Malta wita gości.

Kopaniec, niedziela 17 lipica 2022r.  Żegnamy się z tatą Ali i naszym starym kocurem Manfredem. Wsiadamy do wysłużonej „przyjaciółki” Toyki. Odpalamy silnik, jedziemy do Jeleniej Góry. Wjeżdżamy na osiedle Zabobrze, gdzie na parkingu spotykamy Mikulskich. Witamy się serdecznie, przesiadamy do „Markowozu” i rozpoczynamy nasze wspólne, kolejne wakacje. Do wylotu mamy sporo czasu więc ciśnienia nie ma. Osobiście staram się planować podróże tak, żeby mieć zapas czasowy do przybycia na lotnisko. Wiecie taka „schiza”, że przecież zawsze może się coś po drodze nieprzewidzianego zdarzyć. Głupio byłoby się spóźnić 😉 . Wolę dłużej siedzieć na lotnisku niż w nerwach gnać z wywieszonym językiem w obawie, że samolot odleci bez nas.
Rolę samochodowego nawigatora przejmuje Monika. Podróż mija nam bardzo sympatycznie, humory dopisują. Wydaje się, że nic złego w trakcie drogi nie może nam się przydarzyć. Wydaje się? No właśnie. Jedziemy, jedziemy i końca naszej trasy nie widać. Zaczynam się trochę niepokoić taką sytuacją. W pewnym momencie w aucie robi się lekko nerwowo. Zdajemy sobie sprawę, że zabłądziliśmy. Wiecie jak to jest kiedy zaczyna się urlop. Towarzystwo pozytywnie rozemocjonowane,  roześmiane, rozgadane. Jeden minięty zjazd i jest nieciekawie. Na szczęście szybko naprawiamy błąd i z delikatną obsuwą czasową  docieramy do Wysokiej, gdzie mieszka brat Moniki. Miejsce strategiczne, bo położone blisko portu lotniczego. Tam Marecki zostawia auto, a brat Moniki swoim samochodem wiezie nas już prosto na lotnisko. Przejazd trwa około 15 minut. Szczerze mówiąc kamień spada mi z serca, bo w pewnym momencie obawiałem się, że możemy nie zdążyć, albo pojawić się dosłownie w ostatniej chwili. Takie sytuacje zawsze sprawiają, że pojawia się u mnie lekka palpitacja serca ???? .
 Na terminal praktycznie wbiegamy. Mamy szczęście, bo w tym czasie na terenie obiektu nie ma wielu pasażerów. Postanawiamy, że bez zbędnej zwłoki idziemy się odprawić. Podchodzimy do bramki, pokazujemy nasze karty pokładowe. Pracownik lotniska mówi nam, że walizki kabinowe, które mają dziewczyny muszą normalnie nadać w miejscu, gdzie przyjmuje się duże bagaże. Do tej pory „kabinówki” zabieraliśmy na pokład samolotu, dlatego taka sytuacja jest trochę dla nas dziwna. Cóż takie przepisy, więc nie ma co dyskutować. Monika z Alą zdają swoje bagaże, po czym stajemy w kolejce do odprawy. Kiedy chcemy dopełnić formalności okazuje się, że musimy mieć jeszcze jakieś kwitki dotyczące covid. W związku z tym powstaje trochę zamieszania. Załatwiamy tę sprawę i ponownie stajemy w kolejce. Razem z Moniką przechodzimy przez bramki, natomiast Marek i Ala mają problemy. Po chwilowym zamieszaniu w komplecie udaje się nam się przejść kontrolę bezpieczeństwa. Do startu mamy jeszcze chwilę. Na hali odlotów zajmujemy strategiczne miejsce i najzwyczajniej w świecie czekamy. W pewnym momencie dostajemy komunikat, że lot na Maltę jest nieco opóźniony. Po godzinie 22.00 stajemy w kolejce, żeby móc wejść na pokład. Tu już nie ma żadnych problemów. Po kilku minutach jesteśmy w samolocie. Siadamy na wyznaczonych miejscach, które przy odprawie wylosował nam komputer, zapinam pasy i startujemy.
Nie lubię latać w sensie takim, że kiepsko czuję się, kiedy samolot startuje i ląduje. Nie potrafię opisać tego uczucia. Po prostu odzywają się we mnie jakieś irracjonalne lęki 😉 . Maszyna odrywa się od pasa startowego. Kobieta siedząca obok mnie zauważa, że mam lekkiego cykora. Kiedy osiągamy odpowiedni pułap, na pokładzie odzywa się dźwięk komunikujący, że można odpiąć pasy bezpieczeństwa, oddycham z ulgą. Myślę sobie – jeszcze tylko lądowanie i będzie git.
 Podróż mija mi w bardzo miłej atmosferze. Moja towarzyszka podróży jest osobą bardzo komunikatywną. Jakoś tak naturalnie nawiązujemy rozmowę. Taki stan rzeczy trwa już do końca podniebnej podroży. W zasadzie buzie się nam nie zamykają. Tematy poruszane są bardzo różne. Dzięki temu czas mija mi błyskawicznie. W trakcie prowadzonej konwersacji dowiaduję się, że Ona leci na urlop ze swoimi dzieciakami. Na miejscu są już jej znajomi. Generalnie będzie stacjonować na wyspie Gozo. Co ciekawe moja sąsiadka przy zakupie biletu nie rezerwowała sobie konkretnego miejsca na pokładzie. To, że siedliśmy obok siebie zawdzięczamy komputerowi, który losowo nam je przydzielił. Mało tego, do Polski wracamy tym samym rejsem. Śmiejąc się rozważamy czy w drodze powrotnej również siądziemy obok siebie. Byłoby fajnie, bo mielibyśmy czas, żeby podzielić się naszymi wrażeniami z pobytu ???? .
Nawet nie wiem, w którym momencie koła samolotu stykają się z maltańską ziemią. Maszyna traci prędkość, zatrzymuje się w wyznaczonym miejscu. Teraz następuje rytuał, którego za bardzo nie mogę zrozumieć. Otóż znakomita większość pasażerów wstaje ze swoich siedzeń. Wyciąga z luków bagażowych torby, plecaki i na stojąco czeka na opuszczenie samolotu. Zastanawiam się, dlaczego nie można spokojnie poczekać siedząc? Cóż, zostawiam to. Po chwili stewardesa otwiera drzwi. W tym momencie można bezpiecznie wysiąść. Żegnam się z moją towarzyszką podróży, życząc udanego wypoczynku. Kiedy przekraczam próg maszyny czuję na twarzy powiew bardzo ciepłego i wilgotnego powietrza. Lubię to uczucie. Łapię głęboki oddech, uśmiecham się do siebie. Jesteśmy, udało się! Witaj Malto! Nasze plany się ziściły, co w dobie przeróżnych dziwnych decyzji dotyczących zarazy nie było do końca takie oczywiste.
Reszta ekipy wysiada wcześniej niż ja. Czekają na mnie stojąc na płycie lotniska. Wszyscy jesteśmy zadowoleni, że właśnie rozpoczynamy nasz kolejny wspólny urlop. Dla mnie jest to szczególny czas. Wiele zmieniło się w moim życiu. Od jakiegoś czasu zmagam się z depresją. Rozpocząłem farmakoterapię i podjąłem decyzję, że kończę moją służbę w Policji. Nie planowałem tego, jednak choroba nie dała mi innej możliwości. Dotarło do mnie, że stan mojego zdrowia to nie żart i przede wszystkim muszę o siebie zadbać. Te maltańskie wakacje są w tym momencie dla mnie czymś genialnym. Muszę złapać dużo słońca i spokoju. Właśnie, jeśli chodzi o słońce to prognoza pogody w trakcie naszego pobytu na wyspie wskazuje temperatury po 39, 38 stopni w dzień. Nocami ma być 26-27. Uwielbiam ciepło więc dla mnie taka aura będzie w sam raz. Tak mi się przynajmniej wydaje.
Wejście naszej czwórki na terminal maltańskiego lotniska jest początkiem „kloszard’s day”.  O tym jak to wyglądało będziecie mogli się dowiedzieć czytając kolejny blogowy wpis o tym  jak to Zmysły na Malcie były 😉 . 

 

CDN…