma zbyt wielu turystów. Niestety tu też koronawirus zrobił swoje. Mamy nadzieję, że ludzkość szybko upora się z tą zarazą i będzie znowu można bez żadnych problemów podróżować. W domu szybka kolacja. Przy kieliszku wina zastanawiamy się, jak jutro będzie wyglądał nasz dzień i powrót do domu. Kusimy się nawet na małe podsumowanie naszego pobytu w Mikulovie. Jesteśmy pod wrażeniem tego miasta, aczkolwiek dla nas jest tu trochę zbyt snobistycznie. Strach pomyśleć, jak może tu być w szczycie normalnego sezonu turystycznego. Czy wrócimy do Mikulova? Myślę, że jest jeszcze kilka miejsc, które chciałbym zobaczyć, a których podczas tego pobytu nie było nam dane ujrzeć. Może i mogliśmy ogarnąć wszystkie atrakcje w dwa dni, ale po co się spieszyć i ganiać z wywieszonym językiem. Teraz jest pretekst, żeby tu zawitać jeszcze raz. Może przy okazji jakiegoś wypadu do Chorwacji, bo podobno jest to opcja, którą często stosują nasi rodacy jadący na Bałkany. Zatrzymują się tu na nocleg. My polecamy zatrzymać się, ale na pewno nie na jedną noc, a raczej dwie, a optymalnie na trzy maksymalnie cztery dni. Przed pójściem spać postanawiamy, że do domu pojedziemy trochę inną drogą, zahaczając  pobliskie miasteczko Pavlov. Ponoć jest tam mniej snobistycznie, wino leje się na ulicach, a do tego miejscowość położona jest przy malowniczym jeziorze. W zasadzie nie mamy ze sobą dzieciaków, nic nas nie goni, mamy jeszcze kilka dni urlopu, więc czemu nie.

 

THE END 😉