Lotnisko nie jest duże. Można powiedzieć, że na pierwszy rzut oka bardzo kameralne. Jest godzina koło 00.30. Jesteśmy wszyscy już mocno zmęczeni. Generalnie, padam na pysk. W tym momencie powinniśmy zapakować się do Ubera i pojechać do hotelu, wziąć prysznic, i położyć się spać. Taka byłaby naturalna kolej rzeczy. Jednak nie w tym przypadku. Wspominałem Wam we wcześniejszym poście, że w hotelu możemy się zameldować od godziny 15.00. Marek przed naszym przylotem kontaktował się z pracownikiem Blubay przedstawiając naszą sytuację. Zapytał czy jest możliwość szybszego zameldowania się w obiekcie. Otrzymał informację zwrotną, że owszem jeśli zapłacimy 1500zł. Tyle hotel zażyczył sobie za dodatkową dobę. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że takie rozwiązanie mamy w „poważaniu”. Coś wymyślimy, a zaoszczędzone spore pieniądze wydamy w inny sposób, np. pójdziemy na wypasioną kolację.
Przed wylotem postanawiamy, że najrozsądniej będzie przeczekać do rana na lotnisku, skoro świt udać się do hotelu, zostawić bagaże i zacząć eksplorację naszej dzielnicy. Natomiast o 15.00 już bez problemu będziemy mogli się zameldować. Była też inna opcja. Mianowicie w grę wchodził nocleg na jednej z maltańskich plaż. Rozważaliśmy to bardzo poważnie jednak górę wziął rozsądek, czyli lotnisko. Dlaczego? Doszliśmy do wniosku, że nie znamy miasta, nie wiemy jakie klimaty nocą panują na Malcie. Dlatego ze względów bezpieczeństwa do tematu podeszliśmy w taki sposób. Przebywając nocą na lotnisku będziemy pewni, że nic nieprzewidywanego nam się nie przydarzy.
Stoimy na lotniskowym holu. Rozglądamy się uważnie, szukając miejsca gdzie można przycupnąć i poczekać do rana. W oczy rzuca się nam kawiarnia, przed którą stoją stoliki. Wszyscy dochodzimy do wniosku, że będzie to idealne miejsce żeby „przenocować”. Siadamy na krzesełkach wyciągamy prowiant, wcinamy bardzo późną kolację i… czekamy.
Próbuję sobie zorganizować odpowiednie miejsce żeby chociaż na moment zmrużyć oczy. Niestety kawiarniany stolik nie za bardzo nadaje się do drzemki. Nie ma opcji, żebym zasnął, siedząc na krześle z głową na blacie stołu. No nie!! Korzystając z czasu jaki mamy do rana postanawiam, że obejrzę terminal. Idąc po holu zauważam, że grupa ludzi leży na podłodze pod ścianą i najzwyczajniej w świecie śpi w najlepsze. Nie zastanawiam się długo. Wracam do kawiarnianego stolika. Reszta ekipy nie wygląda dobrze. Ich twarze są umęczone i śpiące. Kiedy komunikuję, że możemy się walnąć na podłodze i przekimać jak „ludzie”, patrzą na mnie z politowaniem. Ten pomysł nie znajduje w ich oczach uznania. Cóż, biorę plecak i mówię gdzie mniej więcej będą mogli mnie znaleźć. Jak wspomniałem lotnisko nie jest duże więc z tym nie będzie problemu. Wybieram sobie kawałek podłogi, rozkładam na niej ręcznik turystyczny. Pod głowę wsuwam plecak.
Jest mi wygodnie i co ważne nie ma tłoku. Ta sytuacja sprawia, że przypomina mi się jak w czasach młodości kilka razy było mi dane spać na dworcach i w innych „ciekawych” miejscach. Takie doświadczenia sprawiły, że w tym momencie nie mam żadnych oporów, żeby się rozłożyć na lotniskowej podłodze. Zamykam oczy. Gdzieś z oddali słyszę odgłosy chrapania turystów koczujących nieopodal mnie pod ścianą. O dziwo, nie przeszkadza mi to. Czuję jak powoli odlatuję w słodkie objęcia snu 😉 .
Otwieram oczy i się rozglądam. Na holu terminala jest już całkiem jasno, kręcą się ludzie z obsługi. Spoglądam na zegarek. Jest chwila po 6.00. Moi sąsiedzi spod ściany zniknęli. Udało mi się przespać około 4 godzin. Niby mało i w niekomfortowych warunkach, ale czuję się jak młody bóg. Zbieram swoje ręcznikowe posłanie z ziemi. Przeciągam się i idę w stronę kawiarni zobaczyć jak Marek z dziewczynami sobie poradzili. Z daleka już widzę, że przy kawiarnianych stolikach nikogo nie ma. Robię w tył zwrot. Idę przez lotnisko, rozglądając się za moimi towarzyszami podróży. Zastanawiam się gdzie oni mogli się podziać? W pewnym momencie widzę Alę i Monikę, które siedzą w ogródku kawiarnianym Cafe Costa. Na zewnątrz jak na tak wczesną porę jest ciepło i przyjemnie. Dziewczyny witają mnie z uśmiechem. Niepokoi mnie tylko brak Marka.
Okazuje się, że kiedy ja kimałem na lotniskowej podłodze, oni w tym czasie znaleźli sobie to miejsce i tu spędzili czas do rana. Marek walcząc ze snem obszedł kilka razy całe lotnisko. Zorientował się na którym przystanku wsiądziemy do autobusu, żeby dojechać do hotelu. Gdzie można napić się kawy, od której otwierane są punkty gastro. Generalnie lotniskowe klimaty miał rozpracowane w najdrobniejszym szczególe. Dziewczyny mówią, że nie spały dużo – w zasadzie to prawie wcale. Kiedy zjawia się Marecki postanawiamy, że pora zmienić garderobę. Im wyżej na niebie jest słońce, tym aura robi się coraz cieplejsza. Pijemy kawę, zjadamy nasze kanapki. Dziewczyny kupują jakieś słodkości. To nasze premierowe śniadanie na Malcie. Wcinając kanapkę, którą popijam kawą czuję się po raz pierwszy jak na wakacjach.
Plan, który mamy na dojazd z lotniska do hotelu zakłada, że wsiądziemy do autobusu i tym środkiem lokomocji dojedziemy na miejsce. Marek prowadzi nas na przystanek.
Wychodzimy z lotniska, przechodzimy na drugą stronę jezdni i już. Marek po nocnym rekonesansie bez problemu mógłby wziąć udział w Wielkiej Grze: Temat – „Lotnisko na Malcie i jego otoczenie” 😉 . Przy stojącym obok przystanku automacie kupujemy karty dzięki, którym będziemy mogli poruszać się po wyspie miejskimi autobusami przez siedem dni. Przyjemność ta kosztuje 21€ . Nie jest to jakaś horrendalna cena. Samo kupno biletów jest bardzo proste i intuicyjne. Zawsze przed tego typu automatami dopada mnie niepokój. Wiecie, tyle przycisków, opcji, zniżki dla dzieci, seniorów, różne rodzaje biletów i tym podobne. Ku mojemu zaskoczeniu zakup kart udaje się sfinalizować błyskawicznie.
Teraz tylko wypada czekać na autobus. Rozglądam się i widzę, że przed lotniskiem są ławki dla podróżnych. W tym momencie uzmysławiam sobie, że bez problemu i bardziej komfortowo mogliśmy wszyscy skorzystać z tej opcji. Bankowo byłoby przyjemniej spać na zewnątrz niż w środku. Cóż, następnym razem będę wiedział gdzie się wyspać po królewsku 😉 .
Do pierwszego autobusu, który podjechał na przystanek nie wsiadamy. Nie jesteśmy do końca pewni czy tym połączeniem dojedziemy tam gdzie chcemy. Niestety na kolejny musimy jeszcze trochę poczekać. Zaczynamy odczuwać szybki wzrost temperatury powietrza. Jest już na tyle gorąco, że kryjemy się w cieniu przystankowej wiaty. Wszyscy jesteśmy bardzo zmęczeni. Mimo to, że udało mi się przespać klika godzin na lotniskowej podłodze, odczuwam trudy eskapady. Co ma powiedzieć reszta ekipy? Oni są na nogach już dobę. Myślimy już tylko o tym, żeby znaleźć się w hotelowym pokoju , wziąć prysznic i położyć się spać. Mamy nadzieję, że może uda się nam szybciej zameldować w hotelu. Może recepcjonista się nad nami zlituje i da klucze od apartamentu. Cóż, przekonamy się już niebawem, jak tylko dotrzemy na miejsce.
CDN…