Z naszej kwatery do winiarni Cibulka jest około 2,5 km. O tym miejscu gdzieś czytałem. Gdzie? Nie mam pojęcia, czy to było na jakieś stronie internetowej, czy w przewodniku, czy na ulotce reklamowej. Nieważne, ważne, że miejsce to znalazło się w naszym planie zwiedzania Mikulova. Odpalamy nawigację i rowerami jedziemy do naszego celu. Po kilku minutach pedałowania ścieżkami prowadzącymi między budynkami rodem z epoki komunizmu docieramy pod bramy winiarni. Początkowo ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy u celu. Miałem trochę inne wyobrażenie. Winnica kojarzy mi się ze starym klimatycznym domem, dookoła którego, gdzie nie spojrzysz, ciągną się uprawy winorośli.
My trafiamy do zdecydowanie mniej urokliwego miejsca. Przez otwartą bramę wjeżdżamy na plac, na którym stoją duże silosy. Przy budynku na rampie poustawiane są skrzynki z pustymi butelkami, pod wiatą stoi ciągnik. Ot, widok typowy dla wytwórni produkującej wino na dużą skalę. Przy zakładzie jest oczywiście sklep, do wnętrza którego prowadzą stare drzwi rodem z czasów „słusznie minionych” .
Po przekroczeniu progu z uśmiechem na twarzy wita nas kobieta. Okazuje się, że jest sprzedawcą i, mimo że jesteśmy tuż przed zamknięciem, prowadzi nas do środka. Wchodzimy do mniejszego pomieszczenia, gdzie pod ścianami stoją regały, a na nich wino, dużo wina. Raj dla wielbicieli. Ala po angielsku mówi pani, że chcemy kupić „jakieś” wino. Na pytanie, jakie, wzruszamy ramionami i prosimy, żeby nam coś poleciła. Kobieta wyciąga kartę win, coś na wzór menu w restauracji. Pozycji jest naprawdę mnóstwo. Od win młodych po starsze roczniki. Białe, czerwone, różowe, musujące – wybór bogaty.
Patrzymy w tę kartę, i nic nie rozumiemy. Raz, że wszystko po czesku, dwa, nasza wiedza na temat tego trunku jest, jakby to powiedzieć, na poziomie mocno podstawowym. Czyli: białe, czerwone, różowe, słodkie, półsłodkie, półwytrawne i wytrawne. Kobieta od razu orientuje się, że ma przed sobą totalnych laików i z troską na twarzy proponuje nam parę opcji. Kupujemy kilka butelek przede wszystkim z myślą o prezentach. Zakupy pakujemy do plecaka, dziękujemy za pomoc, żegnamy się pięknie i wychodzimy. Jeśli będziecie w Mikulovie, a najdzie Was ochota na dobre wino to Cibulkę znajdziecie pod adresem 966/3, K Vapence, 692 01 Mikulov. Położenie sklepu jest o tyle fajne, że mieści się on zaraz przy drodze krajowej prowadzącej do Brna. Można tam bez problemu w drodze powrotnej podjechać autem, zrobić zakupy, zapakować do bagażnika i spełnionym wracać do domu 😉 .
Załadowani butelkami postanawiamy, że jedziemy zobaczyć synagogę pod zamkiem i żydowski cmentarz. Szczególnie Ala jest zajarana, bo lubi takie klimaty. Przyznam szczerze, że te żydowskie nekropolie mają w sobie coś takiego, hmm… jak by to nazwać, nie wiem, jakiego słowa mogę użyć. Które określenie w pełni odda to, z czym takie miejsca mi się kojarzą. Macewy, ich wygląd, pismo, znaki, symbole – to wszystko sprawia, że żydowskie cmentarze jak dla mnie są jedyne w swoim rodzaju. Byliśmy kiedyś na takim cmentarzu w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Miejsce jak bardzo ciekawe, tak bardzo zaniedbane. Jesteśmy zatem ciekawi, jak cmentarz w Mikulovie będzie się prezentował. Z tego, co zdołaliśmy się dowiedzieć przed naszym urlopowym wypadem na Morawy, to fakt, że na tych terenach mieszkała kiedyś duża społeczność żydowska, a sama nekropolia jest jedną z większych w Czechach. Droga rowerami do naszego kolejnego mikulovskiego celu przebiega nam błyskawicznie. Kilka minut i jesteśmy na miejscu.
Przechodzimy przez bramę, przypinamy rowery i wchodzimy do środka budynku, który na pierwszy rzut oka wydaje się nam być synagogą. Jesteśmy ciekawi, co jest wewnątrz. Trochę nam ta nasza koncepcja synagogi nie pasuje, bo przecież jedna jest tuż pod zamkiem, czyżby tu była kolejna? Wewnątrz wita nas młoda dziewczyna w klimatycznym kapeluszu, spod którego na ramiona opadają jej blond włosy. Z uśmiechem zaprasza nas do środka.
Rozglądamy się zaciekawieni. Wnętrze jest przestronne i jasne. Na ścianach wiszą obrazy o tematyce judaistycznej, zdjęcia cmentarza z okresu jego funkcjonowania oraz przedstawiona na fotografiach historia mikulowskiej gminy żydowskiej. Chwilę rozmawiamy z dziewczyną. Okazuje się, że przyleciała ze Stanów Zjednoczonych. Jest studentką, obecnie mieszka w Mikulovie i w ramach wolontariatu opiekuje się cmentarzem. Sprzedaje bilety wstępu, oprowadza wycieczki, służy turystom pomocą. Dziewczyna uświadamia nam, że budynek, w którym się znajdujemy nie jest synagogą, a żydowskim domem pogrzebowym z salą obrzędową. My na cmentarz trafiamy tuż przed jego zamknięciem. Kupujemy bilety, bierzemy mini przewodnik i we dwoje przekraczamy granicę kirkutu. Sama nekropolia robi na nas ogromne wrażenie.
Cmentarz jest naprawdę duży. Według różnych źródeł jest tam od 2500 do 4000 tysięcy nagrobków. Całość otoczona jest murem. Nam jego obejście zajmuje ponad godzinę, a i tak, z uwagi na późną porę, mocno się „streszczamy”. To co nas urzekło, to cisza, jaka tam panuje i mnóstwo różnego rodzaju macew. Od prostych i skromnych, po bogato zdobione. Najstarsza macewa na tym cmentarzu pochodzi z roku 1618. Spacerując z mapą cmentarza w ręku, trafiamy na „rabiński wzgórek”. To tam znajdują się najstarsze groby rabinów z Mikulova i całych Moraw, oraz najbogatszych mieszkańców miasta. Domyślam się, że miejsce to jest punktem centralnym cmentarza, wokół którego nekropolia rozrastała się przez lata.
Spacerując, przyglądamy się macewom. Większość jest w dobrym albo bardzo dobrym stanie. Porównując to miejsce z kirkutem w Kazimierzu, dochodzimy do wniosku, że to miejsce miało wiele szczęścia, że przetrwało w takiej postaci. W końcu postanawiamy wracać do domu. Opuszczamy teren cmentarza. Przechodząc obok sali pogrzebowej, zauważamy, że jest już zamknięta. Na szczęście brama prowadząca na teren cmentarza pozostała otwarta. Siadamy jeszcze na chwilę na ławce, łapiemy spokój i ciszę, jaka tu panuje. To niesamowite, że za murem okalającym cmentarz toczy się normalne, gwarne życie turystycznego miasteczka. Mikulovski kirkut zrobił na nas duże wrażenie. Przede wszystkim rozmiar tego cmentarza i znajdujące się tam macewy. Jeśli lubicie klimaty naszych starszych braci w wierze, to będąc w Mikulovie nie wypada tego miejsca nie odwiedzić. Jeśli fanami kultury żydowskiej nie jesteście to warto tam zajść chociażby po to, żeby złapać odrobinę spokoju, ciszy i refleksji.
CDN…







