Greenwich i rejs po Tamizie

Niestety dziś jest nasz ostatni dzień w stolicy Królestwa. Zamierzamy z niego wycisnąć ile się da, ale bez zbędnego pospiechu i ciśnienia. Mamy zamiar przeprawić się na drugą stronę Tamizy i obejrzeć sobie Londyn z perspektywy królewskich ogrodów w Greenwich. Kiedy siedzimy przy śniadaniu dociera do nas, że nieubłaganie nasza przygoda z tym miastem dobiega końca. Wcinając „przysmaki” kuchni angielskiej wszyscy zgodnie dochodzimy do wniosku, że chętnie byśmy tu zostali jeszcze kilka dni. Szczególnie nasza młodzież jest zachwycona Londynem.
Po śniadaniu idziemy na stację kolejową. Pogoda dziś jest przepiękna. Błękitne niebo nad nami. Zero chmurek  i uśmiechające się do nas słońce. To nie jest sprawiedliwe. Kiedy mamy wracać do domu prognozy pogody zapowiadają kilka słonecznych dni, no cóż. W oczekiwaniu na transport stoimy na peronie. Po kilku minutach pociąg powoli i dostojnie w iście angielskim stylu zatrzymuje się przed naszymi nosami. Wskakujemy do środka i ruszamy w drogę. Po kilkudziesięciu minutowej jeździe kończymy naszą podróż szynową komunikacją miejską. Wysiadamy na stacji i przechodzimy przez ulicę kierując się w stronę Island Gardens.
Przechodząc przez ten park  docieramy do ciekawego miejsca. Otóż nad brzegiem rzeki stoi okrągły budyneczek wykonany z cegły z charakterystyczną szklaną kopułą na dachu.
Po drugiej stronie Tamizy stoi identyczny. Okazuje się, że dotarliśmy do tunelu, którym idąc pod rzeką przejdziemy na drugi brzeg. W ten sposób możemy dostać się do Greenwich. O tym patencie przed naszym wyjazdem słyszała Ala i ta przeprawa jest jej pomysłem. Wchodzimy do środka budyneczku, schodami schodzimy w dół. Znajdujemy się na początku tunelu. Nie jest on zbyt obszerny, za to dość długi. Ściany tego przejścia wyłożone są jasnymi kafelkami Muszę przyznać, że jest tu trochę klaustrofobicznie.
Droga na drugi brzeg trwa kilka minut. Idąc towarzyszy mi niesamowite uczucie. Uzmysławiam sobie, że właśnie teraz, w tym momencie znajdujemy się pod rzeką. Po krótkim spacerze wychodzimy na drugi brzeg Tamizy. Jesteśmy w Greenwich! Pierwsze co widzimy to panoramę Londynu, gdzie na przeciwległym brzegu prym wiodą dumnie stojące wieżowce. W miejscu, przy którym przystanęliśmy, żeby zrobić kilka fotek, znajduje się przystań skąd odpływają statki. Można nimi dostać się do centrum miasta. Taki sposób na powrót polecała nam wczoraj Marta. Nasza ekipa zgodnie stwierdza, że zdecydowanie skorzystamy z jej rekomendacji.
Nasz dzisiejszy cel znajduje się na wzgórzu parku. Jest to Królewskie Obserwatorium Astronomiczne. Idąc mijamy stary żaglowiec. Okazuje się, że jest to okręt, który nazywa się Kutty Sark. Swego czasu transportowano nim herbatę z Chin. Stojąca jednostka robi wrażenie tym większe, że jak się okazuje jest to jedyny zachowany na świecie kliper herbaciany.
Swego czasu okręt bił rekordy prędkości. Teraz stoi sobie w suchym doku i robi za muzeum. Jeśli ktoś z Was interesuje się takimi historiami to naprawdę warto go zobaczyć.  Przechodzimy przez ulicę i widzimy muzeum morskie mieszczące się w przepięknym stylowym budynku. Do środka prowadzą drzwi, przy których stoją wielkie kotwice.
Wstęp jest darmowy z czego skrzętnie korzystamy. Wśród szkolnych wycieczek spędzamy chwile podziwiając eksponaty. Wierzcie mi jest tu co oglądać. Nie lada gratka dla wielbicieli marynistyki. Z muzeum wychodzimy prosto na teren ogromnego parku.
Drogą między kwitnącymi kasztanowcami wspinamy się na wzgórze, gdzie stoi budynek, który był najbardziej znanym tego typu obiektem na świecie. Usytuowany jest na południku zerowym. W tym miejscu można stanąć jedną nogą na półkuli zachodniej, a drugą na wschodniej. Po kilkuminutowej wspinaczce stajemy na szczycie wzgórza. Widok na Londyn jest przepiękny. Korzystamy ze słonecznej pogody, rozkładamy się na trawie i robimy sobie przerwę w naszych dzisiejszych wojażach. Zresztą nie tylko my łapiemy oddech. Obok nas na zielonej trawie, na kocykach leżakują turyści. Piknik trwa w najlepsze. Osobiście nie mogę wyjść z podziwu dla widoków jakie rozpościerają się z tego miejsca. Obowiązkowo na pamiątkę robię kilka fotek.
Czas niestety płynie nieubłaganie. Dźwigamy nasze tyłki i żegnamy się z obserwatorium. Schodzimy na dół, a że już trochę jesteśmy głodni szukamy jakiegoś miejsca, w którym zjemy obiad. Oczywiście obowiązkowo zaglądamy na Greenwich Market – targowisko, na którym można znaleźć rzeczy niedostępne nigdzie indziej.
Stoiska handlarzy nie są naszym głównym celem. Nas prowadzi zapach jedzenia roznoszący się po okolicy.  W pewnym momencie za rogu wyłaniają się stoiska z jedzeniem. Kuchnia całego świata w jednym miejscu. Można tu skosztować szybkich ulicznych specjałów gastronomicznych rodem z Włoch, Chin, Grecji, Portugalii. Do wyboru są dania wegetariańskie, ale też mięsożercy nie mogą tu narzekać. Brakuje mi tylko naszych polskich pierogów 😉 . Szczerze mówiąc po tych kilku dniach spędzonych na angielskich śniadaniach i daniach z ulicznych budek, tęsknię za porządnym schabowym z mizerią 😉 .
Po obiedzie idziemy na przystań. Po drodze trafiam do sklepu z winylami. Oczywiście zaglądam do środka. Płyt po prostu opór. Do wyboru, do koloru. Niestety nie znajduję nic, co by mnie zaciekawiło. Mam zbyt mało czasu. Utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że w takich sklepach jak ten po prostu trzeba spędzić cały dzień. Po krótkim spacerze stajemy nad brzegiem Tamizy. Ala kupuje nam bilet, bo tak zamierzamy wrócić do miasta. Stajemy w kolejce i cierpliwie czekamy. Co ciekawe przy tej przystanie cumują jednostki wchodzące w skład komunikacji miejskiej jak również prywatnego armatora jakim jest UBER. Po kilku minutach przybija do brzegu nasz stateczek, który ma klasyczny wygląd miejskiego wycieczkowca. Natomiast jednostki Ubera wyglądają jak olbrzymie łodzie wyścigowe. My wolimy klasykę i pakujemy się wraz z innymi turystami na statek. Zajmujemy sobie miejsca na górnym pokładzie, czekamy chwile i ruszamy w dół rzeki. Po drodze lektor opowiada, co aktualnie mijamy, sypie anegdotami i ciekawostkami. Rejs jest super. W taki sposób można zobaczyć nabrzeże miasta z charakterystyczną zabudową. Na mnie największe wrażenie robią małe puby mieszczące się nad samym brzegiem rzeki, ukryte między zabudowaniami.
Oczywiście przepływamy pod londyńskimi mostami na czele z Tower Bridge. Widok na ten zabytek z perspektywy pokładu statku jest niezwykle ciekawy. Rejs po około 40 minutach dobiega końca. Cumujemy na przystani przy Westminster. Tu schodzimy na ląd. Jesteśmy pod wrażeniem tej wycieczki. Marta dziękujemy za rekomendację! Jeśli będziecie w Londynie to z czystym sumieniem polecam Wam taką wycieczkę. Nie będziecie żałować.
Mimo, że pora nie jest jeszcze późna, to decydujemy się na powrót do hotelu. Mając w perspektywie jutrzejszy lot do domu i spotkanie ze znajomym Ali niestety, ale musimy się streszczać. Na szczęście ten dzień jeszcze się nie kończy.

CDN…

Zostań PaTrOnEm bloga Zmysłami przez Świat. Jeśli podoba Ci się moja twórczość wesprzyj mnie w rozwoju tego projektu. Nawet najmniejsze finansowe wsparcie będzie dla mnie dowodem uznania dla tego co robię https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl  
Ja piszę, Ty stawiasz kawę, pijemy razem ????  https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat 
Do moich Patronów i kawowych wspomożycieli co jakiś czas będą leciały artefakty z naszych podróży ???? 
Za okazane wsparcie z góry serdecznie dziękuje !