Mężczyzna z kieszeni wyciąga klucze. Pokonujemy kilka schodów i stajemy przed drzwiami wejściowymi. Spiros wkłada klucze do zamka, przekręca, wchodzimy do środka. Wewnątrz panuje przyjemny chłód. Nasze bagaże lądują pod ścianą. Uważnie słuchamy naszego gospodarza, który oprowadza nas po domu. Z uśmiechem na ustach tłumaczy jak ze wszystkiego możemy tu korzystać. W pomieszczeniu, w którym się znajdujemy jest aneks kuchenny, telewizor, kanapa, stół. Wiemy już, że tu będziemy wcinać nasze śniadania. Wnętrze jest bardzo klimatyczne, ale szczególnie zwracamy uwagę na czystość. Nasz gospodarz prywatnie jest lekarzem i to widać. W jego domu jest wręcz sterylnie. Nie ma możliwości przyczepić się do czegokolwiek. Jeśli istnieje miejsce, gdzie można jeść z podłogi, to my właśnie tu stoimy.
Nad salonem jest antresola z dwoma łóżkami. Dzieciaki bez chwili wahania zajmują sobie grzędę. My schodzimy na dół, gdzie jest sypialnia i łazienka z toaletą. Facet pokazuje nam kosmetyki, środki piorące, ręczniki. Mamy do dyspozycji cały w pełni wyposażony dom tylko dla siebie. Wszystko jest tak ogarnięte jak to się mówi tip – top. Odnoszę wrażenie, że ktoś tu normalnie na co dzień mieszka, bo niczego nie brakuje. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem. Z tak genialnie wyposażonym mieszkaniem do wynajęcia spotykam się po raz pierwszy. Generalnie wyposażenie full wypas, co niezmiernie nas cieszy. Idealne miejsce, żeby mieszkać i niczym się nie przejmować. Chwilo trwaj. Po pokazaniu nam wszystkich zakamarków gospodarz zabiera nas na spacer po okolicy. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale chętnie się z nim przejdziemy. Mieć miejscowego za przewodnika nie zdarza się często.
Wychodzimy z domu. Przechodzę kilka metrów i jestem totalnie zauroczony. Wąskie uliczki, białe domki, przepiękne kwiaty. Po dosłownie kilku chwilach stajemy na skraju wzniesienia. Po lewej stronie są zabudowania i schody prowadzące w dół na brzeg morza. Natomiast my idziemy ścieżką, schodzimy po kamiennych schodkach i wychodzimy na punkt widokowy. W cieniu drzew stoją ławeczki, gdzie można usiąść, odsapnąć i podziwiać panoramę. Jednak to nie jest najważniejsze, przynajmniej dla naszego gospodarza. Spiros pokazuje nam zejście, którym możemy dostać się na rząd ogromnych skał, które pełnią rolę plaży. Miejscówka nazywa się Rocky Beach.
Genialne miejsce tym bardziej, że znajduje się ono dosłownie tuż obok naszego domu. Z „naszej” plaży przemieszczamy się dalej klimatycznymi uliczkami. Mijamy kilka restauracji i stajemy w miejscu, z którego rozpościera się piękny widok na port, przez który dziś przejeżdżaliśmy. Mam wrażenie, że jest to fragment miasta wycięty z jakieś bajki. Błękitne niebo odbija się w błękitnym morzu, na którym kołyszą się łodzie. Z okolicznych knajpek roznoszą się zapachy przygotowywanego jedzenia. Jest godzina mocno popołudniowa, dlatego powoli miejsca przy stolikach zaczynają się zapełniać. Widok kapitalny i klimat nie do opisania. Tak właśnie wyobrażałem sobie grecką wyspę.
Ze Spirosem schodzimy w dół i idziemy na najbardziej turystyczną ulicę Skiatos. Po drodze nasz grecki gospodarz wskazuje nam palcem półwysep i zdecydowanie poleca nam wybrać się tam wieczorem na drinka, albo rano na kawę. Podobno widok i klimat kapitalny. Spoglądam w to miejsce i myślę, w zasadzie to wiem, że jak najbardziej skorzystamy z jego rekomendacji. Kiedy wchodzimy na główną ulicę, turystów już jest tak wielu, że wygląda to trochę jak Krupówki w długi majowy weekend. Ludzie są dosłownie wszędzie. Okupują tawerny, lokale z szybkim jedzeniem, sklepy z pamiątkami. Zewsząd dochodzą zapachy świeżo przygotowywanych potraw. Nasze żołądki nie są obojętne na takie bodźce i mocno dają o sobie znać. Zaczynam się zastanawiać, ile ten nasz spacer jeszcze potrwa? Z portowej ulicy idziemy pod górę i po kilku minutach wychodzimy koło kościoła, przy którym znajduje się nasza kwatera. Tu żegnamy się ze Spirosem. Gospodarz jeszcze na koniec mówi, że jeśli będziemy czegokolwiek potrzebować, to mamy do niego dzwonić o każdej porze. Jest do naszej dyspozycji. Wsiada do swojego auta, odjeżdża. My szybko pakujemy się na chatę. Mamy chwilę na rozpakowanie i ogarnięcie nam kolacji ???? .
Mimo podekscytowania tym wszystkim czujemy, jak uchodzą z nas siły. Potrzebna jest nam porządna kolacja. Razem z Alą zgodnie stwierdzamy, że nie będziemy kombinować z zakupami oraz jedzeniem w domu. Skorzystamy z rekomendacji naszego gospodarza i zabierzemy młodzież do klimatycznej restauracji.
CDN…



