Oboje z Alą stwierdziliśmy, że przecież możemy się zdrzemnąć na plaży. Skoro już tu jesteśmy i wysiedliśmy z promu praktycznie na stacji kolei podmiejskiej, która w ciągu 30 min miała nas dowieźć na jedną z licznych plaż, to możliwość była tylko jedna. Mimo że byliśmy zmęczeni, pakujemy się do pociągu i jedziemy nad ocean. W pociągu nie było tłoku. Trochę turystów, ale generalnie miejscowi, którzy wracali z pracy do swoich domów. Trochę młodzieży w wieku szkolnym wpatrzonej w ekrany swoich smartfonów. Podróż minęła szybko i w bardzo pięknych okolicznościach przyrody, gdyż bardzo długi odcinek trasy pociągu biegnie nad samym oceanem więc widoki były piękne. Pierwotnie chcieliśmy dojechać do Cascais. Taki był plan, który urodził się w pociągu. Jednak i on jakoś nie doczekał się realizacji, bo wysiedliśmy skuszeni widokiem na stacji Estriol.
Peron tej stacji można śmiało powiedzieć był przy samej plaży. Po wyjściu z pociągu przejście przez tunel, kilka kroków i już. Jesteśmy nad Oceanem Atlantyckim. Plaża nie za duża, ale i plażowiczów nie było wielu. Okolica malownicza, widok przepiękny. Woda w oceanie zimna jak cholera i mimo, że już w wodzie byli amatorzy kąpieli mnie tam nikt do wody by końmi nie zaciągnął. Z moją „kocią” naturą wolę się kąpać, ale w słońcu, a tego jest na szczęście pod dostatkiem. Wyciągam wino i rozkładamy się na piasku. Pijemy, rozmawiamy, gapimy się na kąpiące się dzieciaki, cieszymy się tą chwilą. Gdyby można było zatrzymać czas hmmm bez dwóch zdań wtedy mógłbym to zrobić bez wahania. Obowiązkowo oczywiście robimy kilka fotek. Wysyłamy kilka mms-ów.
Nas z plaży pogoniło zachodzące słońce i potrzeba uzupełnienia kofeiny, czyli kawa na którą miałem wielką ochotę. Idąc deptakiem trafiamy do kawiarni Jonas Bar. Miejsce niezwykłe nad oceanem, zachodzące słońce w oddali, statki stojące na redzie. Widok kapitalny. Pierwsze co to korzystamy z toalety. Potem siadamy przy stoliku, bo ciężko było tego nie zrobić w tak pięknych okolicznościach natury i tak niepowtarzalnych jak mawia klasyk. Ala nie podzieliła mojego kawowego entuzjazmu i zamówiła sobie herbatę z cytryną. Przy zamówieniu tłumaczyła Pani, która nas obsługiwała jak ma zaserwować herbatę z cytryną, bo kobieta nie miała zielonego pojęcia o czym Ala jej mówiła. W Estoril zdecydowanie nie napijcie się herbaty z cytryną w tradycyjnym wydaniu. Natomiast jeśli ktoś chce odkryć nowe sposoby jej podania i przygotowania to polecam. Kawiarnia usytuowana w kapitalnym miejscu na bulwarze. Przepiękny widok, pyszna kawa i bardzo miła obsługa. Szczególnie bardzo sympatyczny właściciel. Facet uprzejmy, skory do pomocy i rozmowy. Jeśli będziecie w Estorill nad oceanem polecamy z czystym sumieniem. Dla tych, którzy nie będą mieli okazji osobiście się przekonać o herbacie z cytryną w wydaniu lokalnym już piszę jak to wyglądało. W imbryczku z gorącą wodą pływała „torebka” herbaty i skórki cytryny !! Tak skórki :). Kiedy to zobaczyłem to nie mogłem uwierzyć. Ale co kraj to obyczaj. Herbata była hmm ciekawa i niezaparzona. Za to kawa smakowała wybornie, a całość dopełniał przepiękny zachód słońca. Naprawdę miejscówka pierwsza klasa. Pomimo tego, iż było to miejsce typowo turystyczne, panował tam jakiś taki dziwny spokój. Może dlatego, że było przed sezonem? Hm… w chwili w której mieliśmy okazję tam być było naprawdę magicznie.
Niestety czas nas gonił i postanowiliśmy wracać do domu. Ostatnie spojrzenia na zachodzące słońce i już byliśmy na dworcu w Estoril skąd wróciliśmy do Lizbony. Przed wejściem do pociągu doładowaliśmy jeszcze nasze bilety, bo z naszych obliczeń wynikało, że mogliśmy mieć już zero na koncie, a trzeba było jeszcze wrócić „na kwaterę” i oczywiście rano metrem na lotnisko. Doładowanie biletu było o wiele prostszą czynnością niż jego zakup.
Po wejściu do pociągu i około 30 minutach wysiadamy w Lizbonie. Dodam, że pociąg wypełniony był młodymi ludźmi wracającymi z plaży i tymi, którzy już byli wyszykowani na wieczorno – nocne imprezy. Po wyjściu z pociągu postanowiliśmy zjeść kolację, bo mimo obwitego obiadu zaczynaliśmy być głodni. W tym celu zdeptaliśmy okolice dworca na którym wysiedliśmy. Szukaliśmy knajpy z minimalną ilością turystów i taką udało nam się znaleźć. Szczerze mówiąc po fenomenalnym obiedzie poprzeczka kulinarna podniesiona była bardzo wysoko.
Jak zakończy się ostatni wieczór w Lizbonie? Czy uda nam się znaleźć jakiś przyjemny lokal na kolację ? O tym wszystkim już niebawem 😉 .
CDN…
