Drepcząc po barcelońskich chodnikach mijamy sklep spożywczy, gdzie postanawiamy zaopatrzyć się z Markiem w zimne piwo. Oczywiście dzieciaki w sklepie też znajdują coś dla siebie. Jesteśmy już wszyscy dobrze zmęczeni i stwierdzamy, że pal licho z obiadem nad morzem, od którego zresztą jeszcze dzieli nas trochę dystansu. Postanawiamy, że posiłek zjemy na ławkach małego urokliwego placu, który nosi nazwę Placa de Carme Simo. Patrząc na tabliczkę z nawą mamy skojarzenie z „karmiącym Simonem” i to jest znak, że właśnie tu musimy zjeść obiad.
Skojarzenie absurdalne i wynikające już chyba z upału i zmęczenia. Zagrzały się nam już styki w głowach od tego barcelońskiego słońca 😉 . Wypakowujemy pudła z jedzeniem. Na ławkach lądują chłodne napitki i zaczyna się uczta. Jedzenie smakuje wybornie. Zresztą te pudełkowe żarcie robione na szybko tuż przed wyjściem, na takich wyjazdach zawsze smakuje genialnie. Umęczeni upałem po pudełkowej uczcie zasypiamy. Nie wiem jak reszta i czy wszyscy zapadają w sen, ale ja odlatuję jak dziecko. Dopada nas sjesta w pełnym tego słowa znaczeniu. W tych wyjazdach i wspólnych biesiadach w różnych miejscach jest coś szczególnego. Przez to, że jesteśmy na wakacjach, oderwani od swojej codzienności i od ról, które pełnimy zawodowo, pozwalamy sobie na luz. Z reguły chodzimy swoimi ścieżkami, jemy i odpoczywamy tam, gdzie poczujemy, że po prostu jest to dobre miejsce. Fajnie odnajdują się w tym nasze dzieciaki, dla których nic nie jest jak to czasem młodzież mówi „wieśniackie” , niestosowne. Wszyscy żyjemy chwilą, oczywiście w granicach rozsądku, bo będąc z dziećmi ktoś musi być dorosły i odpowiedzialny. Najwspanialsze wspomnienia mam właśnie z takich chwil „kloszardowego” szwendania się tu i tam. Po poobiedniej drzemce na placu „Karmiącego Simona” postanawiamy, że odpuszczamy sobie morze i wracamy powoli do domu oczywiście „zahaczając” jeszcze raz o plac Królewski i La Boqueria.
Z oporem, ale się jakoś dźwigamy tyłki z ławek. Na targ przybywamy przed godziną 19.00 przebijając się przez tłumy turystów. Nie jest to zbyt pozytywne doświadczenie. Szczerze mówiąc marzę tylko o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do hali, a z stamtąd do domu. Chyba zresztą już wszyscy jesteśmy umęczeni kilkugodzinnym dreptaniem po mieście.
Do wnętrza hali prowadzi wejście nad którym usytuowany jest łuk kuty z żelaza zdobiony kolorowymi witrażami i herbem miasta. W środku jest już mniej ludzi. Można w miarę swobodnie spacerować i podziwiać stragany z przeróżnym asortymentem spożywczym.
Od mięs, przez ryby, pieczywo, owoce i egzotyczne przyprawy. Jest tego naprawdę sporo. Załapujemy się na faktyczną obniżkę cen świeżo wyciskanych soków z różnych egzotycznych owoców.
Oczywiście grzechem jest nie skorzystać. Kubek soku 1€. Muszę powiedzieć, że są pyszne i przede wszystkim zimne, bo wyjęte prosto z lodu. Jak będziecie mieli okazję to naprawdę polecam. Po konsumpcji dopadają mnie jednak wątpliwości odnośnie warunków sanitarnych w jakich te soki są sprzedawane. No po prostu obawiam się o to, żeby nikt z nas nie miał problemów żołądkowych. Na szczęście jednak nic takiego nie następuje. Możliwe, że dorosły skład jest dobrze zdezynfekowany od środka, a dzieciaki po prostu mają jeszcze solidną odporność 😉 . Jedna uwaga dla Was odnośnie tego miejsca. Jeśli będziecie na tym targu, to naprawdę uważajcie na swoje portfele, bo tam kieszonkowcy mają prawdziwe pole do popisu.
Pora obliguje nas do szybkiego powrotu. W metrze oczywiście młodsza część ekipy się reaktywuje. Na bank to wpływ klimatyzacji w wagonach. Wysiadamy z metra na naszej dzielnicy i w drodze do domu zachodzimy do Conrado na kawę. Ignacy już od progu wita nas z serdecznym uśmiechem . Dzieciaki po zaspokojeniu głodu i pragnienia pędzą na plac zabaw. My natomiast uskuteczniamy rozmowy na „każdy temat” z naszym znajomym. Jest trochę o Polsce, trochę o Katalonii, trochę o polityce, kulturze i gospodarce. Ciekawe są takie konwersacje, bo można dowiedzieć się wielu rzeczy, o których raczej w żadnej telewizji czy radiu się nie usłyszy. Naprawdę „warto rozmawiać”. Przy kawie postanawiamy, że dziś wyjdziemy na kolację do MUXI. Zbieramy „stonkę” z placu zabaw i nasze kroki kierujemy na kwaterę.
CDN…




