Kładę się do wyrka i momentalnie zasypiam. Budzi mnie głośny dźwięk budzika. Marta z Hubertem są już gotowi do drogi. Spoglądam na zegarek – jest środek nocy, godzina 3. Ciężko wstać, ale musimy się zbierać. Pora wracać do domu. O 4 rano musimy złapać nocny autobus, który dowiezie nas na Liverpool Street Station. Szybka toaleta, plecaki na ramiona, walizka w dłoń i żegnamy nasz pokój, w którym przespaliśmy kilka ostatnich majowych dni. Pakujemy się do windy, zjeżdżamy na dół. Wychodząc żegnamy się pięknie z recepcjonistką.
Na ulicach totalna pustka. Żywego ducha. Sceneria rodem z filmów o zombiakach ???? . Jestem trochę zdenerwowany, bo nie mam pewności czy ten nocny autobus przyjedzie. Różnie to bywa z komunikacją miejską, a my musimy dotrzeć na czas, żeby zdążyć na lotnisko. Dzień wcześniej zlokalizowaliśmy przystanek, z którego odjedziemy, żeby w nocy nie błądzić i ewentualnie nie tracić czasu. Na miejsce docieramy w ciągu 10 minut. Do autobusu mamy jeszcze trochę czasu. Oprócz pałętającego się przy śmietnikach lisa nikogo więcej nie ma. Kiedy podjeżdża autobus robię się spokojny, bo wiem, że już bez problemu dotrzemy do pierwszego celu. Wskakujemy do środka. W autobusie dosłownie kilka osób. Kierowca śmiga piętrusem jak rajdowiec.
Przy okazji tego przejazdu mogę jeszcze na koniec popatrzeć na Londyn nocą. Dojazd na Liverpool Street Station trwa około 40 minut. Tam czekamy około 20 minut i przesiadamy się do autobusu National Expres. Mija kolejnych 40 minut, kiedy meldujemy się na lotnisku Stansted. O tej porze nie ma zbyt wielu podróżnych – tak przynajmniej mi się wydaje. Bez problemu przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa. Dopiero teraz orientuję się jak ogromne jest to lotnisko. W tym momencie jeszcze nie wiemy, przy której bramce mamy się pojawić, żeby wejść na pokład samolotu. Do odlotu mamy trochę ponad dwie godziny. Ekipa zajmuje sobie strategiczne miejsca na krzesełkach poczekalni, a ja idę się rozejrzeć. Strefa ze sklepami wolnocłowymi ciągnie się i ciągnie. Można tu kupić dosłownie wszystko! Od perfum poprzez alkohol, produkty spożywcze, elektronikę, odzież, obuwie – wszystko czego dusza zapragnie. Z ciekawości patrzę na ceny i okazuje się, że jest tu dużo taniej niż w londyńskich sklepach. Jeśli chcecie zrobić fajne zakupy to zdecydowanie róbcie je na lotnisku. Oszczędzicie sporo kasy. Idąc trafiam na wielką halę odlotów, gdzie koczują setki ludzi, czekających na swój powietrzny transport. Jeśli ktoś by zgłodniał to bez problemu może coś zjeść. Do dyspozycji pasażerów jest kilka restauracji i barów. Wracam do rodziny. Zbieramy nasze bagaże i przemieszczamy się do hali odlotów. Czekamy prawie dwie godziny. W tym czasie możemy obserwować, jak pasażerowie biegają po lotnisku spiesząc się na swoje połączenia. Przy naszej miejscówce przechodzą Anglicy, którzy lecą na Majorkę. To jest niesamowite, bo wielu z nich ubranych jest tak jakby już się tam znajdowali. Na nogach klapki, krótkie spodenki, słomiane kapelusze. Wysiadając z samolotu są już praktycznie gotowi, żeby iść bezpośrednio na plażę. Zastanawiam się czy przy lotnisku na Majorkę jest jakaś plaża ???? . Po prawie dwóch godzinach czekania dostaję na mój telefon wiadomość od przewoźnika, przy której bramce mamy się stawić. Zbieramy swoje manele i idziemy na miejsce.
Po kilku chwilach jesteśmy już na pokładzie. Szybkie sprawdzenie biletów i siadamy na swoich miejscach. Lot nie trwa długo. Dwie godziny i jesteśmy w kraju. Przechodzimy przez kontrolę paszportową. Witamy w kraju! W Pile jesteśmy po południu. W domu czeka na nas tata Ali i oczywiście nasz kocur Manfred, który na wejściu robi nam potężną awanturę. Jesteśmy padnięci, ale zadowoleni. Nasza londyńska majówka dobiegła końca.
Londyn mnie zachwycił! Chyba nas wszystkich. Już w samolocie myślałem o tym, kiedy mogę tu wrócić, a że wrócę to prawie pewne. Miasto ma wiele twarzy, a my dosłownie się o nie otarliśmy. Mogę powiedzieć teraz, że trochę rozumiem naszych rodaków, którzy zdecydowali się właśnie tam układać sobie życie. Wystarczy kilka dni, żeby zacząć wsiąkać w miasto i jego klimat. Jeśli zdecydujecie się spędzić kilka dni w stolicy Anglii to musicie przygotować się na to, że dużo kasy będzie Was kosztowało przemieszczanie się metrem. Niestety jest to tak wielka aglomeracja, że bez tego środka transportu ani rusz. Poza tym niski kurs złotego sprawia, że dla Polaków jest to najzwyczajniej drogie miasto. Oczywiście można spędzić ten czas „budżetowo” i da się to zrobić bez większego problemu, ale będąc z dzieciakami taka opcja odpada. Podsumowując, wspaniała to była majówka i nie zapomnę jej nigdy. Niesamowicie byłoby zamieszkać w Londynie na kilka tygodni, miesięcy. Kto wie może kiedyś?
Ps. Tę historię chciałbym zadedykować Wszystkim Polakom mieszkającym na wyspach.
ThE EnD
Zostań PaTrOnEm bloga Zmysłami przez Świat. Jeśli lubisz moją twórczość wesprzyj mnie w rozwoju tego projektu. Nawet najmniejsze finansowe wsparcie będzie dla mnie dowodem uznania dla tego co robię https://patronite.pl/www.zmyslamiprzezswiat.pl
Ja piszę, Ty stawiasz kawę, pijemy razem ???? https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat
Do moich Patronów i kawowych wspomożycieli co jakiś czas będą leciały artefakty z naszych podróży ????
Za okazane wsparcie z góry serdecznie dziękuje !
