Ala wyczytuje w przewodniku, że na dachu Domu Panów z Lipy jest restauracja, w której można napić się wina, piwa, a z tarasu rozpościera się kapitalny widok na starówkę. Szczególnie opcja tego widoku sprawia, że Dom  bierzemy na pierwszy ogień naszego zwiedzania. Na kofeinowym kopie dźwigamy nasze tyłki i spacerkiem idziemy w kierunku pierwszej atrakcji. Kilka kroków i stajemy przed drzwiami wejściowymi do budynku przy Placu Wolności 17.
Faktycznie, fasada kamienicy robi wrażenie. Jestem ciekawy, jak jest w środku. Przekraczamy drzwi wejściowe. Stajemy za progiem i z ciekawością przyglądamy się architekturze wnętrza. W środku widzimy połączenie renesansu z nowoczesnością. Mnie osobiście się podoba, bo jest to zrobione ze smakiem i pomysłem.
Obie koncepcje się nie gryzą, a raczej współgrają ze sobą, co daje naprawdę ciekawe doznania estetyczne. Sam budynek w chwili obecnej pełni role użyteczności publicznej. Jak się orientujemy, wewnątrz są biura, pośrednictwo pracy dla studentów i inne tego typu historie. Po prawej stronie przy wejściu znajduje się winda, którą wjeżdżamy na samą górę. Winda oczywiście jest przeszklona, co przy okazji podróży na górę daje ciekawy efekt. Po wyjściu z windy szukamy wspomnianego lokalu. Niestety okazuje się, że będzie on otwarty, z tym, że w godzinach późniejszych. Na górze znajduje się też klub nocny, który też jest zamknięty na cztery spusty. Windą zjeżdżamy na dół. Jesteśmy nieco rozczarowani, ale postanawiamy, że wrócimy tu po południu.
Natomiast teraz ruszamy zdobyć zamek strzegący Brna, czyli Spilberk,  który określany jest mianem twierdzy. Od miejsca, w którym obecnie się znajdujemy, to kilka minut spacerem. Zresztą prawie wszystkie atrakcje Brna, które zamierzamy zobaczyć, są rozlokowane w centrum miasta w taki sposób, że bez problemu można zwiedzać je, przemierzając odległości między nimi na nogach. Sama twierdza usytuowana jest na wzgórzu, a droga do niej prowadzi nas przez coś w rodzaju parku. Kiedy zagłębiamy się w tereny zielone, które otaczają budowle, i pniemy się do góry, mamy wrażenie, że cały zgiełk miasta, życie tętniące między kamienicami, na straganach, w restauracjach, zostawiamy daleko za sobą. Po drodze widzimy, że gdzie nie gdzie na ławkach siedzą młodzi ludzie zaczytani w książkach. Ten widok robi na nas wrażenie, bo w naszym kraju, jeżeli już na ławkach widzi się młodych ludzi, to zamiast książek mają w dłoniach smartfony. Generalnie cisza i spokój. Turystów praktycznie zero. Trochę to dziwne, ale cóż, taki czas. Po kilkuminutowym spacerze stajemy u wrót twierdzy. Wejście na teren obiektu jest darmowe, natomiast wewnątrz znajdują się wystawy muzealne na przeróżne tematy, do których wstęp jest już biletowany. My  jakoś na muzea nie mamy parcia, za to decydujemy się wejść na wieżę widokową.
Przedtem jednak wchodzimy na dziedziniec zamku, gdzie przy studni odsłuchujemy melodię wygraną przez znajdujące się tam 15-dzwonowe kuranty. Siedząc na schodach, widzimy, że jesteśmy sami, no prawie sami, bo oprócz nas widać pojedyncze osoby. Z jednej strony taka sytuacja nas cieszy, bo cały obiekt mamy praktycznie dla siebie, a z uwagi na fakt, że stronimy od dzikich tłumów, dla nas to nie lada gratka. Jednak z drugiej strony uzmysławiamy sobie, czym taka sytuacja jest dla ludzi żyjących z turystyki. Nasuwa się jedno twierdzenie: KATASTROFA! Oboje mamy nadzieję na to, że ruch turystyczny szybko wróci do stanu sprzed pandemii, bo od tego zależy los wielu osób, ale też i obiektów. Po wysłuchaniu melodii wygranej przez dzwony, idziemy na wieżę. Przed wejściem kupujemy bilety i po schodach wchodzimy na górę.
Panorama miasta z tego punktu jest kapitalna. Spędzamy tam kilka chwil, podziwiając widoki. Oczywiście nie obywa się bez obowiązkowej sesji zdjęciowej 😉 . Dodać należy, że jeśli chodzi o infrastrukturę zamkową to funkcjonuje tu też restauracja, z której rozpościera się wspaniała panorama Brna. Warto tam zajść, by w tak pięknych okolicznościach wypić choćby małą kawkę. Stojąc na wieży widokowej Twierdzy Spilberk, nasz wzrok jak magnes przyciąga Katedra pod wezwaniem Piotra i Pawła. Oboje dochodzimy do wniosku, że teraz właśnie przyszedł na nią czas. Postanawiamy, że po zejściu z zamku, kierujemy się prosto do świątyni. Drogę do Katedry mamy zamiar przejść „zaliczając” kolejną atrakcję Brna, czyli Denisovy Sady.
Jest to pierwszy park na Morawach założony przez administrację publiczną. Początek jego istnienia datuje się nalata 1814-1818. Park ten bezpośrednio przylega do katedry, więc można kolokwialnie powiedzieć: upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu 😉 . Opuszczamy wzgórza zamkowe i kierujemy się w stronę katedry. Pogoda piękna, słonko świeci, aura idealna do zwiedzania. Będąc na wieży zamkowej i patrząc w stronę Katedry Piotra i Pawła, mamy wrażenie, że te dwa obiekty dzieli spory dystans. Okazuje się jednak, że oba te miejsca oddalone są od siebie o jakieś dwadzieścia minut spacerem. Znaczna część tej drogi biegnie wśród parkowej zieleni. Idziemy powoli, bez spięcia. Na urlopie najlepsze jest to, że nikt nas nie goni, nic nie musimy – taki stan ducha jest bezcenny. Mimo, że w Brnie jesteśmy zaledwie kilkadziesiąt godzin to miasto zdecydowanie z każdą mijającą minutą kradnie nasze serca. Po zejściu z zamkowych wzgórz przechodzimy kilkadziesiąt metrów ulicami, by ponownie zatopić się w zielni i ciszy. Jesteśmy w Denisovych Sadach. Miejsce wyjątkowe z fantastycznym widokiem na południową część miasta. Swoją nazwę park zawdzięcza francuskiemu historykowi, który nazywał się Ernest Denis i miał duży wkład w powstanie Czechosłowacji. Wśród mieszkańców Brna miejsce to nazywane jest Tarasami pod Petrovem. Park jest bardzo zadbany.
Na jego terenie stoi obelisk upamiętniający wygraną bitwę Franciszka I nad Napoleonem. Zmierzając w stronę katedry, napotykamy coś na podobieństwo altanki, w której stoją ławeczki. Odpoczywając na nich można  podziwiać panoramę miasta. Siadamy na moment, żeby nacieszyć oczy widokiem.
Co ciekawe, dach tej altanki osobiście kojarzy się trochę z architekturą dalekiego wschodu. Miejsce bardzo osobliwe i z fajną energią. Żałujemy tylko, że nie mamy zbytnio czasu, żeby spędzić tam kilka dłuższych chwil – ale sami wiecie – katedra wzywa 😉 .

 

CDN…