
Po drodze mijamy kilku rowerzystów pozdrawiając się uniesieniem dłoni. Swoją drogą fajny jest to zwyczaj. Po drodze do Wojanowa w oddali zauważam budowlę, która przykuwa moją uwagę. Pokazuję Markowi ręką w kierunku zamku, który obudowany jest rusztowaniami, a charakteryzuje się ubytkiem głównej wieży. Tak przynajmniej z daleka to wygląda. Marek mówi mi, że jest to Pałac Bobrów. Stan techniczny obiektu jak na załączonym obrazku – opłakany. Natomiast stojące na rusztowania dają cień nadziei, że być może budynek wróci do dawnej świetności. Niestety Marek opowiada mi historię z której wynika, że nie jest to takie proste. Generalnie wiele tego typu obiektów na Dolnym Śląsku jest w opłakanym stanie i nic nie wróży im lepszych czasów. Żal patrzeć na to jak niszczeją te wspaniałe budowle pełne historii. Są obiekty, które mają szczęście. Znajdują się ludzie inwestujący swoje pieniądze i przywracający im dawny blask. Niestety Pałac Bobrów stoi w opłakanym stanie bez większych nadziei na zmianę sytuacji. Chcę tam pojechać i obejrzeć go z bliska. Jednak Marek mówi, że najpierw pojedziemy do Wojanowa, a w drodze powrotnej podjedziemy pod Bobrów i go sobie obejrzymy. Niestety tylko z daleka. W chwili obecnej obiekt jest zamknięty i nie ma możliwości żeby legalnie wejść do środka. Myślę nawet o „nielegalu”, ale nie mamy czasu na skakanie po murach i płotach, bo plan na dzisiejszy rowerowy rajd jest napięty. Od Pałacu Bobrów do Pałacu w Wojanowie dzieli nas pięć minut jazdy na rowerze. Po mniej więcej takim czasie docieramy na miejsce. Jakże inny jest widok od tego jaki przed chwilą miałem możliwość zobaczyć. 
Okazuje się jednak, że jest ona zamknięta na trzy spusty. Nie ma możliwości wjazdu. Obiekt położony jest na skarpie nad rzeką Bóbr. Leży u zbiegu granic Rudaw Janowickich, Kotliny Jeleniogórskiej i Gór Kaczawskich. Pałac ma bogatą historię i bardzo ciekawe dzieje. Obecnie znajduje się w prywatnych rękach. Niestety nie przekłada się to na jego stan techniczny. Osobiście jestem pod wrażeniem wysokiego kamiennego muru okalającego obiekt, który zachował się w dobrym stanie. Objeżdżając pałac Marek pokazuje mi miejsce tuż pod jego murami mówiąc, że jest to idealna miejscówka do spotkań rycerskich. Dochodzimy do wniosku, że mimo, iż obiekt jest mocno potrzebujący inwestycji i rewitalizacji, to ma olbrzymi potencjał. Na tyle mnie ten pałac intryguje, że jeszcze tego samego dnia sprawdzam sobie w necie historię zamku. Do czego was też gorąco zachęcam.
Nawet się nie oglądam, a już mym oczom ukazuje się budynek Browaru. Jeszcze tylko kilka mocnych naciśnięć na pedały i meldujemy się na parkingu przed restauracją. Na miejscu jest sporo samochodów i dużo rowerów. Parkujemy nasze bicykle w miejscu do tego przeznaczonym. Powiem szczerze, że mimo, iż podjazd jakoś mocno nas nie umęczył, to oddech na szczycie jest lekko rwany 😉 . Sam budynek browaru jest zbudowany w stylu nowoczesnym. Mimo to sympatycznie komponuje się z otoczeniem. Przed wejściem do budynku jest spory taras z pięknym widokiem, z którego możemy podziwiać panoramę gór Sokolich, Izerskich i Karkonoszy. Takie trzy w jednym 😉 . Niestety dzisiejsza aura sprawia, że siedzenie na zewnątrz odpada. Wchodzimy do środka.
W restauracji podaje się różnego rodzaju piwa, które warzone są praktycznie na naszych oczach. Za przeszkloną ścianą widać kadzie i bez problemu można obserwować proces produkcji. Oprócz piwa w ofercie znajduje się również coś na ząb. Atmosfera raczej luźna. Klientela to cały przekrój turystów. Od piechurów przez rowerzystów po rodziny z dziećmi, które wpadają tu na obiad. Po chwili podchodzi do nas kelnerka i podaje nam kartę. Przy okazji pytam, czy istnieje możliwość zwiedzenia i lepszego przyjrzenia się produkcji piwa? Niestety. Kobieta odpowiada, że ze względu na pandemię w chwili obecnej nie oprowadzają gości po browarze, ale jeśli sytuacja wróci do normy wtedy jak najbardziej. Dodam, że na miejscu nie tylko można zjeść i napić się pysznego piwa, ale również można tu przenocować. Do dyspozycji turystów są cztery wieloosobowe pokoje. W Miedziance spędzamy około godziny czasu. Mieliśmy wcześniej się „zebrać” ale za oknem zaczyna padać z taką intensywnością, że nie ma możliwości wyściubić nosa. Poza tym atmosfera w restauracji jest na tyle przyjemna, że można tu siedzieć i siedzieć. Mimo, że perspektywa dłuższego pobytu jest kusząca, to czekają na nas jeszcze trzy pałace do odwiedzenia.