Cysterna Bazyliki, kawa nad Bosforem, park …

Budzę się od odgłosów zza drzwi. Nasza przemiła gospodyni już przygotowuje śniadanie dla hotelowych gości. Przez te kilka dni pobytu stało się to rytuałem. Pierwsze, co słyszę po przebudzeniu, to kuchenne hałasy i oczywiście nawoływanie do modlitwy dobiegające z pobliskiego meczetu. O ile do nawoływań już przywykłem i praktycznie nie robią na mnie wrażenia, o tyle szczęk sztućców, krojenie i parzenie herbaty o siódmej rano potrafią być trochę irytujące. Cóż – tak wygląda opcja hotelowego pokoju „de lux”.
Zjadamy śniadanie, pakujemy plecak i ruszamy do pobliskiej kawiarni na kofeinowy strzał. Przy małej czarnej dopinamy plan działania. Priorytetem jest Cysterna Bazyliki. Niewątpliwym plusem naszego hotelu jest lokalizacja – do wszystkich największych atrakcji mamy dosłownie kilka minut spacerem.
Do cysterny idziemy około dziesięciu minut. Kiedy docieramy na miejsce, okazuje się, że wejście do podziemi znajduje się po przeciwnej stronie niż ta, w której stoimy. Nawigacja doprowadziła nas co prawda, ale… do wyjścia. Na szczęście szybko orientujemy się, gdzie jest wejście, i już po chwili stoimy przy kasie. Kupujemy bilety i razem z innymi turystami schodzimy w dół.

Czym właściwie jest Cysterna Bazyliki? Stojąc przed wejściem, sięgamy po przewodnik. Czytamy, że to największy w Stambule zbiornik na wodę, zbudowany w VI wieku przez cesarza Justyniana I, aby zaopatrywać Konstantynopol w wodę. Wnętrze ma wymiary 138 na 65 metrów, a sklepienie podtrzymuje 336 kolumn sprowadzonych z ruin rzymskich i greckich budowli. W środku poruszamy się po podestach, bo wciąż znajduje się tam woda.

Gdy znajdujemy się już w środku, szczęka mi opada. Rzędy kolumn odbijających się w wodzie i gra świateł robią kapitalne wrażenie. Czuję się, jakbym przeniósł się do innego świata. Najważniejsze, że nie ma jeszcze tłumów i możemy swobodnie podziwiać to inżynierskie arcydzieło. Wyobrażam sobie, jaki tłok musi tu panować w szczycie sezonu albo choćby w późniejszych godzinach dnia. Spacer między kolumnami zajmuje nam około dwudziestu minut. Wychodzimy na powierzchnię pełni wrażeń i pozytywnych emocji. Zdecydowanie warto było tu zajrzeć. W zasadzie nie dziwię się, że miejsce to wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Co dalej zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Siadamy na ławce i chwilę się zastanawiamy. Decyzja jest oczywista – idziemy poszwendać się po Beşiktaşu. To dzielnica znana ze studenckiego życia, nieco oddalona od centrum. Chcemy tam wypić kawę i po prostu pospacerować bez celu. Wsiadamy do tramwaju i w drogę. Śmiejemy się z Alicją, że zaczynamy się tu czuć jak u siebie – komunikacja nie sprawia nam problemów, wiemy już, jak miejscowi handlarze próbują naciągać Europejczyków, wiemy, gdzie kupić wino i jakich lokali unikać. W Stambule naprawdę trzeba szybko uczyć się miasta 😉.

Wysiadamy w Beşiktaşu i pierwsze, co robimy, to kierujemy się nad wodę, by napić się kawy. Znajdujemy kawiarnię z kapitalnym widokiem i bardzo przyjaznymi cenami. W środku i przed lokalem siedzą praktycznie sami miejscowi, głównie młodzi ludzie. Zamawiamy kawę i ciasto. Jest przy tym mały problem – na zamówienie czekam i czekam. Dopiero po dwudziestu minutach okazuje się, że pani z obsługi po prostu o mnie zapomniała. Taki klimat 😉. Smak kawy i przepyszne ciasto wynagradzają jednak czekanie. Turcy naprawdę znają się na słodkościach – ciasto jest po prostu epickie, a cena, w przeliczeniu na nasze złotówki, wręcz zaskakująco niska.
Siedzimy, gapiąc się na przepływające po Bosforze statki. Kiedy w końcu postanawiamy się ruszyć, oboje stwierdzamy, że ta kawowa miejscówka jest kapitalna – aż nie chce się stąd wychodzić. Domawiamy jeszcze po ciasteczku (a co? 😊). Jest bardzo sielsko. Najfajniejsze, że nikt się tu nie spieszy. Obserwuję miejscowych i zauważam, że nie widać w nich napięcia czy stresu. Wszystko toczy się w rytmie „slow”. Z perspektywy czasu żałuję, że nie zapamiętałem nazwy kawiarni, ale jestem pewien, że kiedy ponownie zawitamy do Stambułu to trafimy tam bez problemu.

Ale Beşiktaş czeka. Alicja otwiera przewodnik i czyta, że niedaleko znajduje się park miejski, który warto zobaczyć. Wstajemy, żegnamy się z kawiarnią i ruszamy. Po kilku minutach jesteśmy u wejścia do Yıldız Parkı – zielonej enklawy dzielnicy. Przechodzimy przez bramę i zanurzamy się w zieleni. Drzewa, kwiaty, ławeczki, miejsca do piknikowania, a do tego śpiew ptaków – bajka. Mimo dnia powszedniego i wczesnej pory jest tu sporo mieszkańców, a turystów raczej mniej. Spacerujemy, podziwiając, jak dobrze Turcy dbają o to miejsce. Widać, że park jest ważny dla lokalnej społeczności.
Znajdujemy ławeczkę i robimy przerwę. W planach mamy jeszcze wizytę w fabryce porcelany mieszczącej się na terenie parku, ale nigdzie nam się nie spieszy – cieszymy się słońcem. Takie parki w miastach to niesamowite miejsca – enklawy spokoju, w których można złapać oddech od betonowej dżungli.
Powoli robi się pora obiadowa, o czym przypominają nam nasze żołądki. Fabrykę porcelany odpuszczamy – podstawowe potrzeby wygrywają. Wyszukuję knajpkę, w której można dobrze zjeść. Trafiam na lokal o nazwie Yala Falafel. Recenzje są całkiem dobre, więc postanawiamy, że dziś zjemy obiad w klimacie Bliskiego Wschodu.

Przemierzając ulice Beşiktaşu, docieramy do naszej jadłodajni. Stając przed wejściem, jesteśmy nieco zdezorientowani. Spodziewałem się większej restauracji z ogródkiem, a stoimy przed wejściem do małej piwniczki. Na drzwiach wisi flaga Palestyny, obok stoi automat z napojami. Restauracyjny szyld czasy swojej świetności ma już zdecydowanie za sobą. Z zewnątrz wygląda to raczej słabo i mało zachęcająco. Ale… wielokrotnie podczas naszych podróży to właśnie takie miejsca podbijały nasze serca i żołądki.

CDN…

 Jeśli lubisz moją twórczość, wesprzyj mnie w rozwoju tego projektu. Nawet najmniejsze finansowe wsparcie będzie dla mnie dowodem uznania dla tego co robię.

Ja piszę, Ty stawiasz kawę, pijemy razem 😉  https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat 

Do moich  kawowych wspomożycieli co jakiś czas będą leciały artefakty z moich podróży

Za okazane wsparcie z góry serdecznie dziękuję !