Brno – do zobaczenia

Rano budzimy się, no w miarę wcześnie.  Wczorajszy  rajd rowerowo-pieszy po Brnie sprawił, że spałem jak zabity. Szybka toaleta, po której pakujemy resztę naszego dobytku. Plan na dziś jest taki, że walizki wylądują w Toyce, a my rowerkami śmigniemy sobie jeszcze do miasta zjeść jakieś śniadanie, napić się kawy i pożegnać stolicę Moraw. W Mikulovie możemy zameldować się na kwaterze w godzinach popołudniowych więc mamy w zasadzie jeszcze trochę czasu. Tym bardziej, że z Brna do Mikulova autem jedzie się około godziny. Po zebraniu całego dobytku nasze bagaże lądują w aucie. Znoszę rowery i zatrzaskujemy drzwi pokoju. Tak żegnamy się z naszą kwaterą, w której spędziliśmy kilka sympatycznych chwil i na pewno dobrze będziemy ją wspominać. Co należy podkreślić miejscówka fajnie położona, a jeśli ktoś zdecyduje się zabrać ze sobą do Brna rowerki, to wręcz idealna.
Wskakujemy na bicykle i ruszamy w stronę starego miasta. Jesteśmy głodni ale przede wszystkim chce nam się kawy. Na dziś nie mamy żadnego konkretnego planu zwiedzania. Ala chce zajechać na rynek i kupić nam jakieś owoce, a gdzie potem nas zaniesie to się okaże. Pedałując po  ulicach Brna rozglądamy się za jakąś ciekawą kawiarnią, w której możemy zaspokoić nasz kofeinowy głód 😉 . Mijamy kilka kawiarenek, ale żadna jakoś nas nie urzeka. W pewnym momencie do mojego mózgu poprzez nos dociera zapach świeżo wypiekanego pieczywa.
Rozglądam się, a moje oczy lokalizują miejsce, z którego ten niesamowity zapach roznosi się na całą ulicę. Zatrzymujemy się, przypinamy nasze rowery do stojaków, przebiegamy przez jezdnię i wchodzimy do środka. Okazuje się, że wewnątrz jest piekarnia, w której świeże wypieki są sprzedawane na miejscu. Zapach jaki tam się rozchodzi jest obłędny! Ten zapach kojarzy mi się  z piekarnią, do której wysyłali mnie rodzice po pieczywo, kiedy byłem małym dzieckiem.
Okazuje się, że w środku są stoliki, przy których można usiąść. No i co najważniejsze jest też ekspres do kawy. Spoglądamy  na siebie i wiemy, że jesteśmy w dobrym miejscu. Ala zamawia jakąś słodką bułkę do kawy. Natomiast ja  preferuję śniadanie raczej w stylu wytrawnym. Kupuję pajdę chleba z jakąś pastą i Rukolą.  Biorę gryza i naprawdę jestem pod wrażeniem. Świerzy, ciepły  chleb z tą pastą jest tak pyszny, że pochłaniam go w oka mgnieniu. Fakt też jest taki, że jesteśmy głodni jak wilki.
Sprzedawczyni patrzy się na nas z uśmiechem. Ala zaczyna z nią rozmawiać. Okazuje się, że jest studentką i sprzedając w tym miejscu dorabia do studiów. Rozmawiamy trochę o Brnie, Czechach i oczywiście o pandemii. Przy okazji zamawiam sobie drugą wersję kanapeczki, która też jest obłędnie pyszna. W międzyczasie przez sklep przewija się sporo ludzi. Widać, że to miejsce cieszy się dużą popularnością wśród „lokalsów”. Zresztą nie ma się co dziwić, bo wyroby mają pierwsza liga. Aaaaa, bo tak o pieczywie, a o kawie nic. Więc kawa jest również pyszna!
W ten oto sposób zjedliśmy śniadanie i napiliśmy się dobrej kawy przy okazji odkrywając fajne miejsce. Gdzie w Brnie możecie je znaleźć? Przy ulicy Pekarska 435. Lokal nazywa się Pekarstvi Paneolit.
Po tak pysznym śniadaniu wskakujemy na rowery i jedziemy prosto na Targ Zielny. Dziś jest jak wczoraj – sporo ludzi, dużo stoisk, kolorowo i naturalnie. Ala robi szybkie zakupy. Oliwki i morawskie brzoskwinie lądują w jej plecaku.
W tym czasie ja eksploruje stoisko z płytami winylowymi, ale niczego interesującego nie znajduję. Gość ma sporo płyt. Większość używanych i dość starych. Myślę, że gdybym siedział w czeskiej muzyce pewnie bym coś „wyrwał”. Może uda się następnym razem 😉 .
Chwilę kręcimy się jeszcze po mieście bez żadnego konkretnego celu. Czas niestety ucieka i pora się zbierać. Drogę na kwaterę mamy prawie obcykaną więc nie śpieszymy się zbytnio. Przejeżdżamy obok budynku browaru. Zauważam, że na zewnątrz w ogródku przy stołach siedzą ludzie. Mówię Ali, że kiedy następnym razem zawitamy do Brna to koniecznie muszę tu zabrać Marka 😉 . Docieramy na parking, gdzie stoi nasza niezawodna Toyka. Odkręcam koła z rowerów, gdyż tylko tak mogą zmieścić się w środku. Pakujemy się do auta i naprzód do Mikulova.
         W Brnie tak naprawdę spędziliśmy trochę ponad dobę. Był to dobry czas.  Miasto zrobiło na nas zaskakująco pozytywne wrażenie. Brno ma swój niepowtarzalny klimat, który da się poczuć jeśli tylko człowiek się trochę wyluzuje, co tam nie jest większym problemem. Mimo, że jest to druga co do wielkości aglomeracja Czech, to ludzie żyją tam tak jakby wolniej. Często się uśmiechają. Co ważne będąc na miejscu czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Jeśli tak jak my zawitacie do Brna bez żadnego przygotowania w sensie takim, że nie będziecie wiedzieć co chcecie zobaczyć, jak się po mieście poruszać i gdzie znaleźć nocleg, to warto odwiedzić tamtejsze informacje turystyczne. Obsługa bardzo profesjonalna, dużo przeróżnych folderów, map, pamiątek i gadżetów związany z miastem. Generalnie dowiecie się tam wszystkiego. Jeśli będzie jeszcze okazja, na pewno  wrócimy do Brna. Tym bardziej, że jak się okazuje jest tam wiele miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć.  
THE END…