Dzień dobry w Lizbonie. Pierwsze co, to głowa w okno. Spojrzenie w stronę Tagu. Piękna pogoda – jest słonecznie, ale powietrze zaskakująco rześkie. Życzenia dla Ali i buziak urodzinowy. Fajnie, że ten dzień możemy spędzić razem i w takim miejscu. Poranna toaleta, śniadanie na balkonie smakuje wybornie: pieczywo, ser, oliwki, kieliszek porto. Poezja! Obserwujemy jak miasto budzi się do życia. Jeżdżące samochody, ludzie podążający do pracy, turyści. Nasza wieczorna jadłodajnia, którą widzimy z balkonu zamknięta na cztery spusty. O godzinie 09:00 mamy spotkać się z przewodnikiem, który ma nas oprowadzić po zakamarkach Lizbony. Podczas wcześniejszych podróży zawsze miałem dylemat, czy zwiedzać miasto z przewodnikiem, czy samemu. Nie ukrywam, że dużą rolę odgrywały zawsze kwestie finansowe. Jak człowiek był młodszy to wolał kupić przewodnik w księgarni, a oszczędności przeznaczyć na inne przyjemności ;). Jednak z wiekiem hmm no zmienia się i to wiele. Poza tym chciałem, żeby ten dzień był wyjątkowy. Na „Sekrety Lizbony” wpadłem w sieci przypadkowo rozglądając się za taką opcją. Korespondencja mailowa i koniec, końców byliśmy umówieni na spacer. Co zaważyło, że to właśnie z Sekretami się „umówiłem”? Wiele słyszałem o klimacie Lizbony i atmosferze tego miasta i o tym, że nie ma się co śpieszyć, na wszystko jest czas. Osobiście brakowało mi czegoś takiego. Do tej pory zwiedzanie często wyglądało jak wyścig. Szybciej, więcej zobaczyć po łebkach, odhaczyć. Takie to były demony przeszłości. Chociaż od pewnego czasu, starałem się to zmieniać i buntowałem się przeciwko takiemu podróżowaniu, a ściślej mówiąc zwiedzaniu. Tak po prostu się nie da normalnie heheh. Na stronie sekretów przeczytałem, ze spacer z nimi będzie wyjątkowy – na luzie, bez pośpiechu w małej kameralnej grupie. Poza tym zależało mi na zobaczeniu miejsc tzw. „nie dla turystów”, a to gwarantowano mi na stronie internetowej http://www.sekrety-lizbony.pl/
Na umówionym miejscu spotykamy się chwilę po 09:00. Oprócz nas są jeszcze dwie osoby. Magda, bo tak nazywa się nasza przewodniczka, zjawia się chwilkę po umówionej godzinie i od razu przeprasza nas za lizbońskie spóźnienie 😉 . Nie tracąc czasu dajemy się porwać na jak się potem okazuje niesamowitą wycieczkę, która tak naprawdę pozwala nam inaczej spojrzeć na to miasto. Chyba faktycznie odkryliśmy trochę sekretów Lizbony. O samym spacerze nie będę się rozpisywać. Dlaczego ? Nie chcę odbierać Wam tej przyjemności wrażeń i doznań, a tego jest bez liku. Kolory, smaki, zapachy ukryte przed zmysłami turystów. Uliczki, zaułki, okraszone rysem historycznym, legendami, opowieściami, ale i zwykłymi rozmowami na przeróżne tematy. Co najważniejsze? Bez pośpiechu, na luzie, na całkowicie zwolnionych obrotach. Magda ma naprawdę dużą wiedzę, bardzo ciekawy sposób jej przekazania, życzliwość i uśmiech. Można było zaobserwować, że jej DNA już poniekąd zostało zmienione przez pobyt w Lizbonie. Cały spacer trwał ponad 4 godziny. Nasza czwórka bardzo żałowała, że ta nasza niekonwencjonalna wycieczka i czas spędzony w taki sposób minął zbyt szybko, chociaż słowo „szybko” w Lizbonie nie powinno mieć racji bytu.
Rozstajemy się na Alfamie – na punkcie widokowym, z którego rozpościera się przepiękna panorama na lizbońskie zabudowania i na Tag. Co przypadło mi tak bardzo do gustu w spotkaniu z Magdą i filozofią Sekretów? To kwestia spojrzenia na miasto, na jego zabytki, ludzi w nim mieszkających, panujące zwyczaje. Na każdym kroku człowiek nabiera świadomości i stara się odciąć od tej całej masy pędzących turystów, którymi przecież my też byliśmy. Czy było warto? Oczywiście , że tak! Bardzo dobrze wydane pieniądze ;). Osobiście to spotkanie przywróciło mi spokój ducha i nauczyło mnie, że można inaczej. Nastroiło na kolejne dni w Lizbonie…
Mimo, że Magda dbała żebyśmy w trakcie zwiedzania nie chodzili głodni i spragnieni 😉 spacer zaostrzył nasze apetyty. Gdzie dobrze i „tanio” zjeść w Lizbonie? O tym przy okazji kolejnej odsłony.
CDN…



