Katalońskie plażowanie epizod II

 

Nasz kolejny poranek wygląda jak każdy w Barcelonie. Rano zakupy, śniadanie, pakowanie maneli na plażę. Po drodze kawa, metro, pociąg i wreszcie plaża w Castelldefens. Oczywiście po wyjściu z pociągu zahaczamy o miejscowy sklep spożywczy bo trzeba zadbać o nawodnienie 😉 .  Rozbijamy się na gorącym piasku i już tylko pozostaje nam błogie lenistwo. W sumie to do końca takie błogie nie jest, bo trzeba cały czas kontrolować dzieciaki, szczególnie kiedy kąpią się w morzu. Mimo, że są ratownicy i w sumie nasza dziatwa jest już w takim wieku, że generalnie sama się pilnuje, to jednak człowiek cały czas jest na czuwaniu. Wiecie dzieci mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo jaki szalony pomysł przyjdzie im do głowy.

Dzień jest idealny i przyznam szczerze, że moje, zresztą chyba wszystkich samopoczucie, jest rewelacyjne. Cóż więcej do szczęścia potrzeba. Morze, słońce, wspaniała plaża i święty spokój. Młodsza część ekipy nie traci czasu i w oka mgnieniu melduje się w morzu. Dziewczyny poddają się kąpieli słonecznej natomiast  faceci w składzie Marek i ja idziemy na szybki spacer do sklepu uzupełnić zapasy 😉 . Przy okazji fundujemy  sobie w przysklepowym barze po małej Estrelii  prosto z beczki. Jak ona smakuje! Siedząc pod parasolem i popijając zimne piwo stwierdzam, że na takie wakacje to ja mogę nawet codziennie 😉 . Co ciekawe z moim stwierdzeniem w stu procentach zgadza się też Marek 😉 .  
Dzieciaki na brzeg wypędza głód. Standardowo na piasku lądują wcześniej przygotowane pudełka z jedzeniem. Apetyty dopisują szczególnie młodszej części załogi.
Co można robić na plaży po jedzeniu? Leżeć i wygrzewać kości w słońcu. Nie tak do końca.  Z  Markiem  postanawiamy zrobić coś dla ciała i dołączamy do rozgrywanego meczu siatkówki plażowej.  Stajemy po przeciwnych stronach boiska. Razem z nami pod siatką  melduje się też Julia.  Mecz rozgrywamy w składach mieszanych i jak się potem okazuje towarzystwo jest międzynarodowe z przewagą,  o dziwo reprezentantów Polski.  Orientuje się, że w mojej drużynie jest dziewczyna z Polski w momencie kiedy po   „zepsutej” akcji pada z jej ust  znajomo brzmiące, bardzo popularne polskie przekleństwo.  Cała ta sytuacja wywołuje mój uśmiech. Jak się potem okazuje po drugiej stronie siatki też jest dziewczyna z Polski. Gra z nami też reprezentantka Francji i oczywiście są miejscowi. Spotkanie jest zacięte na tyle, że w ferworze walki nie zauważamy, że zdobywamy sporą widownie. Nasz mecz wzbudza na plaży wielkie emocje. Przy boisku fanatycznie kibicuje  nam spora grupa dzieciaków. Po każdej udanej akcji rozlegają się okrzyki i brawa dobiegające też z miejsca gdzie leży spora grupa plażowiczów. Wynik meczu przechodzi na drugi plan. Liczy się dobra zabawa. Z moją boiskową partnerką zamieniam kilka zdań. Dziewczyna jest w Barcelonie z dwoma koleżankami. Jedna z Polski, druga właśnie z Francji. Mieszkają, uczą się  i pracują w stolicy Katalonii. Na pytanie, jak na co dzień żyje się w Barcelonie, odpowiada z rozbrajającym  uśmiechem na twarzy, że super .

Z upływem czasu pora robi się mocno „popołudniowo-kawowa”. Dźwigamy się z piasku i z naszymi dziewczynami idziemy na kawę do plażowego baru: „Ibiza”. Dzieciaki oczywiście w wodzie. Usta sine, całe trzęsą się jak galareta, ale z wody jakoś wyjść nie chcą. Po kawce na piasek i znowu plażowanie. Słowem – słodkie nicnierobienie.
Cóż, to co dobre szybko się kończy z tym, że jesteśmy na wakacjach i przy okazji zwijania naszego plażowego dobytku już umawiamy się na wieczorne wyjście do sprawdzonej przez nas wcześniej restauracji „Muxia”. Dzieciaki oczywiście oporują, bo przecież w domu Netflix czeka i kolejne odcinki „Domu z papieru”. Jakoś z tego powodu nie płaczemy 😉 .
Przy okazji naszego pobytu na plaży jesteśmy świadkami niebezpiecznej sytuacji. W pewnym momencie w pobliżu nas robi się nerwowo. Zauważamy, że  nagle leżący na swoich ręcznikach ludzie wstają i coś krzyczą. Nerwowo wymachują rękoma i pokazują coś w kierunku morza. Nie wiadomo skąd pojawiają się ratownicy. Okazuje się, że ktoś w morzu ma problem z utrzymaniem się na powierzchni i tonie. To co zwraca naszą uwagę to zachowanie innych plażowiczów i przede wszystkim kapiących się ludzi. Ci którzy znajdują się w wodzie w pośpiechu zaczynają wychodzić na brzeg, ale w taki sposób, że tworzą ratownikom wolną przestrzeń. Tworzą coś na podobieństwo drogowego korytarza życia. Ratownicy w oka mgnieniu są  w morzu.  Cała sytuacja rozgrywa się błyskawicznie i po chwili  poszkodowany jest na brzegu. Na szczęście wszystko dobrze się kończy. Mi osobiście zaimponowała postawa plażowiczów. Ludzie wiedzieli jak mają się zachować. Nikt nie przeszkadzał w akcji ratunkowej. Mimo, że sytuacja była nerwowa to nie zauważyłem paniki. To zdarzenie uzmysławia mi jakim niebezpiecznym żywiołem może być woda i jak bardzo należy uważać, szczególnie będąc na wakacjach z dziećmi.  
Z plaży zwijamy się pociągiem do Barcelony. Po drodze Monika przeprowadza pogadankę z naszą dziatwą  na temat ich  zachowania  w sytuacji ewentualnego odłączenia się od grupy. Umawiamy się wszyscy, że jeśli jedno z nas się zgubi i nie będzie z nim kontaktu, to wraca do miejsca w którym ostatni raz się widzieliśmy.  Dzieciaki z uwagą wysłuchują jej słów, przyjmują do wiadomości  i jak niedługo miało się okazać ta nauka nie poszła w las.
CDN…