Malta – prolog

Malta wypadła nam totalnie przypadkowo. Wyskoczyła jak królik z kapelusza.          1 stycznia 2022 roku, rano po wypitym małym piwku i ponownym wskoczeniu na falę zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie tym razem pojedziemy bez dzieci na wakacje? Tego typu eskapady stały się już naszą tradycją. Zawiązał się nawet nieformalny seniorski „zmysłowy” skład, czyli Marki i My. Ten stan rzeczy zamierzamy pielęgnować, choćby nie wiem co 😉 .  Pada kilka pomysłów, kilka miejsc które chcielibyśmy zobaczyć, ale w zasadzie nic konkretnego nie ustaliliśmy.
Biorąc pod uwagę niepewną sytuację pandemiczną oraz nauczeni doświadczeniem, kiedy to w ostatniej chwili przez zarazę odwoływano nam loty postanawiamy, że coś znajdziemy, ale w późniejszym terminie. Poczekamy chwilę niech sytuacja z covidem trochę bardziej się wyklaruje. Tak minęło parę miesięcy a my wciąż nie podjęliśmy żadnej strategicznej decyzji, co do naszych błogosławionych wakacji bez dzieci.
Czas upływał nieubłaganie natomiast wybór naszej urlopowej podróży leżał gdzieś schowany głęboko w szafie. Zaczęło mnie to trochę już „gryźć” i niepokoić, że nic się nam jeszcze nie „urodziło”. Pewnego dnia na moją osobę spłynęła iluminacja. Mówię sobie, że dziś  jest ten dzień, kiedy muszę znaleźć nam jakieś wakacje. Nie ma co się dłużej ociągać tylko trzeba przysiąść i zarezerwować lot. W wielu rozmowach, do których dochodziło na kanwie naszych spotkań padały różne pomysły, ale były to raczej tylko luźne niezobowiązujące propozycje. Siadam przed monitorem komputera i „odpalam” strony tanich linii lotniczych. Sprawdzam, przebieram, wybieram, porównuję oferty, aż w oko wpada mi lot na Maltę.
Cena 500zł w obie strony wydaje się być bardzo atrakcyjna. Poza tym lot jest z Wrocławia. To miasto bardzo nam odpowiada ze względów logistycznych. Możemy zawieźć naszego kota Manfreda do Kopańca i tam zostawić go pod dobrą opieką. Markom też pasuje. Z Jeleniej na lotnisko jest przysłowiowy rzut beretem. Okazuje się też, że brat Moniki mieszka we Wrocku i u niego możemy bez problemu na te kilka dni zostawić auto. Jedynym aspektem, który delikatnie mnie niepokoi jest godzina odlotu. Samolot z Wrocławia startuje o godzinie 22.00. Na Malcie powinniśmy być chwilę po północy. W grę wchodzi kwestia zameldowania się o tak późnej porze. Powiem szczerze, że rezerwując lot za bardzo o tym nie myślę. Jak się później okazało było to błędem! 🙂 W tamtej chwili wierzę, że kiedy znajdziemy jakąś kwaterę, to bez problemu uda się nam ten temat ogarnąć i się zakwaterujemy.
Tak naprawdę o Malcie nie wiem zbyt wiele. Kiedy zadecydowaliśmy, że zabukuję lot, wklepuję w wyszukiwarkę słowo Malta. Pojawia się sporo informacji, w które raczej się nie „wgryzam”.  Kursor ląduje na opcji grafika. Klik i na monitorze pojawiają się zdjęcia, które wzbudzają moje zainteresowanie. Przeglądam foty i dochodzę do wniosku, że ten wyjazd może być naprawdę ciekawy. Siedzę z „nosem w kompie”, Ala krząta się po domu. Rzucam w jej kierunku krótkie pytanie: „Czy błogosławiony czas bez dzieci możemy spędzić na Malcie?”  Mówię, że wylot jest z Wrocławia, bilety nie są strasznie drogie, jest morze i będzie fajnie. Słysząc taki przekaz moja druga połowa i towarzyszka podróży podchodzi z zaciekawianą miną, spogląda na ekran, chwilę się przygląda i mówi: „Super, lecimy!” Muszę jeszcze zatelefonować do Marków, spytać czy taki kierunek będzie im odpowiadał.  Z książki kontaktów mojego telefonu wybieram numer do Marka. Nasza rozmowa jest bardzo krótka, rzeczowa, po prostu męska. Proponuję wypad na Maltę. Mówię o ustaleniach, pytam, co na to Marecki? Odpowiedź brzmi: „Jasne, że lecimy. Z wami wszędzie!” 😉  .
Zarezerwowanie lotu zajęło mi dosłownie chwilę. Oczywiście wybieramy bagażową opcję ekonomiczną. Zabieramy ze sobą dwie walizki kabinowe i po plecaku. Formuła już sprawdzona w naszych wspólnych wojażach, więc z tym nie mamy już żadnych problemów. Monika jak zawsze ogarnia nam ubezpieczenie, Marek dba o znalezienie noclegu. Po kilku dniach przesyła mi zdjęcie hotelu, w którym mamy spędzić kilka urlopowych dni i nocy.

Nasza noclegownia nazywa się: Blubay Apartaments by ST Hotels. Koszt pobytu to 3000 zł dla 4 osób za 7 dni. Czy to dużo? Cena jest jak najbardziej do akceptacji. Doba wychodzi po sto kilka złotych za osobę. Oglądam zdjęcia tego hotelu. Na stronie internetowej prezentuje się imponująco. Piękny apartament, balkon z widokiem na morze, basen do dyspozycji, darmowe wi-fi. Czego chcieć więcej?  Lecimy na Maltę!!!

 

CDN...