Lokal wyłania się nam za rogu. Przy ulicy stoją parasole, pod którymi można usiąść przy stoliku. Kiedy jesteśmy już naprawdę blisko podchodzi do nas pracownik restauracji, który jak się później orientujemy jest naganiaczem. Młody chłopak trochę się dziwi, że nie musi nas prosić do tego, żebyśmy właśnie u nich zjedli posiłek. Jesteśmy już zdecydowani, dlatego bez ceregieli zajmujemy sobie stolik.
Po chwili podchodzi do nas starszy mężczyzna i prosi o okazanie certyfikatu szczepienia. Pokazujemy nasze covidowe kwity i po chwili przy stoliku melduje się kelner. Oprócz nas nie ma żadnych gości. Dochodzimy do wniosku, że dla Włochów na wieczorną posiadówę jest najzwyczajniej za wcześnie, natomiast dla nas to pora idealna. Ola zamawia jakieś kluski w sosie pomidorowym. Ja celuję w klasykę, czyli spagetii carbonara. Oczywiście do tego zamawiamy butlę białego wina. Na stoliku jako pierwsze melduje się wino. Wznosimy toast za nasz Rzym. Oboje mamy nadzieje, że wszystko co najlepsze w tym mieście jest przed nami. Ba, jesteśmy nawet o tym przekonani. Czekając na zamówione jedzenie planujemy kolejne nasze rzymskie kroki. Zapada ostateczna decyzja, że na pierwszy ogień idzie klasyka turystyczna czyli Koloseum i Forum Romanum, a co później, to zobaczymy.
Po około 15 minutach oczekiwania na naszym stole pojawiają się nasze dania. Jest wiele opinii mówiących o tym, że włoska kuchnia jest prosta, ale w swej prostocie genialna i pyszna. I wiecie co? Tak właśnie jest! Mój makaron jest naprawdę przepyszny. Olki kluski też smakują wyśmienicie. Całość dopełniona jest białym winem w cenie 8 euro za butelkę, które jest delikatnie mówiąc ciekawym doznaniem smakowym 😉 .
Mimo, że jest nam w tej restauracji naprawdę dobrze, to nie ma co dłużej płaszczyć tyłków, Rzym wzywa! Płacimy rachunek i naładowani energią idziemy na spotkanie z historią. Przed wyjściem z lokalu wchodzę do toalety, chcąc umyć dłonie. Lokalizuję umywalkę, spoglądam na nią i coś mi nie gra. Przy kranie brakuje kurków. Nie mam pojęcia, co mam zrobić, żeby popłynęła woda. Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy jest taka, że pewnie przy kranie zamontowana jest fotokomórka. Moje machanie rękami wygląda nieco komicznie i niestety nie przynosi żadnego efektu. Głowię się chwile nad tym, co tu zrobić. Sytuacja robi się dziwna. Stoję, gapię się w tą umywalkę jak sroka w gnat, szukając rozwiązania. Nagle doznaję olśnienia. Spoglądam w dół, widzę „pedał” po czym naciskam go stopą. Z kranu zaczyna lecieć woda.
Taki sprytny patent wymyślili Włosi. Muszę przyznać, że z takim rozwiązaniem spotykam się po raz pierwszy. Wychodzę przed lokal i opowiadam Oli o tej sytuacji, śmiejemy się, że takie patenty tylko w Rzymie.
Odpalamy mapę. Od celu dzieli nas 20 minut na nogach. Co ciekawe mimo, że pora nie jest jeszcze zbyt późna, to bardzo szybko robi się ciemno. Mrok usiłuje opanować miasto, jednak światła latarni i oświetlonych budynków skutecznie to uniemożliwiają. Idziemy bez pośpiechu i jakiejkolwiek spiny. Cieszę się tym spacerem, bo praktycznie na ulicach nie ma ludzi, nie mówiąc już o turystach. Trochę w to nie dowierzam. Jesteśmy w wielomilionowej aglomeracji, gdzie z reguły nocą tętni życie, a tu cisza i spokój. Wręcz nieprawdopodobne! Tego się nie spodziewałem. O tym, że miasto żyje świadczą tylko auta, skutery i motocykle śmigające po ulicach.
Im bliżej jesteśmy Koloseum, tym bardziej jesteśmy podekscytowani. Zauważamy, że za każdym rogiem stoi jakiś pięknie podświetlony budynek, który śmiało można określić jako perłę architektury. W tym momencie mam pierwsze przemyślenia na temat stolicy Włoch. Dla miłośników architektury, historii i fotografii to raj na ziemi. Myślę, że trzeba by było tu zamieszkać na co najmniej kilka miesięcy, żeby móc sobie to wszystko na spokojnie obejrzeć, dotknąć, przeżyć. Rzym w okolicach dworca Tremini pokazuje mi swoje kolejne oblicze, jak się okaże nie ostatnie 😉 .
Mapa googla prowadzi nas do celu bez błędu. Idąc po schodach prowadzących pod budynkiem, wychodzimy na taras widokowy. Naszym oczom ukazuje się Koloseum. Jedna z najbardziej znanych budowli na świecie. Z daleka amfiteatr robi ogromne wrażenie. Przystajemy na moment, żeby nacieszyć się tym widokiem. Oczywiście w ruch idą aparaty fotograficznie, to znaczy mój telefon i Olki aparat, który przytargała ze sobą z kraju.
Cóż, żeby uwiecznić chwilę i złapać dobry kadr trzeba mieć dobry sprzęt 😉 . Robimy sobie krótki przystanek. Podziwiając budowle postanawiamy, że skoro już tu jesteśmy, to zaliczymy zabytki z cyklu: „będąc w Rzymie musisz to zobaczyć” to jest Forum Romanum i Ołtarz Ojczyzny. To, że te punkty są położone od siebie w stosunkowo niewielkiej odległości sprawia, że bez problemu przejdziemy się spacerem i przyjrzymy im się w nocnej scenerii.
Idąc w kierunku Forum Romanum, postanawiamy, że kiedy będziemy wracać już do domu, to jeszcze raz zahaczymy Koloseum, żeby móc zejść niżej i podejść pod same mury. Spacer po Rzymie w takich okolicznościach przyrody, wieczorową porą, przy minimalnej ilości ludzi na ulicach i ciepłej aurze jest niesamowitym doświadczeniem. Jedyne czego żałuję to tego, że nie ma ze mną Ali. Fajnie byłoby żeby mogła też to wszystko obejrzeć, Ale cóż, może innym razem 😉 .
CDN…




