Wchodzę z powrotem do pokoju. Czuję się, jakbym znowu wskoczył do wirówki. Jacek cały czas urabia Sebastiana. Na przemian gada o jego rodzinie, jej bezpieczeństwie, by za chwilę zgrabnie przeskoczyć na temat przyjaciela, z którym robił narkotykowy biznes, a który bez żadnych skrupułów wystawił go bandytom. Podchodzę do szafy, biorę z półki protokół ustnego przyjęcia zawiadomienia o przestępstwie. Nigdy nie przyjmowałem samopodpierdolenia. Myślę sobie: niezłe jaja. Siadam za biurkiem, spoglądam na Jacka.
— Wiesz, co masz robić? — pyta z poważną miną.
— Tak, możesz nas zostawić.
Sebastian siedzi na krześle, a raczej przemieszcza się na nim po całym pomieszczeniu jak na bujanym koniku. Co chwilę sięga po fajkę. Dym papierosowy wisi w powietrzu jak gęsta mgła. Uchylam okno, zimne powietrze wpada do środka.
Sebastian mówi bardzo chaotycznie. Skacze z tematu na temat, z wątku na wątek. Co chwilę pierdoli, że on nic już nie powie, nic nie podpisze, że chce iść w koronę. Wstaje z krzesła i zaczyna łazić od ściany do ściany. Oczy robią mu się tak wielkie, że przez chwilę zastanawiam się, czy mu nie wypadną.
— Powiem, powiem ci wszystko, ale chcę być koronnym. Inaczej chuja powiem. — Dłońmi energicznie pociera swoje uda.
Sebastian pochyla się do przodu, jego twarz jest na tyle blisko mojej, że w jego oczach dostrzegam zbocza kolumbijskich Andów podrośniętych Krasnodrzewem .
— Powiem ci wszystko. Ale najpierw muszę mieć pewność. Bez korony ani słowa.
— Dobra, tylko słuchaj – o tym zadecyduje pan prokurator. To jest twoja szansa. Wykorzystaj ją. Jest tylko, ziomek, jeden warunek.
Seba zbystrzał jak surykatka, która zauważyła drapieżnika.
— Jaki warunek?
— Musisz mi tu teraz wszystko pięknie opowiedzieć. Od początku do końca. Jak to się stało, że zająłeś się przemytem? Od kiedy siedzisz w tym interesie? Kto ci pomógł z tym tematem? Ile tego przywiozłeś? W jaki sposób? Dlaczego trafiłeś akurat do Ostródy? Kto miał być odbiorcą towaru? Kumasz? Takie rzeczy mnie, ale przede wszystkim prokuratora interesują. On musi to wszystko wiedzieć, żeby mógł się starać o koronę dla ciebie. Musisz przekonać proroka, że chcesz z nim współpracować. Rozumiesz?
— Dobra, powiem, powiem, tylko teraz dzwoń do niego, niech on mi obieca. — Jasne.
Biorę słuchawkę, wykręcam numer do prokuratora dyżurnego. Po kilku sygnałach słyszę znajomy głos:
— Dzień dobry, prokurator Kozioł, słucham.
— Witam, prokuratorze. Dzwonię w takiej sprawie…
— Tak, wiem, wiem. Naczelnik już do mnie dzwonił. Macie tam poważną sprawę, jak z filmu gangsterskiego — ton jego głosu świadczy o tym, że Kozioł jest tą sytuacją chyba nieco rozbawiony.
— No tak, właśnie dlatego telefonuję do pana. Obywatel chce iść na współpracę, wszystko nam powie, tylko chce ochrony, chce być koronnym.
Patrzę na Sebastiana, który uważnie słucha.
— Panie Jarku, damy mu ochronę. Niech pan mu powie, że jak najbardziej.
Na moment oddalam słuchawkę od ucha, mówię do Seby:
— Pan prokurator da ci ochronę. Pasuje? Będziemy pracować?
— Tak — odpowiada zadowolony.
Ponownie przystawiam słuchawkę do ucha:
— Słyszał pan?
— Słyszałem, panie Jarku. Oczywiście damy mu najlepszą ochronę, jaką tylko możemy. Na początek trzy miesiące w hotelu pana ministra sprawiedliwości.
Kończy zdanie, po czym słyszę jego rechot i trzask odkładanej słuchawki.
W tym momencie do pokoju wchodzi koleżanka z dochodzeniówki, zaczyna procesowo zabezpieczać dobytek naszego przemytnika. Korzystam z okazji, przed robotą idę jeszcze raz do kibla, bo jak już zacznę pisać, to nie wiadomo, kiedy skończę.
Wychodzę z pokoju. Przed drzwiami stoi Jacek z napisanym zarzutem.
— Jak idzie? — Mimo że taką akcję przerabiam pierwszy raz, to idzie dobrze.
Biorę od niego kartkę, czytam uważnie.
— Kurwa, boję się, że koleś jak to usłyszy, to się wystraszy i będzie po robocie.
— Wkręć mu, że to taka procedura. Coś wymyślisz, improwizuj.
Wracam z kibla. Zatrzymuję się na sekundę przed drzwiami. Serce wali mi jak cholera. Wciągam powietrze, czuję, jak skóra na karku mi cierpnie. Improwizuj, mówił Jacek. Tylko czy Seba to kupi?
Wchodzę do środka. Kumpela z dochodzeń prawie kończy protokół. Siadam za biurkiem, czekam w milczeniu, aż skończy formalności. Sebastian spija kawę, dopala kolejnego papierosa, nerwowo bębni palcami o blat biurka. Na kompie odpalam protokół ustnego zawiadomienia o przestępstwie. Wypełniam po kolei wszystkie rubryki.
Sebastian patrzy na mnie, ale coś jest nie tak. Oczy ma zbyt czujne, za bardzo myśli nad słowami. Kłamie? Pomija coś? Już teraz wiem, że nie powie mi wszystkiego.
— Przeczytałeś?
— Tak.
— Zgadza się?
— Tak.
— Podpisz.
Wskazuję mu miejsca, gdzie ma złożyć swój autograf. Koleś bez problemu leci z podpisami. Odkładam protokół na bok. Teraz przed mną, jak to się mówi, decydujące starcie. Jestem ciekawy, jak zareaguje, kiedy przeczytam mu zarzut.
– Słuchaj, teraz przeczytam to, co prokurator kazał ci przedstawić. Jeśli chcesz iść w koronę, chcesz ochrony, po prostu musisz opowiedzieć mi w całości całą tę pojebaną historię.
Czytam mu zarzut, następnie daję go, żeby sam się z nim zapoznał. Chłopak uważnie śledzi tekst, linijka po linijce Nie ma żadnych zastrzeżeń. Jego twarz nie wyraża żadnych wątpliwości.
– Zgadza się?
– Tak.
– Dobra, więc słucham opowieści o twojej przygodzie.
Kiedy kończę zdanie, Sebastian zaczyna opowiadać. Historia jak z sensacyjnego filmu: zagraniczne i krajowe kontakty przestępcze, zorganizowana grupa, mechanizmy działania, sposoby przemytu, pobyty w drogich hotelach, dziwki, balangi, połyk towaru, przejście przez kontrolę na lotnisku, uprowadzenie go z towarem w żołądku, zrzut kokainy w pokoju hotelowym… I wreszcie docieramy do momentu, kiedy Seba znalazł się w moim pokoju, obracając w pył moje plany na całe popołudnie, wieczór i – jak się okaże – część nocy.
CDN…
