Krakowska Italia

Pizzeria do której zabrał nas Paweł i Basia znajduje się w miejscowości Bibice przy ul. Warszawskiej 170a po drodze z Bochni do Kozierowa. Zaiste trafić tam nie łatwo. Nam udało się zjazd prowadzący na parking pizzerii ominąć i skręcić za sąsiadującą z lokalem myjnię samochodową. Zresztą nie pierwszy raz, bo wracając z Bochni zamiast na Kraków-Katowice, skręciliśmy na Rzeszów. Ale to już taka nasza tradycja ;). Na miejscu czeka już Paweł z Basią i dzieciakami, które kończą swoją pizze. Parking jest już prawie zajęty. Prawie, bo nam jeszcze naszą Toyką udało się wcisnąć. Sam lokal… coś niesamowitego jak prosto i niewielkim kosztem, za to pracą i włożonym sercem, można wyczarować takie miejsce. Pierwsze co rzuca się w oczy to fantastycznie utrzymania zieleń.
            
Wszystko wygląda na przemyślane i zaplanowane. Rośliny fajnie się ze sobą komponują. Sama pizzeria zrobiona jest z kontenerów mieszkalnych, które są ze sobą połączone. Nie jest to duża przestrzeń, ale jak na takie warunki jest przytulnie i nie odczuwa się zbytniego tłoku. Na co my z Alą zwracamy szczególną uwagę poza pizzą to ściany kontenera ukryte za euro paletami, na których wiszą doniczki z kwiatami. To, że podróże inspirują nie ulega wątpliwości, bo jednocześnie patrząc się na te ściany stwierdzamy, że my też wykorzystamy ten patent. Wcześniej, jeszcze będąc w drodze z Bochni, skontaktowaliśmy się z Basią, która wysłała nam menu, żebyśmy mogli sobie coś zamówić. Dzięki temu, że zamówienie poszło wcześniej, pizza jest gotowa niemalże zaraz po naszym przybyciu. Rodzajów pizzy nie jest wiele. Nie znajdziecie tam tego, co w zwykłej pizzerii, czyli miliona składników na placku. W karcie znajduje się kilka pozycji. Za to wszystko ze składników naprawdę dobrej jakości. Taki mieliśmy przekaz od naszych znajomych. W takim momencie nie mogę sobie odmówić pysznego, zimnego czeskiego Bernarda w butelce. Jesteśmy tak głodni, że danie znika z talerzy natychmiast. Uwaga pizza nie jest krojona na kawałki. Trzeba samemu ją ogarnąć, co chyba nie stanowi dużego wyzwania tym bardziej, jeżeli mamy do dyspozycji sztućce. Basia kupiła też chleb, który jest wypiekany na miejscu. Oprócz pizzy lokal ten funkcjonuje jako sklep, w którym sprzedaje się specjały kuchni włoskiej oraz prowadzone są też warsztaty w robieniu pizzy.

Powiem szczerze, że miejsce to cieszy się dużą popularnością, bo kiedy my tam siedzieliśmy, a nie był to długi czas ze względu na dzieciaki, to przez lokal przewinęło się naprawdę wiele osób, co zrobiło na mnie duże wrażenie. Obsługa uwijała się jak tylko mogła, ale nie było to działanie w amoku, jaki czasem można zobaczyć w podobnych lokalach przy dużym obłożeniu klientami. Wszystko szło sprawnie, a ja odnosiłem wrażenie, że jakoś tak to działa na zwolnionych obrotach. Z przekazu Pawła dowiedziałem się, że pizze można tam zjeść w wyznaczonych przez właściciela dniach i porach. Na profilu facebook pojawia się komunikat, że tego i tego dnia będzie pizza i tłumy fanów włoskiego placka ciągną z całego Krakowa i okolic. My byśmy tam nigdy w życiu sami nie trafili, gdyby nie nasi znajomi. 
Ekspertem kulinarnym nie jestem, ale z czystym sumieniem mogę to miejsce polecić. Jeśli będziecie w okolicy, a będzie czas pizzy, warto tu zajrzeć. Jedyne niedociągnięcie, na jakie zwróciłem uwagę to stoliki, na których postawiono nam talerze. Blat był wykonany z takiej siateczki metalowej, po której najzwyczajniej w świecie talerz przy krojeniu placka się ślizgał. Poza tym miejscówka bardzo sympatyczna. Co do cen. Cena adekwatna do jakości. Z lokalu wyjechaliśmy najedzeni, z zakupionym chlebem i kluseczkami, które na drugi dzień stanowiły podstawę do pysznego obiadu, który wyczarowała Basia. 
W Kozierowie spędziliśmy kilka naprawdę fajnych chwil, za co jeszcze raz dziękujemy naszym Gospodarzom i przypominam, że teraz jest ich kolej na rewizytę.  

Z kronikarskiego obowiązku muszę Wam jeszcze napisać, że ten kawałek Włoch w Małopolsce nazywa się  En Plato. Pizza & pasta 🙂