Rano pobudka, codzienne rytuały i schodzimy na śniadanie. Co ciekawe, a przede wszystkim bardzo pokrzepiające to fakt, że dziś pogoda jest po prostu piękna. Wreszcie się doczekaliśmy. Ciepło i słonecznie. Idealny dzień do zwiedzania.
Na stołówce tłum i gwarno. Zajmujemy miejscówkę i atakujemy bufet. Mimo, że się zarzekałem, że już dość tych brytyjskich rarytasów to odruchowo sięgam po kiełbasę i bekon. Reszta załogi też dba, żeby ich poranny posiłek był wartościowy ???? . Co ciekawe to zauważam, że niektórzy goście na śniadania przychodzą ze swoim jedzeniem. W zasadzie jest to jakieś wyjście z tej kulinarnej monotonii.
Dzisiejszy dzień do godzin wieczornych organizuje Alicja. Na pierwszy ogień idzie Mała Wenecja. Jest to dzielnica Londynu, przez którą przechodzi sieć wodnych kanałów. Jestem bardzo ciekawy jak to wygląda? Czy faktycznie zasługuje na to miano? Nigdy wcześniej nie słyszałem o tej dzielni, a podobno jest zjawiskowa.
Wysiadamy z metra. Rozglądam się i w zasadzie nic ciekawego nie widzę. Dopiero kiedy przechodzimy kilkadziesiąt metrów ten kawałek miasta odkrywa przed nami swoje oblicze. Stajemy na mostku i obserwujemy jak na małym w zasadzie mini jeziorku pływają gęsi. Mimo, że jesteśmy w mieście to jest jakoś tak cicho i spokojnie.
Chodzi mi o to, że nie czuć tu kompletnie londyńskiego pędu. Ala zauważa, że miejsce, w którym jesteśmy jest przystanią, gdzie cumują wodne tramwaje. Do Camden Town możemy się  dostać płynąc kanałem. Taki rejs trwa około 45 minut. Bukujemy sobie przez internet miejsce. Szykuje się nam genialna wycieczka. Póki co mamy sporo czasu zanim nasza łódź będzie gotowa do rejsu. Postanawiamy, że przejdziemy się wzdłuż nabrzeża i poszukamy jakieś kawiarni, bo wszyscy mamy ochotę na małą czarną.
Idąc podziwiamy zacumowane barki w których mieszkają Londyńczycy. Jednostki są przeróżne. Od prostych i raczej skromnych po nowoczesne, ale bardzo stylowe. Zauważamy, że na ich pokładach toczy się dość spokojne życie. Tych wodnych domów jest naprawdę mnóstwo. Cumują po obu stronach, jedna przy drugiej, tworząc osiedla na wodzie.
Po kilku minutach spaceru lokalizujemy kawiarnię. Co ciekawe jest ona wklejona w szczytową ścianę kościoła, tworząc charakterystyczne przedłużenie świątyni. Trochę gryzie mi się architektura obu budynków, ale cóż – jesteśmy przecież w Londynie. 
Na trawie przed lokalem na kocach leżą kobiety z małymi dziećmi, przy stolikach kilka osób. Ala zamawia nam kofeinę. Pijąc łapiemy promienie słońca i dochodzimy do wniosku, że na tej dzielnicy moglibyśmy zamieszkać. Jest cicho, spokojnie i bardzo klimatycznie. Niestety sielsko – kawową atmosferę przerywa nam upływający czas. Musimy iść na przystań, żeby zdążyć na nasz wodny transport do Camden.
Kiedy docieramy na miejsce na brzegu stoi kolejka turystów. Widać oni też mają zamiar skorzystać z tej atrakcji. Po chwili podpływa nasz statek. Wsiadamy na pokład. Kiedy wszystkie siedzenia są zajęte, jednostka odbija od brzegu. Zaczyna się rejs po kanałach Małej Wenecji. W trakcie tej rzecznej podróży młoda dziewczyna, która jest częścią załogi opowiada o tym, co właśnie mijamy. Płyniemy pod mostami, możemy podziwiać przepiękne domy bardzo znanych i bogatych ludzi. Ale najważniejsze jest obcowanie z przyrodą. W trakcie rejsu są takie fragmenty, gdzie w życiu bym nie pomyślał, że jestem w Londynie. Słowem super rejs i bardzo wartościowa atrakcja. Z czystym sumieniem mogę Wam to polecić.
Płynie się bardzo przyjemnie, w zasadzie to mam nadziej, że ten rejs będzie trwał i trwał. Jednak po około 45 minutach naszym oczom ukazuje się port. Pierwsze co widać, to dym unoszący się z kilkunastu budek z jedzeniem i mnóstwo ludzi. O dzielnicy Camden Town dużo opowiadała mi Ala. Była pod jej ogromnym wrażeniem, kiedy trafiła tu pracując kilkanaście lat temu w Londynie. Mówiła, że na tej dzielnicy można spotkać dziwnie i niestandardowo poubieranych ludzi, że jest mnóstwo świrów i przysłowiowych niebieskich ptaków. Słowem dzielnica inna niż wszystkie.
Wysiadamy z naszego okrętu. Rozglądam się w koło. Wszędzie mnóstwo ludzi i mnóstwo sklepów. Jesteśmy w Camden Market. Wielkie centrum handlowe, ale nietypowe. Część stoisk mieści się w stylowym budyneczku, do którego wchodzi się po schodach. Są tam dwa poziomy. Na dole i na górze stoiska, z jak mi się wydaje. rękodziełem. Ala i dzieciaki rzucają się w wir zakupów. Natomiast ja jakoś tego klimatu nie czuję. Umawiamy się, że będę na nich czekał na zewnątrz.
Wychodzę z budynku. Po drodze zauważam kilka ogłoszeń, na których proponowano pracę. Odkąd Angole wyszli z Unii Europejskiej mają problem z pracownikami. Po prostu ich brak. Część społeczeństwa brytyjskiego nie garnie się do pracy. Imigranci powyjeżdżali i nie ma komu pracować. Szczególnie odczuwa to handel, gastronomia i hotelarstwo.
Po około 20 minutach dołącza do mnie reszta ekipy. Marta kupiła sobie biżuterię, ale poza tym nic ciekawego nie udało się im znaleźć. Postanawiamy, że przejdziemy się główną ulicą, rozejrzymy po okolicy i postanowimy co dalej.

Główna arteria dosłownie tonie w ludziach. Po obu jej stronach znajdują się sklepy praktycznie ze wszystkim. Dookoła rozchodzi się zapach z lokali gastronomicznych. Usiłuję zlokalizować ciekawych i nietuzinkowych przedstawicieli tej dzielnicy, ale oprócz chłopaka z irokezem, w punkowej skórze i glanach, nikogo innego nie udaje mi się z tłumu wyłowić. Za to turystów po prostu opór.
Istna świątynia komercji. Dochodzimy do stacji metra, siadamy na ławce i zastanawiamy się co dalej. Nie mamy za bardzo pomysłu. Osobiście byłem nastawiony na to, że dzielnica nas wciągnie i popłyniemy z jej nurtem, jednak nic takiego się nie stało. Generalnie chyba wszyscy jesteśmy tym rozczarowani. Wyciągamy telefon i sprawdzamy czy oprócz sklepów, stoisk i lokali gastro można tu coś ciekawego zobaczyć. Okazuje się, że w pobliżu jest dom, w którym zmarła Amy Winehouse. Przed tym budynkiem stoi drzewo, do którego pielgrzymują fani piosenkarki z całego świata. Nie mamy w zasadzie nic innego do roboty, czasu sporo więc czemu nie.
CDN…
Możesz wesprzeć mnie w tym co robię. Postaw kawę. Będzie to zacny dowód Twojego uznania dla mojego pisania i twórczości w sieci 😉 Wystarczy kliknąć w link —————-> https://buycoffee.to/zmyslamiprzezswiat